Kolejne zaskarżenia powtórzonych wyborów prezydenta Ukrainy zostały oddalone i nawet dla Wiktora Janukowycza stało się już oczywiste, że Wiktor Juszczenko zostanie zaprzysiężony. Jego najważniejszą decyzją, mającą absolutnie strategiczne znaczenie dla powodzenia całego programu reform, jest oczywiście trafny wybór premiera. Stało się to problemem, powodującym coraz głębsze rysy w jednolitej dotychczas ekipie zwycięzców z Majdanu Nezałeżnosti.
Dla Julii Tymoszenko, liderki liczącego się bloku parlamentarnego, mistrzyni marketingu politycznego oraz ludowej przywódczyni pomarańczowej rewolucji, objęcie przez nią steru rządu Ukrainy jest oczywiste i niepodważalne. Tak ponoć mówi pisemna umowa, zawarta przez nią z Juszczenką na samym początku kampanii. Ale na wielki powrót liczy także obecny szef ukraińskich przedsiębiorców Anatolij Kinach, dawno temu następca Juszczenki na stanowisku premiera, w listopadzie 2004 r. rywalizujący z nim w pierwszej turze, ale potem już wiernie stojący przy jego boku. Ponadto w grę wchodzą były szef parlamentu Ołeksandr Moroz oraz finansista Petro Poroszenko.
Wypoczywający w górach po trudach kampanii prezydent elekt naprawdę ma o czym rozmyślać. Nota bene — w miniony poniedziałek został po raz drugi szczęśliwym dziadkiem, jako że najstarsza z jego córek z pierwszego małżeństwa urodziła chłopca. Wiktor Juszczenko raczej nie wpadnie dzisiaj do Warszawy, gdzie zorganizowana została „pomarańczowa” uroczystość z okazji utytułowania go Człowiekiem Roku 2004 przez tygodnik „Wprost”...
Okiem polityka
Biznes nie może przespać szansy
Zwycięstwo Wiktora Juszczenki i sił demokratycznych przybliża Ukrainie perspektywę wejścia do Unii Europejskiej, Polska zaś ma unikalną szansę stać się państwem pomagającym Ukraińcom w integracji z Zachodem. Przed wyjątkową szansą stanął polski biznes. Ukraińska gospodarka rozwija się w astronomicznym tempie — PKB wzrósł tam w ostatnich dziesięciu miesiącach o 13 proc., także o kilkanaście procent wzrosły dochody ludności. Ukraina jest nie tylko ogromnym rynkiem zbytu dla eksporterów, ale także miejscem, gdzie można lokować poważne inwestycje. Aby było to możliwe, nasi sąsiedzi powinni budować wolny rynek jak najmniej skrępowany biurokratycznymi regułami. Objęcie steru państwa przez opcję otwartą na Zachód to dopiero początek długiej drogi, na której w pierwszej kolejności trzeba wykorzeniać postsowiecki etatyzm. Polski biznes musi iść za ciosem. Przecież nie tylko my postrzegamy Ukrainę jako rynek wielkich możliwości, już dzisiaj ponad 40 proc. ukraińskiego eksportu trafia do krajów członkowskich UE. Niestety, Ukraina jest dla Polski dopiero dwunastym partnerem handlowym. Jeśli prześpimy szansę ożywienia naszych obrotów, to z pewnością wykorzystają ją nasi partnerzy z innych krajów unijnych.
BRONISŁAW KOMOROWSKI
poseł PO