Niekoronowany król

opublikowano: 15-02-2011, 11:12

Alentejo to mało atrakcyjny turystycznie region Portugalii. Choć terytorialnie to jedna trzecia tego uroczego kraju. Z winami też bywało tam różnie. Ale jeśli chodzi o korki do butelek, pozostaje mekką producentów win.

Produkcja win ma w Alentejo długą tradycję. Duży wkład mieli Fenicjanie, potem Rzymianie, którzy kochali okolice Evora. Do dziś widać tam ich wpływy, mimo długoletniej okupacji Alentejo przez  Maurów, którzy win nie lubili. Ożywienie nastąpiło w XIII w., gdy przepędzono najeźdźców i powstało królestwo Portugalii. Potem zaczęły się słynne podróże Portugalczyków – także z winami -  po świecie. Mimo międzynarodowych sukcesów, Alentejo przez setki lat było skazane na winny margines. Kreowano je raczej na zbożowy spichlerz  kraju. I miejsce zsyłki skazańców, którzy - gdy udawało im się pozbyć łańcuchów,  - podrzynali gardła lokalnym plantatorom. Wtedy cierpiały też winogrona  - przez zaniedbanie.

Zobacz więcej

foto: East News

Plastik w natarciu
W XX stuleciu teorię o zbożowym przeznaczeniu regionu lansował dyktator Salazar. Domorośli komuniści, zaraz po obaleniu wszechwładcy,  mieli inne priorytety. Koncentrowali się na spijaniu resztek tego, co zostało po piwnicach.  Ignorowali jednocześnie niekwestionowaną dominację korka z Alentejo na światowych rynkach. Niesłusznie, ale może tak chciał Lenin.
Ciekawe, że portugalska odmiana dębu korkowego regeneruje tkanki jak salamandra. Ale trzeba postępować ostrożnie. Korę zdziera się raz na 9 lat i tylko z drzew minimum 25-letnich. Tylko na nich korek odrasta.
W winnym świecie portugalski korek kochają wszyscy. Od producentów szampana, po wytwórców najszlachetniejszych win. To niekoronowany król królów.
Chociaż mogą z nim być problemy. Dotyczy to  nawet 5 proc. korkowanych nim win. O co chodzi? Używane do dezynfekcji korka preparaty zawierające chlor mogą w niesprzyjających warunkach wytwarzać  TCA  ( trójchloroanizol dla ciekawskich). Z „bukietem” stęchłej skóry i drewna. Praktycznie nie do wykrycia przed otwarciem butelki. Tylko z tego powodu wielu producentów win przezornie przechodzi na plastikowe odpowiedniki korka czy metalowe zakrętki. Nie trzeba się na to obrażać.

Dojrzałe aromaty
Filoksera - mszyca śmiertelnie kosząca europejskie winnice w XIX w. - zebrała też żniwo w Alentejo. W panice wielu plantatorów z tego tylko powodu przerzuciło się masowo na zboże i oliwki. Winne plantacje zaczęły zamierać.
Swoją drogą, to klimatycznie nienajlepszy region dla winorośli  – w lecie jest tam zdecydowanie za ciepło.  Dodatkowo Bruksela niegdyś zabroniła (z niejasnych do dzisiaj biurokratycznych względów) sztucznego nawadniania tamtejszych winnic. Winogronom zrobiło się mało przyjemnie. Do tego gleba  jest tam bardzo zróżnicowana – od elementów łupkowych, do granitowo-wapiennych. Niektóre odmiany winogron to lubią, ale trzeba się z nimi naprawdę dobrze wstrzelić.  Najlepiej udają się wina czerwone z lokalnych odmian winogron: trincadeira, castelao de aragonez i castello.  Z międzynarodowych zadomowił się cabernet sauvignon, także shiraz.
Wina czerwone z Alentejo są dziś raczej powszechnie lubiane w Europie. Przyjemne na podniebieniu i pełne dojrzałych aromatów. Ale uwaga, jest tam aż osiem wydzielonych apelacji DOC: Portalegre, Borba, Redondo, Evora, Reguengos, Granja-Amareleja, Moura i Vidigueira. Warto je wszystkie wypróbować w poszukiwaniu odpowiedniego dla siebie podniebiennego wybrańca. Gra warta świeczki. Zwłaszcza na nadchodzące zimowe wieczory.

Warto (się) wybrać
Winiarnia Portucale, ul. Merliniego 5, Warszawa

Esporao (białe), Reserva, 2007,
Finagra
(75 zł)
Młodzieńcze aromaty odpłynęły. Zostały powiewy dębu – francuskiego
i amerykańskiego. Uderza pełność, może gruszka. I czająca się daleko nutka goryczy. Uważać z warzywami.

Esporao (czerwone), Reserva, 2006,
Finagra
(110 zł)
Kupaż lokalnych odmian winogron z Cabernet Sauvignon. Nie napowietrzone raczej mało przyjemne do picia solo. Gdy dłużej pooddycha, czaruje delikatną korzennością i amerykańskim dębem.

Monte da Peceguina (czerwone), 2007,
Herdade da Malhadinha Nova
(75 zł)
Tak jak wszystkie poprzednie mocne (minimum 14 proc.). Dziwny nos. Trudno go rozszyfrować  - kupaż kilku odmian. Jest delikatna nutka słodyczy i zaostrzona wytrawność gdy nie napowietrzone. Daleko kwasowość, także nieśmiały posmak.

Alicante Bouschet (czerwone), 2004,
Finagra
(75 zł)
Lekko filtrowane, wrażliwych może zaniepokoić osadem. Dzięki niemu niebywale korzenne, z dalekimi nutkami anyżku. Musi pooddychać, dopiero wtedy objawia się przyjemny i intrygujący dąb.
Nie napowietrzone trudne do picia solo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław J. Majcherczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu