Odwrócenie w powyższym tytule hasła Igrzysk XXIX Olimpiady w Pekinie — brzmiącego właśnie „Jeden świat, jedno marzenie” — nie jest taką dziennikarską zbrodnią, jak poniedziałkowa demonstracja Reporterów bez Granic podczas zapalania znicza w ruinach starożytnej Olimpii (patrz zdjęcie). Ale w totalitarnym ustroju, nakazującym — także idealistycznym Tybetańczykom — szczęśliwość zgodnie z generalną linią kierownictwa, nawet najbardziej niewinne odstępstwo traktowane jest jako zagrożenie i bezwzględnie zwalczane.
Dlatego bez względu na protesty olimpijski ogień na trasie do Pekinu przetoczy się w maju również przez Tybet i przy aplauzie zachwyconego świata wdrapie się nawet na świętą Czomolungmę, czyli Mount Everest. A potem przy miliardowej widowni triumfowała będzie szczęśliwa dla Chińczyków ósemka: 8 sierpnia 2008 r. o godz. 20.08 (czyli ósmego ósmego ósmego o ósmej osiem) rozpocznie się efektowna ceremonia otwarcia igrzysk, jakich świat jeszcze nie widział.
Jedno jest pewne — jakikolwiek bojkot sportowy Pekinu byłby niedorzecznością. Ruch olimpijski przeżył taką falę. W 1976 r. solidarna czarna Afryka z drugorzędnego powodu wyjechała z Montrealu tuż przed otwarciem igrzysk. Potem w 1980 r. Zachód, ale wybiórczo, nie przyjechał do Moskwy w proteście przeciwko inwazji ZSRR na Afganistan. W odwecie obóz moskiewski — z wyjątkiem Rumunii — cztery lata później odmówił startu w Los Angeles, z powodów całkowicie wydumanych. Za każdym razem wielkimi przegranymi okazywali się bojkotujący, medalistom wspomnianych olimpiad nikt zaś nie wypominał, że sukcesy osiągnęli w słabszej konkurencji.
Czas na refleksję był wtedy, gdy Miedzynarodowy Komitet Olimpjijski ogromną przewagą głosów przyznawał organizację igrzysk stolicy Chińskiej Republiki Ludowej. Wtedy nie było jakoś słychać głosów, że to wstyd porównywalny z przyznaniem olimpiady innym państwom totalitarnym — w roku 1936 Trzeciej Rzeszy, a w 1980 Związkowi Radzieckiemu. Dla obrońców praw człowieka niech pozostanie pociechą — choć bardzo marną — że wszystkie stadiony w Pekinie są nowe, co przynajmniej gwarantuje, że na żadnym nie odbyła się zbiorowa egzekucja w obecności kilkudziesięciotysięcznej widowni.
Totalitarna doktryna gospodarzy dopuszcza tylko jeden model świata z podporządkowanymi mu marzeniami. Dwa sierpniowe tygodnie wiele nie zmienią, ale jeśliby w stolicy Chin osiadł po igrzyskach choćby pył zróżnicowania i wolności — to olimpiada wyjdzie ludzkości per saldo na plus. Umęczonemu Tybetowi także.
Jacek Zalewski