Mediolan/Cortina: Niechby chociaż jeden medal

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-01-31 10:54

Jubileuszowe XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie, z podwójną siedzibą w Mediolanie oraz odległej Cortinie d’Ampezzo, rozpoczynają się w piątek, 6 lutego. Uroczyste pożegnanie i ślubowanie polskiej reprezentacji odbyło się 30 stycznia w Centrum Olimpijskim, czyli siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl).

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Główna część ekipy poleciała wprost po ślubowaniu wojskowym Boeingiem 737 „Józef Piłsudski” na zaproszenie Kancelarii Prezydenta RP. Poza korzystnym dla PKOl wątkiem kosztowym taki czarter krążący niczym taksówka miał ogromną zaletę logistyczną – najpierw wysadził w Wenecji udającą się do nieodległej Cortiny narciarską i lodową górską część ekipy, a potem w Mediolanie łyżwiarzy. Wrócił do Warszawy na pusto, ale w praktyce wykorzystywania rządowo-prezydenckiej floty z napisami „Rzeczpospolita Polska” to normalność.

Pożegnanie wyprawy do Mediolanu/Cortiny było okazją do spojrzenia na wątek olimpijskiego sponsoringu. Wobec nakazanego przez rząd konsorcjum 15 października wycofania się zasobnych spółek skarbu państwa nastąpiła istotna przemiana na liście dobrodziejów PKOl. Związany duchowo i personalnie z PiS prezes Radosław Piesiewicz w praktyce jednoosobowo przekazał urząd generalnego sponsora giełdzie Zondacrypto, obracającej parapieniędzmi. Medaliści olimpijscy mają być premiowani wirtualnymi tokenami. Bardzo kontrowersyjna umowa podpisana została z zaskoczenia w… Monako. Poprzedniczka kapitałowa i prawna Zondy, czyli giełda BitBay, została wpisana w 2018 r. na listę ostrzeżeń przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Podczas uroczystości 30 stycznia przyjrzałem się, jak nowy sponsor został umocowany wizerunkowo. Centrum Olimpijskie po dawnemu nosi wyłącznie taką nazwę, czyli to absolutnie nie formuła np. widocznego z daleka neonu PGE Narodowego. Na zewnętrznej tablicy wśród sponsorów w ogóle nie ma logotypu kryptogiełdy. Notabene na gmachu nie widać także nadanego centrum w 2020 r. imienia Jana Pawła II, honorowa tablica znajduje się w holu wejściowym. Zondacrypto oczywiście jest hierarchicznie pierwszym sponsorem PKOl, ale podczas podniosłej uroczystości z olimpijczykami żaden jej reprezentant nie został w tej kategorii wspomniany, zatem jeśli był – to najwyżej incognito. Wszystko to bardzo dziwne, trudno uniknąć wrażenia, że nowy zasobny partner został wizerunkowo schowany. Jak wiadomo, pecunia non olet – tak brzmiała odpowiedź rzymskiego cesarza na krytykę opodatkowania przez niego wykorzystywanego biznesowo moczu z publicznych toalet – jednak wizerunkowy dualizm w praktyce postępowania PKOl potwierdza, że nie wszystkie ładnie pachną.

Abstrahując od obserwacji finansowych, najważniejszym przesłaniem wyprawy na igrzyska oczywiście jest nadzieja na medale. W Centrum Olimpijskim wyrażono oczekiwanie ich w liczbie mnogiej, ale realny wymiar możliwego polskiego urobku wygląda jak w tytule – dokładnie tyle (brąz Dawida Kubackiego na średniej skoczni) reprezentacja przywiozła cztery lata temu z Pekinu. Tym razem zerowe są szanse na sukces w dyscyplinach górskich w Cortinie i okolicach, bardziej realne są radosne wieści z hali łyżwiarstwa szybkiego w Mediolanie. Podczas uroczystości pożegnalnej przypomniane zostały dwa ciekawe wątki, łączące pierwszych polskich medalistów w sportach zimowych – czyli brąz Franciszka Gąsienicy-Gronia w kombinacji norweskiej z Cortiny d’Ampezzo 1956 oraz złoto Wojciecha Fortuny (był gościem piątkowej uroczystości) z Sapporo 1972. Otóż jeden i drugi medalista miał… nie jechać na igrzyska, włączeni zostali w ostatniej chwili na skutek presji społecznej i medialnej. Istotna różnica tamtej sytuacji wobec obecnej wyprawy polegała na tym, że wtedy nie było na igrzyskach limitów liczbowych, wysłanie dodatkowego zawodnika leżało wyłącznie w gestii PKOl i wiązało się z kupieniem jeszcze jednego biletu. Obecnie skład reprezentacji w kilku pozycjach był bardzo sporny do ostatniej chwili, ale zwiększenie 60-osobowej ekipy nie wchodziło w grę. Miejmy nadzieję, że żaden hipotetyczny, chociaż dla kibiców niespodziewany, medalista nie pozostał w domu…