Nielegalne kopie królują na rynku

Radosław Górecki
opublikowano: 2001-05-07 00:00

Nielegalne kopie królują na rynku

Dystrybucja gier komputerowych w Polsce to niewdzięczna praca. Mimo że ceny legalnych produktów spadły, a gros tytułów wydawane jest w języku polskim, nadal największą sprzedaż odnotowują piraci.

Wszystko wskazuje na to, że rok 2001 będzie dla dystrybutorów gier podobny do poprzedniego, czyli taki sobie.

— Koniunktura w naszej branży jest taka, jak w całej gospodarce. Widać, że społeczeństwu brakuje pieniędzy — mówi Piotr Firniss z firmy Top Ware.

— Sytuacja naszej branży jest trudna do ocenienia. Nasz biznes jest sezonowy, jednak myślę, że początek tego roku był nieco gorszy od poprzedniego — mówi Tomasz Mazur z ImGroup.

Musi być po polsku

Jeszcze dwa lata temu większość oryginalnych gier obecnych na Polskim rynku można było nabyć w cenie 150-170 zł i to głównie w języku angielskim. Polscy dystrybutorzy chcąc zdobyć nowych klientów musieli konkurować nie między sobą, ale z kwitnącym rynkiem pirackim. Obniżono ceny (oryginalne produkty kosztują od 20 zł wzwyż, jednak za zdecydowaną większość tytułów trzeba zapłacić około 100 zł), a dodatkowo coraz więcej gier jest tłumaczonych na język polski.

— Trudno sprzedają się produkty drogie — powyżej 100 zł, trochę lepiej te w cenie od 50 do 100 zł, najlepiej naturalnie te najtańsze — poniżej 50 zł. Nie zawsze jednak niska cena gwarantuje dobrą sprzedaż gry. Konkurencja jest duża, więc nabywcy mają spory wybór. Teraz oczekują oni produktu po polsku i w przystępnej cenie — mówi Piotr Firniss.

— Gier sprzedaje się więcej, ale spadły ceny i doszły koszty tłumaczenia gier na język polski. Średnia sprzedaż w miarę dobrego tytułu wynosi mniej więcej 5 tys. egzemplarzy — mówi Tomasz Mazur.

Maciej Turski, szef marketingu firmy LEM, twierdzi, że średni koszt lokalizacji gry (przetłumaczenia jej na język polski) wynosi obecnie około 20 tys. zł. W niektórych przypadkach może jednak sięgnąć nawet 100 tys.

Kabuto kontra piraci

Największą bolączką dystrybutorów gier jest oczywiście piractwo. Na warszawskim stadionie X-lecia bez większego problemu można nabyć większość gier w cenie 20 zł za 1 CD. W zwalczaniu nielegalnego handlu nie pomagają nawet kontrole. Piraci po prostu przykrywają na czas kontroli nielegalne oprogramowanie koszulami i to wystarczy, aby służby szukające piratów nic nie zauważały. Tymczasem legalni dystrybutorzy muszą samodzielnie szukać metod walki z piractwem. Jedną z nich jest drastyczne obniżanie cen. Dystrybutorzy starają się wydawać gry w cenach niższych od pirackich. Firma CD Projekt wznawia projekt Extra Gra i wyda grę „Giants — Obywatel Kabuto” w języku polskim w cenie 29,90. U piratów można kupić tę grę po angielsku za 40 zł.

— Myślę, że zapotrzebowanie na gry komputerowe jest duże. Zapotrzebowanie jednak to jedna strona medalu, a sprzedaż legalnych produktów druga. Rynek piracki kwitnie, nagrywarki są coraz tańsze, a licencje na produkty niestety utrzymują się na wysokim poziomie cenowym. Aby osiągnąć sukces trzeba sprzedawać dobre, najlepiej różniące się od innych, tanie i polskie produkty — mówi Piotr Firniss.

Przedstawiciele firm dystrybuujących legalnie gry komputerowe narzekają na opieszałość organów ścigania. Twierdzą, że gdyby nie piractwo ich obroty byłyby znacznie większe. Na razie jednak nie widzą szans na poprawę tej sytuacji.