Niepełnosprawny suweren nie ufa

22-04-2018, 22:00

Wobec zapowiedzianych przez PiS wydatków przedwyborczych suma żądań protestujących w Sejmie to pikuś.

Koczowanie Komitetu Protestacyjnego Rodziców Osób Niepełnosprawnych w holu Sejmu jest nie drzazgą, lecz grubą belką w oku propagandy sukcesu tzw. dobrej zmiany. Władcy kraju pragną, by rodzice z dziećmi na wózkach natychmiast zeszli mediom z oczu — czego zdeterminowani protestujący rzecz jasna nie uczynią. Przypominają datę 28 września 2017 r., gdy nie chciała się z nimi spotkać w KPRM premier Beata Szydło — obecnie jako wicepremier bez teki w ogóle nie jest uważana przez nich za decydenta. Sejm zaś opuszczą dopiero po uchwaleniu pilnej ustawy. Najbliższe posiedzenie 8-11 maja, wtedy obraduje również Senat. Niepełnosprawny suweren absolutnie nie ufa pustym obietnicom władców, zatem spędzi na sejmowym korytarzu świąteczną majówkę. Zamiast liczyć na opuszczenie przez protestujących gmachu, marszałek Marek Kuchciński powinien zorganizować im stały dostęp w hotelu sejmowym do jakiegoś wolnego pokoju z łazienką.

Poprzedniemu komentarzowi nadałem tytuł „Niepełnosprawni to żaden elektorat”. Dotyczył relatywnie niewielkiej liczebności tej grupy, szacowanej na 280 tys. osób. Wobec milionów obdzielanych co miesiąc wypłatami 500+, czy zapowiedzianą na każdego 1 września wyprawką 300 zł dla ucznia do 18 lat — to faktycznie arytmetyczny margines. Wizerunkowo jednak gorzki protest obdziera władzę z lukru. Dlatego trudno się dziwić, że rywalizujący o wpływy najważniejsi politycy z obozu PiS na wyścigi zlecieli się do sejmowego holu. Najszybszy okazał się prezydent Andrzej Duda, którego protestujący… w ogóle nie uwzględnili na swojej liście pożądanych rozmówców. Ponoć zgłosi jakąś inicjatywę ustawową, chociaż po doświadczeniach z jego ustawą wspomagającą frankowiczów trudno spodziewać się skutecznego rozwiązania. Komitet rodzicielski wciąż liczy na „kameralne spotkanie w cztery oczy” z decyzyjnym numerem jeden, czyli szeregowym posłem Jarosławem Kaczyńskim, aby przedstawić mu „najsłabszą w Polsce grupę społeczną”, potrzebującą pomocy „na wczoraj, a nawet na przedwczoraj”. Do chwili zamknięcia tego tekstu nie słyszałem, by prezes przypomniał sobie, jak to będąc w opozycji — według wspomnień protestujących — „całował nam dłonie i obiecał pomoc”.

Tropem prezydenta stawił się u protestujących bardzo oczekiwany premier Mateusz Morawiecki. Zgodnie z kompetencjami mógł być bardziej konkretny i zapowiedział utworzenie jakiegoś specjalnego funduszu, który byłby zasilany z… dodatkowego opodatkowania osób najlepiej zarabiających. Precyzyjnie zaadresowana danina miałaby wejść w życie od 1 stycznia 2019 r. To jakaś dziwaczna koncepcja o charakterze czysto wyborczym. Przecież wśród budżetowych funduszy celowych od wielu lat istnieje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON), który w źródłach dochodu ma pokaźną pozycję „składki i opłaty”. Na logikę w tej właśnie kwocie mogłyby się znaleźć dodatkowe pieniądze ściągane od bogaczy. Idea rzucona na szybko przez premiera jest wyważaniem dawno otwartych drzwi, chociaż wydaje się bardzo nośna propagandowo. Prawdziwą przyczyną protestu rodziców jest luka ustawowa, powodująca pomijanie w działaniach PFRON problemu opieki nad dziećmi dotkniętymi niepełnosprawnością po ukończeniu przez nie 18 lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Niepełnosprawny suweren nie ufa