Niemiecka służba zdrowia sparaliżowana jest przewidywanym na cały obecny tydzień strajkiem lekarzy. W czwartek w proteście uczestniczyło 13 tys. lekarzy w 41 klinikach uniwersyteckich i szpitalach landowych (wojewódzkich) na terenie całego kraju - poinformował Marburger Bund, lekarski związek zawodowy.
Przewodniczący związku Frank Ulrich Montgomery zapowiedział, że w przyszłym tygodniu strajk zostanie prawdopodobnie przerwany. W tym czasie lekarze będą mogli przeprowadzić zaległe operacje, których nie można dłużej odkładać.
Montgomery zapewnił, że lekarze zdecydowni są na kontynuowanie walki o wyższe płace. Jeżeli pracodawcy "nie pójdą po rozum do głowy", po przerwie dojdzie do kolejnego ciągłego strajku, ktory może potrwać pełne dwa tygodnie - zagroził szef Marburger Bund.
Protesty niemieckich lekarzy trwają od dziewięciu tygodni. Początkowo szpitale przerywały pracę na jeden dzień. W poniedziałek lekarze przystąpili do całotygodniowego protestu.
Z akcji protestacyjnej wyłączone są jedynie oddziały intensywnej terapii, pogotowie ratunkowe, kliniki dziecięce i stacji dializy.
Lekarze domagają się 30-procentowej podwyżki płac oraz zlikwidowania niepłatnych nadgodzin. Spór dotyczy 22 tys. lekarzy zatrudnionych w szpitalach należących do landów. Na skutek strajku szpitale tracą dziennie 600 tys. euro.
Niezadowoleni z wynagrodzeń oraz warunków pracy są także lekarze praktykujący prywatnie. Na najbliższy piątek zapowiedzieli kolejną demonstrację w Berlinie. Do stolicy Niemiec ma zjechać 10 tys. lekarzy z całego kraju.