Ponowne ochłodzenie klimatu przyszło zza oceanu, gdzie nie doszło do oczekiwanego odbicia, a podaż po raz trzeci z rzędu zdobyła punkty. Negatywny ton już od rana dominował na europejskich parkietach. Źle przyjęto opublikowany wczoraj wieczorem kwartalny raport Cisco, świadczący o osłabieniu światowego popytu. To uderzyło w branżę technologiczną. W ciągu dnia napłynęły z kolei informacje o kiepskich wynikach sprzedaży w amerykańskich sieciach detalicznych – wyniki Wal-Marta rozczarowały. Te dane zepchnęły indeksy jeszcze niżej.
Atmosfery z pewnością nie poprawiły komentarze prezesa EBC Jean-Claude Tricheta. Na konferencji po ogłoszeniu decyzji o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie ostrzegł on, że w gospodarce są odczuwalne symptomy osłabienia. Dodał jednak przy tym, że mimo to redukcja stóp procentowych jest niemożliwa ze względu na zagrożenia inflacyjne. Najwyraźniej nie zamierza on pójść w ślady Bena Bernanke i stymulować gospodarki nawet za cenę wzrostu inflacji.
GPW początkowo radziła sobie wyraźnie lepiej niż inne rynki Starego Kontynentu. Inwestorzy byli wyraźnie zmęczeni i zdezorientowani po ostatnich mocno zmiennych sesjach i woleli wziąć kurs na przeczekanie. Obroty były żenująco niskie, a indeksy trzymały się blisko poziomu środowego zamknięcia. Mizerna aktywność sprzyjała równowadze sił i dopiero w południe ta senna konsolidacja została brutalnie przerwana, gdy w Europie zaczęto dyskontować dużą przecenę na Wall Street. Warszawskie indeksy pomknęły w dół, a Wig20 bez problemu przełamał wsparcie na poziomie 2900 pkt. i dotarł do ostatniej linii obrony w rejonie 2865 pkt. Tam doszło do ostatecznego starcia i zakończyło się ono szczęśliwie dla byków, gdyż rynek amerykański otworzył się wyżej, niż zakładał czarny scenariusz.
Ostatecznie Wig20 odrobił połowę strat i zdołał zamknąć się nad barierą 2900 pkt. Najbardziej rozczarowały Pekao i PKN, które zamykały stawkę blue chipów tracąc po 3 i 4 proc. Na szerokim rynku najwięcej ucierpiały papiery Hawe – niemal 20 proc. straty. Wyprzedawano też na potęgę akcje Toory i ZNTK Łapy. Na przeciwnym biegunie znalazły Police, które wzrosły o 13 proc.
Dzisiaj byki po raz kolejny ocaliły skórę i nieco oddaliły widmo przymusowej wycieczki w okolice styczniowego dołka koniunktury. Było w tym sukcesie jednak więcej szczęścia niż rzeczywistej siły. Rynek jest wyraźnie całkowicie na łasce zewnętrznych czynników, a rodzimy popyt nie jest w stanie odebrać akcji z rąk sprzedających. Dotyczy to szczególnie blue chipów, które są żetonami w rozgrywce zagranicznego kapitału portfelowego. Nie jest to dobry czas dla rynków Europy Środkowej i Wschodniej. Dzisiaj intensywnie pozbywano się akcji tak w Warszawie, jak w Budapeszcie, Stambule czy Moskwie.
Sytuacja w USA jest bardzo niepewna. DJI jest coraz bliżej psychologicznej bariery 12 000 pkt. Wczorajsza wypowiedź członka Fed Charlesa Plossera spłoszyła inwestorów, osłabiając nadzieję na kontynuację cyklu obniżek stóp procentowych. Z jednej strony strach przed recesją narasta, ale z drugiej Warren Buffett stwierdził wczoraj, że nie widzi objawów kryzysu kredytowego, a pożyczki dla firm są dostępne i tanie. Tymczasem płynne środki własne amerykańskich firm imponują – niefinansowe spółki z indeksu S&P500 zgromadziły ponad 600 mld. USD w gotówce, mają więc spore zapasy na ciężkie czasy.
Te mogą nadejść, bo liczba bezrobotnych wzrosła do najwyższego poziomu od
dwóch lat, a sprzedaż domów ponownie spadła. Na razie amerykańskie indeksy są
nieznacznie na minusie, ale kilkukrotnie ponawiana dzisiaj próba przełamania
spadkowej tendencji dowodzi, że byki się jeszcze nie poddały. Możemy być dzisiaj
świadkami dużej zmienności notowań w USA, a końcowy wynik sesji pozostaje
kwestią otwartą. Jeśli dojdzie do dużej zmiany indeksów, to będzie ona raczej
skierowana w górę, biorąc pod uwagę spore wyprzedanie
rynku.