Niemiecki rząd chce zobowiązać wszystkie notowane na giełdzie spółki do podawania raz na rok dokładnych danych o wysokości zarobków swoich czołowych menedżerów. Minister sprawiedliwości Brigitte Zypries przedstawiła w piątek w Berlinie projekt ustawy w tej sprawie.
Rządowa inicjatywa ustawodawcza jest reakcją na odmowę kilku koncernów, w tym BMW, DaimlerChrysler i BASF, w sprawie dobrowolnego informowania o zarobkach członków zarządu. Nowe prawo będzie dotyczyć prawie tysiąca przedsiębiorstw. Obecnie do wiadomości publicznej podawana jest jedynie ogólna kwota wypłacona wszystkim członkom zarządu, bez podziału na poszczególne osoby.
Zypries dwa lata temu wezwała władze spółek giełdowych do dobrowolnego ujawnienia zarobków. Obecnie minister uznała, że "nie ma sensu dłużej czekać". "Powstał front odmowy firm, które zapowiedziały, że w żadnym wypadku nie wyrażą zgody" - wyjaśniła minister na spotkaniu z dziennikarzami. Jak podała telewizja n-tv, tylko 20 z 30 firm z listy DAX zgodziło się dobrowolnie na informowanie o zarobkach kadry.
Nowe prawo ma obowiązywać nie tylko pierwsze 30 firm na liście DAX, lecz wszystkie spółki notowane na giełdzie. Każdy członek zarządu będzie miał obowiązek dołączenia do bilansu rocznego firmy wykazu wszystkich swoich dochodów.
Projekt ustawy przewiduje prawo spółki do utrzymania zarobków w tajemnicy, jeżeli tak postanowią akcjonariusze na walnym zebraniu większością trzech czwartych głosów. Ten punkt projektu spotkał się z krytyką Zielonych - koalicyjnego partnera SPD.
Rzecznik producenta sportowych samochodów Porsche skrytykował projekt ustawy. Zdaniem koncernu, jest ona niezgodna z niemiecką konstytucją. Krytykę wyraził także Niemiecki Związek Przemysłu (BDI).
W minionych latach niemieckie media wielokrotnie atakowały menedżerów największych niemieckich firm, m.in. prezesa zarządu Deutsche Bank Josefa Ackermanna, za zbyt wysokie zarobki, przyznawane niezależnie od wyników ekonomicznych spółek.