Niedokończony portret przeszywa wzrokiem

Tajemnicze szkice i nieukończone obrazy mają coś z dzikości — ich ceny potrafią zaskakiwać, a rynek wciąż pozostaje do odkrycia

Prace, na których udaje się zauważyć jakiś niedomalowany kawałek tła albo niedopracowany fragment szaty którejś z postaci, mogą początkowo budzić wątpliwości, ale dla wielu inwestorów to właśnie takie zagadki mają szczególnie kolekcjonerską wartość. Szkice, na których uchwycone zostały tylko niektóre elementy przyszłej kompozycji, podobnie zresztą jak obrazy porzucone przez artystę w czasie pracy, pozwalają w pewnym sensie zajrzeć do zamkniętego warsztatu i dowiedzieć się, jak wyglądały zamysły autora, zanim ostatecznie wygładziły je końcowe warstwy werniksu.

PRZEMIANA GŁÓWNEGO BOHATERA:
Zobacz więcej

PRZEMIANA GŁÓWNEGO BOHATERA:

Na postawie rysunkowych i olejnych szkiców Henryka Berlewiego można prześledzić sposób, w jaki dobierał określone motywy finalnego obrazu. Płótno z prosto opracowaną kobietą w czerwonym płaszczu pojawiło się na aukcji w listopadzie i jego cena wyniosła 33 tys. zł. ROBERT WANCERZ/REMPEX]

Przewidując zakup takiej niedopracowanej formy w charakterze inwestycji, można też liczyć na niższe ceny, ale żeby nie stracić, trzeba poświęcić jej więcej uwagi — o wartości decyduje przecież między innymi to, czy obraz rzeczywiście miał tak wyglądać, czy może już w pracowni nie podobał się malarzowi do tego stopnia, że trzeba było zdjąć go ze sztalugi i odstawić w kącie.

W porównaniu z płótnem wykończonym, szkicowe zarysy i obrazy, na których zamiast jednej postaci jest po prostu biała plama są też atrakcyjniejsze cenowo.

Sprawki Lady Makbet

Chociaż podobne dociekania mogą się trochę kojarzyć z niezrozumiałymi wywodami, które pasjonaci ciągną wyłącznie z nadmiaru wolnego czasu, wiele z pozornie nieczytelnych prac ma w sobie też kilka wskazówek.

Naczelnym tropem byłabyw takim przypadku sygnatura, dlatego że pod obrazami, które nie były jeszcze gotowe, malarze nie mieli raczej zwyczaju się podpisywać — czego jaskrawym przykładem mogłaby być jedna z martwych natur Moneta, która wisiała w pracowni impresjonisty ponad 40 lat, zanim ten uznał, że uchwycone światło jest na tyle migotliwe, że dzieło może być sygnowane jego nazwiskiem. O takich dylematach da się dowiedzieć dzięki zachowanej korespondencji, ale wielokrotnie się zdarza, że poza papierowymi dokumentami rozwiązania szuka się też w innych pracach.

Czasem okazuje się, że określony szkic jest pojedynczy, ale bywają też serie przedstawień tego samego detalu — takiego jak np. dłonie ułożone na sukni królowej — który podejmowany był na tyle sposobów, że dopiero najbardziej udane studium powielone zostało w finalnej wersji. W porównaniu z płótnem wykończonym do ostatniej warstwy werniksu szkicowe zarysy i obrazy, na których zamiast jednej postaci jest po prostu biała plama, są też atrakcyjniejsze cenowo, jednak z doświadczenia ekspertów wynika, że o takich wyborach nie do końca decydować musi właśnie taniość.

— Na polskim rynku szkice nie są jeszcze tak wysoko cenione, ale na Zachodzie zbierano je właściwe już od renesansu, dlatego znane są całe kolekcje złożone z takich obiektów. Znam wiele przypadków, w których kolekcjonerzy mający gotowe obrazy szukają rysunków, które je uzupełniają i pokazują, w jaki sposóbartysta dochodził do wersji doskonałej — komentuje Adam Chełstowski, właściciel firmy eksperckiej Ad-Arte, który jako przykład przytacza kilka transakcji sprzedaży prac Henryka Berlewiego.

W kolekcjonerskich zbiorach znajdują się już zarówno pochodzący z lat 50. obraz „Widmo Lady Makbet” — w którym głównym akcentem jest syntetycznie ujęty czerwony płaszcz — jak i wstępne rysunki, a nawet szkic olejny, który w listopadzie uzyskał w warszawskim Rempeksie cenę 33 tys. zł.

Jeśli inwestycyjnych opcji dalej byłoby za mało, warto dodać, że kilka lat temu w Desie Unicum za 9,5 tys. zł sprzedano litografię ze słynnego obrazu wspomnianego autora, który co prawda nie przedstawia Lady Makbet, tylko krzesło — ale na jego siedzisku leży sugestywnie czerwona tkanina płaszcza, a w tle powtarza się motyw schodów, które za każdym razem znikają gdzieś w górze, za ramą obrazu.

Kolor płótna

Mimo że wstępne wersje różnych finalnych kompozycji nie pojawiają się w obiegu aż tak rzadko, detektywistycznych atrakcji, jakie zapewnia śledzenie motywów u Berlewiego, trudno szukać na rynku sztuki najnowszej. William Turner, angielski malarz doby romantyzmu, poprawiał swoje morskie pejzaże nawet w dniu samego wernisażu, a w czasach impresjonistów niedopracowane obrazy nie były dopuszczane przez krytyków do ekspozycji na wystawach, co w dzisiejszych warunkach wydaje się niewyobrażalne. Decyzja o uznaniu dzieła za skończone podejmowana jest przecież przez samego artystę, ale w przeciwieństwie do przedstawieniowej sztuki dawnej po nowszych abstrakcjach ani nie pozostają zwykle żadne szkice, ani też nie do końca łatwo jest się domyślić, czy wersja ostateczna jest doskonała, czy niedbała. Stosowanie koloru niezamalowanego tła jako barwy w obrazie spotykane jest już w późnej manierze Cézanne’a czy chociażby w pojawiającym się na lokalnych aukcjach malarstwie Meli Muter, ale trzeba przyznać, że w obu przypadkach jakość artystyczna tych niedomalowanych prac została uznana już dawno. Jedynym rynkiem, co do którego rzeczywiście warto więc zachować większą rezerwę, jest ten z dziełami, na których sami się nie znamy, a eksperci nie zdążyli się jeszcze o nich wypowiedzieć. W takiej sytuacji inwestorzy, których nie zniechęca większe ryzyko, mogą jednak zaopatrzyć się w sztukę nawet tajniej, a w cenie będzie jeszcze więcej zgadywanek, bo przecież krzywo wykończona twarz na obrazie nieznanego malarza czasem demonstruje wyjątkowy język wyrazu autora, a czasem — odwrotnie — jego wyjątkowe braki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Niedokończony portret przeszywa wzrokiem