Traktatowo podejmuje decyzje głównie tzw. podwójną większością kwalifikowaną, czyli głosami co najmniej 15 z 27 państw, w których mieszka co najmniej 65 proc. obywateli UE. Przypominam prawny elementarz w nawiązaniu do rozstrzygnięć Rady UE ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych z czwartku-piątku 8-9 czerwca. Notabene akurat ta branżowa mutacja traktowana jest przez rząd PiS z pogardą, ponieważ bezwzględnie powinni w niej uczestniczyć ministrowie Mariusz Kamiński i Zbigniew Ziobro, ale wysyłają zauszników.
Rada przyjęła stanowisko negocjacyjne wobec projektu rozporządzenia o zarządzaniu azylem i migracją. Udział procentowy w jej decyzjach zależy od liczby mieszkańców, stąd Niemcy mają 18,59, zaś Malta zaledwie 0,12. Polska obecnie posiada 8,41 proc. akcji, a Węgry – 2,17. W debacie zgłaszano wiele uwag do szczegółów relokacji imigrantów, nie wszystkim spodobała się „przymusowa solidarność”, ale w głosowaniu przeciwko opowiedziały się tylko rządy Polski i Węgier, razem dysponujące 10,58 proc. decyzji. Projekt wyszedł naturalnie z Komisji Europejskiej (KE), ale stanowisko przyjęły przecież rządy niemal wszystkich państw! Tymczasem u nas propaganda PiS wciąż odtwarza zdartą płytę, piętnując za system kwotowy jakichś wrogich eurokratów. Premier Mateusz Morawiecki powinien publicznie zapytać kolegów wyszehradzkich czy bałtyckich, czemu popierają pomysły, które według PiS tak szkodzą obywatelom naszej strefy kulturowej – ale oczywiście nigdy tego nie zrobi…
Projekt relokacji imigrantów powstał w KE we wrześniu 2020 r. Wtedy wkład do unijnego funduszu za nieprzyjęcie jednej osoby wynosił 10 tys. EUR, później kwota rosła, ostatecznie szwedzka prezydencja Rady UE zaproponowała 20 tys. EUR i tyle kompromisowo przegłosowano. Polsce przypadałoby rocznie około 1900 osób, oszacowanych na 38 mln EUR. Wobec spisanego już przez rząd na straty wielomiliardowego finansowania KPO to naprawdę drobiazg. Znacznie większą od finansowej klęską polityczną obecnych władców jest niemożność wpisania do unijnego rozporządzenia, po agresji Rosji, imigrantów wojennych z Ukrainy. Uwzględnianie wyłącznie fali z Południa jako nieodwracalnej i zarazem traktowanie tej ze Wschodu jako epizodycznej obiektywnie jest wspólnotowym i czysto ludzkim absurdem. Ale zarazem czytelnym dowodem, że pozycjonujący się we własnej samochwalbie na regionalnego mocarza rząd PiS realnie ma w UE decyzyjne znaczenie zerowe.

