Przemysł Niemiec znajduje się w produkcyjnej recesji. Najpierw pandemia, potem zaburzenia łańcuchów dostaw, a teraz wojna – ciąg wstrząsów sprawia, że produkcja w największej gospodarce Europy maleje już od trzech lat. Tak długiej serii spadków nie było w tym kraju od kilkudziesięciu lat. Co ciekawe, w ogóle nie widać efektów tego zjawiska po polskiej stronie, mimo że polski przemysł jest bardzo mocno powiązany z niemieckim. Dlaczego? Pewnie jakaś część spadków produkcji w Niemczech to efekt przenoszenia jej do Polski. Dlatego nastroje po obu stronach Odry są dobre.

Ostatnie dane Eurostatu pokazują, że w marcu produkcja w niemieckim przetwórstwie spadła o 4,6 proc. wobec lutego, najwięcej ze wszystkich dużych krajów Unii Europejskiej. W porównaniu do marca zeszłego roku, produkcja spadła o 3,9 proc. Dla porównania w Polsce w tym czasie wzrosła o 11,7 proc. Na wykresie widać, że od kilku lat różnica między dynamiką produkcji w Polsce i Niemczech jest wyższa niż wcześniej – dużo wyższa. Wprawdzie od dawna Polska generowała wyższe stopy wzrostu z powodu efektów konwergencji (powolne zbliżanie się wydajności pracy w Polsce do poziomów zachodnich), ale ta różnica w ostatnich czterech latach wyraźnie się powiększyła.
Mamy wiec tutaj dwa ciekawe zjawiska: niemiecka recesja oraz wyjątkowa odporność Polski na nią. Oba mają zarówno przyczyny cykliczne, czyli przejściowe, jak i strukturalne. Te pierwsze są oczywiste i pewnie nie ma sensu za długo się nad nimi pochylać. Ciekawsze są te drugie. Oto moja teza odnośnie tego, co się dzieje.
Niemiecka recesja przemysłowa jest wywołana w znacznym stopniu przez strukturalne zmiany w sektorze motoryzacyjnym: przechodzenie na nowe napędy, restrykcyjne wymogi środowiskowe. Niemieckich samochodów produkuje się i sprzedaje coraz mniej, przy czym producenci koncentrują się na wytwarzaniu droższych modeli, dzięki czemu utrzymują niezłe wyniki finansowe. A jednocześnie producenci coraz większą część aktywności wytwórczej przenoszą do Europy Środkowej, co też pozwala im na utrzymanie marż.
I tutaj do gry wchodzi Polska ze swoimi doskonałymi wynikami przemysłu. My po prostu przejmujemy coraz większą część produkcji – nie samych aut, ale części i surowców (plastiki, blachy itd.). Jest to nasz model gospodarczy od 30 lat, przy czym miał różne etapy. Te ostatni trwa od trzech-czterech lat i jest w dużej mierze związany właśnie z przemianami strukturalnymi w motoryzacji. Ale oczywiście nie tylko. Jest to jedno z wielu wyjaśnień.
Po nastrojach niemieckich firm nie widać, by odczuwały, że są w recesji. Indeks PMI, pewnie najpopularniejszy indeks mierzący nastroje w przemyśle, znajduje się w Niemczech na wysokim poziomie – wprawdzie w ostatnich miesiącach spadał, ale jest wyżej niż był przez większość dekady lat 2010-20. Wydaje się, że część spadków produkcji w Niemczech jest elementem szerszego trendu rozbudowy sieci produkcyjnej w Europie Środkowej, wiec nie jest traktowana jako zjawisko recesyjne.
