Niedźwiedzie doczekały się swoich pięciu minut

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-04-09 00:00

Rynki giełdowe od dawna dojrzewały do korekty, więc jej nadejście nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Powodów, czy raczej pretekstów w ostatnich dniach nie brakowało. Do znanej już wyliczanki grecko-chińskiej doszły wczoraj gorsze dane o spadku sprzedaży detalicznej oraz stagnacji produkcji przemysłowej w strefie euro. Na koniec zaś — wzrost liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych za oceanem. Jak na taką mieszankę, wczorajsze spadki można uznać za umiarkowane.

Spadkowe zakończenie środowej sesji na Wall Street wyraźnie sprawiło zawód naszym inwestorom, więc handel zaczęli wczoraj od sporych zniżek. Doszły do tego bardzo złe nastroje na giełdach europejskich. Indeks największych spółek tracił na otwarciu niemal 1 proc., a wskaźnik szerokiego rynku zniżkował o 0,74 proc. W pierwszych minutach znacznie lepiej radziły sobie indeksy małych i średnich spółek, tracąc jedynie 0,2-0,3 proc. Skala przeceny do południa jeszcze się zwiększyła. WIG20 tracił 1,3 proc., a mWIG40 aż 1,7 proc. Spośród największych spółek najmocniej taniały akcje banków, a kroku dotrzymywały im papiery PKN Orlen. Spośród całego grona firm wchodzących w skład WIG20 przodowały walory Cyfrowego Polsatu tracące ponad 4 proc., Cersanitu spadające o 3 proc. i TVN zniżkujące o 2,4 proc.

Przewaga sprzedających akcje była przez cały dzień niepodważalna. Nie było widać niemal żadnych prób obrony przez byki. Być może szkoda im było siły na niepotrzebną szarpaninę. Przewaga złych nastrojów była tak duża, że szanse na podciągnięcie indeksów choć trochę w górę były znikome. Zresztą skala spadków nie była wcale dramatyczna, więc lepiej było dać rozwinąć się korekcie. Ostatecznie WIG20 zniżkował o 1,53 proc., WIG o 1,36 proc., wskaźnik średnich spółek stracił 1,26 proc., a sWIG80 zmniejszył swoją wartość jedynie o 0,66 proc. Obroty na rynku akcji wyniosły 1,32 mld zł i były nieco niższe niż w ciągu poprzednich kilku sesji.

Spadkowa korekta zaczyna "rozwijać skrzydła". Po środowej niewielkiej zniżce naszych indeksów, czwartkowa była już znacznie poważniejsza. W przypadku wskaźnika szerokiego rynku — największa od 5 lutego. Ale o żadnej dramatycznej wyprzedaży nie ma mowy. Tym bardziej, że obroty były wyraźnie niższe niż ostatnio. Złe nastroje zapanowały na niemal wszystkich światowych parkietach. Trudno jednak spodziewać się samych pozytywnych informacji. A nastroje mają to do siebie, że mogą się bardzo szybko zmieniać. Wypada jedynie z niecierpliwością czekać na impulsy, których już w przyszłym tygodniu z pewnością

nie zabraknie.