Niepewna przyszłość po Nowej Piątce

opublikowano: 25-03-2019, 22:00

Rząd zdaje się ryzykować długoterminową stabilność finansów publicznych i spór z Brukselą, byle zrealizować wyborcze obietnice — sądzą eksperci

Podczas weekendowego wiecu w Strzelinie (woj. dolnośląskie) premier Mateusz Morawiecki zaskoczył obserwatorów deklaracją znaczącego zwiększenia deficytu budżetu państwa w 2020 r.

Pogłoski o mojej dymisji są mocno przesadzone — tak Teresa Czerwińska
skomentowała narastające plotki. Nie kończy to jednak zmagań Ministerstwa
Finansów o utrzymanie budżetu państwa w ryzach.
Zobacz więcej

MINISTER ZOSTAJE. PROBLEM TEŻ:

Pogłoski o mojej dymisji są mocno przesadzone — tak Teresa Czerwińska skomentowała narastające plotki. Nie kończy to jednak zmagań Ministerstwa Finansów o utrzymanie budżetu państwa w ryzach. Fot. Andrzej Hulimka- Forum

„Zdecydowaliśmy się na zwiększenie deficytu budżetowego do 2, może nawet do 3 procent [PKB — przyp. red.]. Będziemy starali się żeby był on poniżej 3 procent, bo takie są reguły Unii Europejskiej, a my jesteśmy dobrym krajem członkowskim” — mówił premier.

Wczoraj po dłuższej przerwie głos zabrała także minister finansów Teresa Czerwińska, która w podobnym tonie mówiła o rosnącym deficycie i o „staraniach” nieprzekroczenia bariery 3 proc. PKB.

„Deficyt budżetowy w tym roku będzie stopniowo wzrastał, nie spodziewam się nadwyżki w kolejnych kwartałach. Chcę zrobić wszystko, aby deficyt nie przekroczył 3 proc. PKB” — zapowiedziała Teresa Czerwińska.

Zwiększone wydatki budżetowe w ostatnim czasie spędzają ekonomistom sen z powiek, a to za sprawą kolejnych decyzji rządu. Najpierw, z nowym rokiem, wprowadzono w życie tzw. ustawę prądową, która za ok. 9 mld zł miała zagwarantować brak podwyżek cen energii elektrycznej.

Potem, w połowie lutego, poinformowano o nowym pakiecie socjalnym pod nazwą „Nowa Piątka”, która ma kosztować ok. 40 mld zł. Początkowo rząd zapewniał, że nowe przedsięwzięcia będą finansowane dalszym uszczelnianiem podatków, jednak z czasem zaczęły się pojawiać głosy na temat długofalowych konsekwencji wzmożonych wydatków.

Bruksela oceni

W ramach polskiego oraz europejskiego prawa istnieje szereg przepisów hamujących zbyt gwałtowne zadłużanie się administracji publicznej. Przede wszystkim art. 216 ust. 5 Konstytucji RP zakazuje długu publicznego większego niż 60 proc. PKB. Podobny wymóg znajduje się w Pakiecie na rzecz Stabilności i Wzrostu UE. Według ostatnich statystyk (3 kw. 2018 r.) Polska notuje tutaj wynik 49,4 proc., wobec czego nie ma w najbliższym czasie ryzyka naruszenia tej zasady.

Jednak drugim czynnikiem branym pod uwagę w unijnym pakiecie jest wysokość deficytu budżetowego, który nie może przekroczyć 3 proc. PKB. Państwo łamiące tę zasadę zobowiązane jest przedstawić „przekonujące kroki” naprawy sytuacji, które Rada Europejska zatwierdza i nakłada plan wykonania zadań oraz datę realizacji zobowiązań.

