Niechby notariusz wreszcie podpisał

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-07-25 20:00

Powyborczy pat w Hiszpanii potwierdza, że samo głosowanie powszechne to zaledwie pierwszy krok, natomiast prawdziwa rozgrywka o władzę zaczyna się dopiero później.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ledwie zostały po 23 lipca zdemontowane urny, a tu już czarne scenariusze wieszczą – na razie nieśmiało, lecz precyzyjnie – że w razie rządowego paraliżu w Kongresie Deputowanych kolejne wybory w Hiszpanii odbędą się na początku grudnia. W Polsce nawet nie został jeszcze potwierdzony na 100 proc. termin głosowania 15 października – pewny wciąż tylko na 99,9 proc. – ale na wszelki wypadek roztoczę podobną do hiszpańskiej perspektywę w bardziej odległym horyzoncie czasowym. Jeśli żaden sklecony po wyborach polski rząd nie uzyska w Sejmie wotum zaufania, to po wyczerpaniu do końca roku wszystkich kroków konstytucyjnych świeżo zaprzysiężony parlament zostanie rozwiązany i zagłosujemy powtórnie mniej więcej w lutym 2024 r. Być może np. w niedzielę 11 lutego, tuż przed Walentynkami/Popielcem, które akurat współdzielą środę 14 lutego.

Andrzej Duda absolutnie nie zamierza skrócić okresu terminowej niepewności i wciąż nie dostawia kropki nad i. Prawnie oczywiście ma jeszcze sporo czasu na zarządzenie wyborów i wyrobi się przed niedzielą 13 sierpnia, ale kilkuzdaniowe postanowienie może przecież podpisać już od wielu tygodni. W sprawie terminu decyzyjność prezydenta sprowadza się do roli notariusza, prawdopodobieństwo pierwszej możliwej niedzieli 15 października wynosi 99,9 proc., zaś brakujące 0,1 proc. przypada na następną 22 października. Państwowa Komisja Wyborcza już dawno opracowała precyzyjny kalendarz kampanii dla terminu 15 października (naturalnie na wszelki wypadek również dla 22 października), stanowiący załącznik do oczekiwanego postanowienia. Celebrowaniem ogłoszenia prostej, oczywistej decyzji Andrzej Duda usiłuje dopompować swój majestat pierwszego urzędnika RP.

Andrzej Duda postanowienie o zarządzeniu na 15 października wyborów do Sejmu i Senatu mógł podpisać już od wielu tygodni, ale po co – zamierza politycznie celebrować oczywistą decyzję jak najdłużej. Fot. KPRP / Krzysztof Sitkowski

Kalendarzowe kunktatorstwo prezydenta ma w tym roku dodatkowy kontekst. Dopóki jego postanowienie, potwierdzające datę 15 października, nie zostanie ogłoszone w Dzienniku Ustaw – dopóty PiS nie może przeforsować uchwały Sejmu o przeprowadzeniu ogólnokrajowego referendum, bo przecież z definicji ma ono zostać doklejone do wyborów. Sam projekt referendalnej uchwały klub PiS może jednak wnieść od zaraz, z wpisanym na razie wstępnie terminem 15 października. Data przecież mogłaby zostać przed uchwaleniem poprawiona na 22 października, gdyby Andrzej Duda nagle postanowił zrobić swojej matce partii zaskakujący kawał – którego przecież nie zrobi…

Wniesienie projektu uchwały do Sejmu wiąże się jednak z ujawnieniem brzmienia referendalnego pytania czy może nawet pytań. Obecnie to największa tajemnica siedziby PiS przy ulicy Nowogrodzkiej, najwyższy władca Jarosław Kaczyński w tej sprawie naradza się z gronem najbardziej zaufanych zauszników z partyjnego politbiura. Rzucając hasło referendum zapowiadał tylko jedno pytanie antyimigracyjne, by krzyżyk postawiony przez wyborcę przy oczywistej odpowiedzi na kartce referendalnej automatycznie transmitowany był do kandydatów PiS umieszczonych na większej płachcie sejmowej i kartce senackiej. Władców zaczęła jednak kusić perspektywa, aby ten efekt wzmocnić i dołożyć jeszcze ze dwa, trzy podobnie jednoznaczne pytania. Pomysły są najróżniejsze, ot np. taka alternatywa – czy jesteś za krótszym, czy dłuższym wiekiem emerytalnym. Są również propozycje z nieco wyższej półki, np. czy Konstytucja RP ma mieć pierwszeństwo przed prawem Unii Europejskiej. Zgodnie z Konstytucją RP referendum ogólnokrajowe przeprowadzane może być „w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa”. To kategoria tak rozciągliwa, że można nią objąć dosłownie wszystko, co tylko uzna za „szczególne” najwyższy władca.