Niemiecki rynek pracy już jest formalnie otwarty dla osób spoza Unii Europejskiej. Ich zatrudnianie w tamtejszych firmach umożliwiła ustawa o napływie fachowej siły roboczej (Fachkräfteeinwanderungsgesetz), która weszła w życie 1 marca. Według Weroniki Jarosz, specjalisty ds. rozwoju biznesu w LeasingTeam Group, ta zmiana raczej nie zdestabilizuje sytuacji w Polsce. Aczkolwiek na pewno da się zauważyć zainteresowaniepracą u naszego zachodniego sąsiada wśród pracowników pochodzących np. z Ukrainy.
— W krótkiej i średniookresowej perspektywie polski rynek nie powinien odnotować odpływu kadr, głównie dlatego, że obywatele Ukrainy pracują u nas przede wszystkim na stanowiskach produkcyjnych. Niemiecka ustawa otwiera możliwości tylko wysoko wykwalifikowanym i wykształconym pracownikom. Ponadto spodziewane zalety pracy tam są przesłaniane przez wysokie koszty pobytu i wymagania proceduralne, na które ani pracownicy, ani firmy pośrednictwa na Ukrainie nie są i nie będą w najbliższych latach gotowe — podkreśla Weronika Jarosz.
Niemiecka ustawa przewiduje ułatwienia w zatrudnieniu dla osób z wykształceniem wyższym lub z określonymi kwalifikacjami zawodowymi. Jednocześnie kandydat musi mieć udokumentowane kwalifikacje lub wykształcenie równoważne z niemieckim, a ponadto móc samodzielnie się utrzymać do czasu uzyskania pierwszych dochodów. Ponadto powinien znać język niemiecki na poziomie przynajmniej B1.
— Penetracja rynku pracy u naszego sąsiada będzie rosła przez najbliższe 2-3 lata, nie będzie on jednak osiągalny dla każdego. Realny odpływ pracowników z Ukrainy do Niemiec według ekspertów to perspektywa co najmniej pięciu lat — ocenia Weronika Jarosz.