Jak udostępniać w sieci piosenki i nie stracić nad nimi kontroli? Problem próbuje rozwiązać amerykańska organizacja Creative Commons (CC), która stworzyła system specjalnych licencji.
Licencje CC mają być złotym środkiem między ostrym prawem autorskim a nielegalnym wykorzystaniem cudzego dorobku. Używając sześciu standardowych licencji CC, każdy twórca może określić, w jakim stopniu jego piosenka czy tekst, umieszczona w internecie, może zostać legalnie wykorzystana.
— Creative Commons nie służy zastąpieniu dotychczasowego systemu praw autorskich. Ma go uzupełnić i uczynić bardziej czytelnym dla normalnego użytkownika — wyjaśnia Justyna Hofmokl, koordynator Creative Commons Polska i projektu Otwarty Kod Kultury.
Znaczek to umowa
Najprościej mówiąc, twórca, decydując się na zamieszczenie swoich utworów w sieci, może użyć specjalnego znaczka, który wraz z opisem i dołączoną licencją informuje korzystających, w jakim stopniu mogą legalnie korzystać np. z piosenki.
— Licencja CC jest umową. Użytkownik internetu akceptuje jej warunki. Jeżeli będzie postępował niezgodnie z umową, autor ma prawo pociągnąć go do odpowiedzialności — wyjaśnia Piotr Wasilewski, współautor tłumaczenia licencji na język polski.
Dodaje jednocześnie, że licencje CC podważają sens istnienia organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (takich jak np. ZAIKS), bowiem dają autorom samodzielność i swobodę decydowania o losie swojej twórczości.
— Autor może na przykład zezwolić jedynie na niekomercyjne wykorzystanie piosenki. Może też zgodzić się na wykorzystanie utworu, ale tylko w oryginalnej postaci, bez dokonywania jakichkolwiek zmian — dodaje Justyna Hofmokl.
Jej zdaniem, wprowadzenie CC pomoże mało znanym, młodym twórcom w promocji i dotarciu do jak największej grupy odbiorców. To właśnie najczęściej młode amatorskie zespoły zamieszczają swoją twórczość w internecie i w ten sposób tracą nad nią kontrolę.
— Mamy nadzieję, że licencje przyczynią się do promowania uczciwości. W Polsce bowiem powszechne jest dość swobodne podejście do wykorzystania zasobów internetowych. Najczęściej to, co dostępne w sieci, traktowane jest jak darmowe i nie chronione prawem — mówi Justyna Hofmokl.
Jednocześnie dodaje, że fundacja CC nie zajmuje się egzekucją licencji. Jeśli jej zasady zostaną złamane, autor powinien wystąpić na drogę sądową.
Przeciw koncernom
Organizacja Creative Commons powstała w 2001 roku w Stanach Zjednoczonych. Jednym z inicjatorów jest Lawrence Lessig — intelektualista sprzeciwiający się dotychczasowej formie ochrony praw autorskich, która jego zdaniem sprzyja przede wszystkim interesom wielkich korporacji. Lessig zasłynął przede wszystkim jako prawnik w procesach wytoczonych gigantom rynku medialnego (Microsoft) czy w sprawie połączenia AOL i Time Warner oraz Napstera.
W naszym kraju CC działa we współpracy z Fundacją Otwarty Kod Kultury. Prace nad polską wersją licencji rozpoczęły się półtora roku temu. Brali w nich udział specjaliści z dziedziny ochrony praw własności intelektualnej — m.in. prof. Elżbieta Traple z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Inauguracja systemu w Polsce nastąpiła 22 kwietnia w krakowskim Bunkrze Sztuki.