Fundusze private equity zazwyczaj dysponują pieniędzmi licznej grupy dużych inwestorów instytucjonalnych. Są jednak wyjątki. Rozwijający działalność na polskim rynku fundusz TEP Capital inwestora ma tylko jednego. To Thomas Gruppe, niemiecka grupa wyspecjalizowana w produkcji materiałów budowlanych, kontrolowana przez Eckhardta Thomasa. Firma niemieckiego przedsiębiorcy w ostatnich latach kupiła w Polsce kilka zakładów, zajmujących się m.in. produkcją betonu, dodatków do betonu i prefabrykatów, tymczasem założony dwa lata temu fundusz szuka okazji w innych branżach.
- Inwestujemy pieniądze jednego przedsiębiorcy, ale działamy w formule funduszu private equity, a nie family office. Mamy mały, elastyczny zespół, który łącznie z głównym inwestorem aktywnie angażuje się w procesy transakcyjne. Thomas Gruppe generuje na tyle duże nadwyżki finansowe, że jej twórca szuka okazji w innych branżach. To wszystko sprawia, że działamy nieco bardziej elastycznie i mamy szybszy proces decyzyjny niż zwykły fundusz private equity - mówi Tomasz Woźniak, partner zarządzający TEP Capital.

Sukcesyjne transakcje
Pierwszą inwestycją TEP Capital, zrealizowaną rok temu, był podwarszawski Nicator. To producent folii polietylenowych, generujący ok. 100 mln zł przychodów rocznie, który 80 proc. sprzedaży realizuje na rynkach zachodnioeuropejskich.
- To była typowa transakcja sukcesyjna - twórca firmy szukał inwestora, który mógłby ją przejąć i dalej rozwijać. Nisza rynkowa jest ciekawa. Produkowane przez spółkę folie polietylenowe stosowane są w przemyśle spożywczym do pakowania żywności i w procesach technologicznych. Folie te w stu procentach nadają się do recyklingu, podczas gdy częściej używane folie PVC, odpowiadające obecnie za ok. 70 proc. rynku, stanowią zanieczyszczenie dla recyklerów. Spodziewamy się więc, że producenci żywności będą stopniowo przestawiać się na folie polietylenowe, a zakład Nicatora w Brzezince koło Warszawy może zostać rozbudowany, by odpowiedzieć na zwiększony popyt - mówi Tomasz Woźniak.
Fundusz kusi potencjalnych sprzedających wizją rozwoju firmy na rynkach niemieckojęzycznych dzięki know-how inwestora.
- Eckhardt Thomas przez ostatnich 45 lat rozwijał swoją grupę i doprowadził ją do obrotów na poziomie - w przeliczeniu - ponad 2 mld zł. Jego wiedza, renoma nazwiska na rynkach niemieckojęzycznych i relacje biznesowe stanowią wartość dodaną i ułatwią naszym spółkom portfelowym ekspansję za zachodnią granicą - mówi partner zarządzający TEP Capital.
Poznaj program warsztatu “Inwestycje w spółki portfelowe ASI - umowy inwestycyjne” >>
Lista celów
Kolejne inwestycje są w planach. Fundusz szuka celów akwizycyjnych w kilku branżach.
- Interesują nas przede wszystkim przedsiębiorstwa produkcyjne, które docelowo mają stanowić 60-70 proc. portfela, ale rozglądamy się też za okazjami w branży ochrony zdrowia, IT oraz outsourcingu. Szukamy spółek, które generują 10-20 mln zł EBITDA rocznie. Wychodzimy z założenia, że funduszowi takiemu jak nasz łatwiej zwiększyć dwu- albo trzykrotnie zysk przedsiębiorstwa o takiej skali niż porywać się na większe firmy - mówi partner zarządzający TEP Capital.
To oznacza, że przeciętna wielkość inwestycji TEP Capital powinna się zamykać w kwocie do 100 mln zł.
- Interesują nas przede wszystkim udziały większościowe. Liczymy na kolejne transakcje sukcesyjne, ale nie wykluczamy innych. W przeciwieństwie do zwykłego funduszu private equity nie mamy górki kapitału, zebranego od instytucji, którą musimy koniecznie zainwestować w kilka lat. Na transakcje mamy gotowe pieniądze w bilansie naszego inwestora. Na koniec zeszłego roku Thomas Gruppe miało ok. 50 mln EUR na rachunkach bankowych. Transakcję są też lewarowane, jeżeli ma to sens biznesowy. Na tym etapie nie ogranicza nas kapitał, tylko liczba potencjalnie interesujących celów akwizycyjnych - mówi Tomasz Woźniak.
Zakupy na horyzoncie
Portfel funduszu może poszerzyć się w najbliższych miesiącach.
- Jesteśmy obecnie w trakcie kilku procesów due diligence, więc domknięcie kolejnej transakcji jest możliwe w tym roku. Na tym etapie negocjacji jest za wcześnie na szczegóły - pochwalimy się, gdy coś kupimy. Koncentrujemy się przede wszystkim na spółkach polskich, choć nie wykluczamy, że będziemy do nich dokupować uzupełniające ofertę firmy z innych krajów regionu - mówi partner zarządzający TEP Capital.
Horyzont inwestycyjny funduszu jest standardowy - to około 5 lat.
- Taki horyzont jest wartością samą w sobie - skłania do szybszej optymalizacji procesów w przedsiębiorstwach. Jest za wcześnie, by mówić, komu będziemy chcieli sprzedać spółki portfelowe. Teoretycznie, mając jednego inwestora, możemy chętniej niż typowe fundusze etapowo wychodzić przez giełdę, ale trudno mówić, jaki sentyment będzie panował na GPW za kilka lat i czy w cenie będą wtedy stabilne przedsiębiorstwa z regularnymi zyskami, jakie chcemy mieć w portfelu, czy raczej inwestorzy będą stawiać na historie wzrostowe z innych branż - mówi Tomasz Woźniak.
Ubiegły rok był rekordowy pod względem liczby fuzji i przejęć na polskim rynku. Fordata i Navigator Capital obliczyły, że w minionych dwunastu miesiącach doszło do 328 transakcji tego typu, to o 43 proc. więcej niż rok wcześniej. Wysoki wzrost wynikał m.in. z odmrożenia procesów akwizycyjnych, które wstrzymano w trakcie pierwszych fal pandemii w 2020 r. Fuzjom i przejęciom sprzyjała też koniunktura rynkowa - utrzymujące się przez większość roku niskie stopy procentowe, przekładające się na niskie koszty finansowania, połączone z rosnącą inflacją. Właścicieli najczęściej zmieniały spółki z sektora TMT (telekomunikacja, media, technologie), a także FMCG (dobra szybkozbywalne), firmy przemysłowe oraz działające w sektorach biotechnologii i ochrony zdrowia.
Z obliczeń Fordaty i Navigatora Capital wynika, że fundusze private equity i venture capital odpowiadały jako kupujący za co piątą transakcję, a jako sprzedający - za co dziesiątą.
- Fundusze, które mają duże zasoby gotówki do wydania, zaczęły bardziej agresywnie podchodzić do negocjacji, szybciej podejmować decyzje i akceptować wyższe wyceny, zwłaszcza w przypadku branż odpornych na pandemię, takich jak technologie, czyli m.in. płatności, software i ecommerce czy infrastruktura oceniał niedawno w rozmowie z „PB" Adam Demusiak, partner zarządzający działem fuzji i przejęć w PwC.