To już postanowione: z końcem roku Jan Krzysztof Bielecki odejdzie z funkcji szefa rady gospodarczej przy premierze — wynika z nowych informacji z kilku źródeł. Nie jest tajemnicą, że chrapkę na niego mają dwie czołowe firmy doradcze: EY i PwC. EY zatrudniło niedawno Jakuba Szulca, byłego wiceministra zdrowia, do kierowania zespołem zdrowia. W PwC partnerami są m.in. Jacek Socha, były minister skarbu, oraz Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Czy teraz dołączy do nich były premier? Według rozmówców „PB”, to najbardziej oczywista dla niego ścieżka kariery. W biznesie operacyjnym nie wróżą mu przyszłości. Zdaniem Janusza Steinhoffa, byłego wicepremiera i doradcy pracującego dla Rolanda Bergera, Jan Krzysztof Bielecki mógłby zaoferować nie tylko relacje, kontakty i wiedzę o procesach decyzyjnych u szczytu władzy.
— Tak naprawdę nigdy nie wyszedł do końca z gospodarki. To bardzo doświadczony i uzdolniony człowiek. Ścieżka biznesowa dla eks-polityków nie oznacza czerpania jedynie korzyści np. z relacji danej osoby z wpływowymi ludźmi. Jako człowiek pracujący w doradztwiedostarczałem racjonalną fotografię sytuacji biznesowej, a także wiedzę, mogącą służyć za podłoże decyzji politycznych — mówi Janusz Steinhoff.
Intratna posada w biznesie doradczym dla polityka kalibru Jan Krzysztofa Bieleckiego oznacza pensję na poziomie ponad 1 mln zł rocznie. Jednak jedyny z przedstawicieli branży doradczej, który zgodził się — anonimowo — wyrazić opinię o politykach w biznesie, nie wróży eks-premierowi wielkiej kariery. Jego staż na stanowisku prezesa Pekao nie zmienia tej oceny.
— Ilu polityków w polskim biznesie osiągnęło sukces, taki, gdzie liczyło się twarde, operacyjne zarządzanie, restrukturyzacja, analiza, a nie biznes relacyjny?
Wątpię, żeby ktoś, poza firmą doradczą, skusił się na Jana Krzysztofa Bieleckiego. Na szczęście w Polsce procesy np. prywatyzacyjne są dość przejrzyste i patologii na styku biznes-polityka jest stosunkowo mało — uważa rozmówca „PB”.
Inny przedstawiciel biznesu, jeden z najbogatszych Polaków, pytany o angaż odchodzącego doradcy premiera, twierdzi, że prywatny biznes obecnie nie poluje na polityków wysokiej rangi. Nie te czasy, nie to rozdanie.
— Prędzej widziałbym go w spółce z udziałem skarbu państwa. Jeśli któryś z przedsiębiorców liczy na wykorzystanie jego kontaktów do własnych układanek, to się myli. Platformie zostało kilka miesięcy rządów, nie ma też trendu do załatwiania dużych dealów ze skarbem państwa. Znam pana premiera Bieleckiego i nie powierzyłbym mu stanowiska menedżerskiego w moich firmach. To jest polityk — ocenia inwestor.
Janusz Wojciechowski, właściciel JW Construction, znajomości z politykami się nie wypiera. Zresztą jednego z nich — byłego premiera Józefa Oleksego — zatrudnia w radzie nadzorczej swojej spółki. Jednak dziś pytany o Oleksego deprecjonuje jego wpływ na swój biznes i określa go mianem „figuranta w radzie”.
— 10 lat temu wydawało mi się, że politycy w biznesie dodają splendoru. Teraz to nie jest wsparcie dla wizerunku firmy, dlatego żadnego z nich nie zamierzam zatrudniać do działań operacyjnych — twierdzi Janusz Wojciechowski.