Ustawa dostosowująca polski stan prawny do wymogów unijnej dyrektywy i kończąca 30 czerwca 2011 r. pobieranie od ciężarówek winietowej opłaty drogowej, od następnego dnia zaś wprowadzająca pobór elektroniczny — weszła w życie w końcu roku 2008. Teoretycznie na wybór operatora systemu poboru było czasu aż nadto. Jednak przetarg, o którego szczegółach informowaliśmy w środę (patrz reprodukcja poniżej), nie może dobiec do mety. Na ostatniej prostej ściga się dwóch zawodników. System mikrofalowy jest tańszy jednorazowo, dla właścicieli pojazdów oznacza zakup niedrogich urządzeń, ale generuje późniejsze koszty przy dostawianiu kolejnych bramek. System satelitarny to zdecydowanie większy wydatek jednorazowy oraz droższe urządzenia w pojazdach. Przy wyborze zdajemy się na fachowość komisji przetargowej, ale wypada do niej gromko zaapelować — niechże ten wybór zostanie dokonany! Unieważnienie przetargu podtrzymałoby fatum niedecyzyjności, blokującej cywilizacyjny postęp Polski.
Dotrzymanie przez nasz kraj unijnego zobowiązania dotyczy dziedziny, w której ujednolicenie prawa na obszarze całej Unii Europejskiej jest absolutnie konieczne. Wszak kierowca TIR-a powinien płacić według identycznych zasad — choć niekoniecznie stawek — od Lizbony do Terespola. Innym bardzo ważnym wątkiem są potrzeby nerwowo łatanego budżetu państwa. Efektywny pobór elektroniczny opłat drogowych da roczne dochody co najmniej 1 mld zł.
Ewentualne — odpukać — unieważnienie finiszującego przetargu automatycznie skutkowałoby niezdążeniem z nowym systemem w ustawowym terminie 1 lipca 2011 r. i wymusiłoby jego pilną nowelizację, na przykład przesunięcie na 1 stycznia 2012 r. Byłaby to polityczna plajta, podważająca sens podejmowania przez rząd dumnych ofensyw legislacyjnych — no, bo po co uchwalać prawo, którego nie daje się wprowadzić w życie...