Następnie to Komisja Europejska ocenia realizację planu. Za niedostosowanie się do zaleceń Brukseli Polsce, niebędąc członkiem strefy euro, może grozić czasowe zawieszenie wsparcia z Funduszy Strukturalnych i Inwestycyjnych (EFSI). Obecnie wsparcie z tego źródła wynosi w naszym kraju ok. 16,34 mld zł, z czego finansowane są zarówno mieszkania socjalne w Poznaniu, jak i najnowsze inwestycje energetyczne Energi. Według Piotra Bielskiego, dyrektora Departamentu Analiz Ekonomicznych Banku Santander, istnieje poważne ryzyko przekroczenia dopuszczalnego przez KE poziomu deficytu, jeśli rządowe plany będą do niego zbliżone.

— Jeżeli w 2020 r. planowany deficyt ma wynosić 3 proc., to będzie wiadomo, że wchodzimy w nowy rok z ryzykownym podejściem, bo jeśli koniunktura okaże się słabsza, pojawi się ryzyko, że przekroczymy dopuszczalny limit deficytu. To jeden z powodów, dla których można negatywnie oceniać rządowe plany świadczeń socjalnych. Jest to zerwanie z ostrożną polityką fiskalną i wejście na ścieżkę jazdy na krawędzi — jak będzie dobrze to dobrze, a jak będzie gorzej, to może już nie my się będziemy martwić — ocenia specjalista Banku Santander.

Zdaniem Ludwika Koteckiego, byłego głównego ekonomisty Ministerstwa Finansów za rządów PO-PSL, realizacja obietnic znacząco przekroczy dopuszczalne w UE normy zadłużenia. Na antenie TOK FM mówił, że „jeśli reguła zostanie złamana i wprowadzone zostaną wszystkie te obietnice, będzie to moim zdaniem oznaczało deficyt w wysokości 4 proc”. Tymczasem zdaniem Ernesta Pytlarczyka, głównego ekonomisty mBanku, Polsce nie grozi złamanie kryteriów konwergencji z Maastricht.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Według naszych obliczeń, w scenariuszu bazowym przyszłoroczny deficyt osiągnie 2,4 proc. PKB. To, co teraz się mówi o budżecie, ma związek z ograniczeniem erupcji żądań płacowych, np. nauczycieli. Moim zdaniem rząd nie zdecyduje się na zbliżenie do 3 proc. w obawie przed wszczęciem unijnej Procedury Nadmiernego Deficytu — mówi Ernest Pytlarczyk.

Ekspert mBanku podkreślił również, że w jego ocenie to nie deficyt jest podstawą decyzji inwestorów. — Prawda jest taka, że rynki żyją czym innym. Mamy stabilny wzrost i to jest najważniejsze. Rynki nie zwracają większej uwagi na zmianę deficytu typu jeden punkt procentowy w tę czy inną stronę — uważa Ernest Pytlarczyk.

Wyjątek od reguły

Innym zagrożeniem zwiększonych wydatków jest złamanie tzw. Stabilizacyjnej Reguły Wydatkowej, czyli przepisu zakotwiczonego w Ustawie o finansach publicznych, która w założeniu ma powstrzymywać nadużywanie państwowej kasy.

W praktyce jest to skomplikowany wzór uwzględniający przede wszystkim 8-letnią średnią PKB i cel inflacyjny, na podstawie którego co roku wyliczana jest maksymalna kwota, jaką rząd może wydać w planowanym budżecie. Jeśli w danym roku budżet wyda więcej niż powinien, w kolejnym, by to zrównoważyć, musi liczyć się z cięciami. Według specjalistów w tym roku budżet jest skazany na złamanie prawa w tym aspekcie. Ludwik Kotecki uważa, że wydatki będą 2,5-krotnie wyższe od dopuszczalnych według obecnie obowiązującego polskiego prawa.

„Wyliczyłem, że wzrost wydatków sztywnych z ośmiu kategorii w przyszłym roku wynosi według dzisiejszego stanu prawnego ok. 70 mld zł. Do tego »piątka Kaczyńskiego« — 40 mld zł. 110 mld zł jest potrzebne po stronie wydatkowej, a reguła pozwala na 40 mld zł” — mówił w radiu TOK FM były wiceminister finansów.

Zdaniem Piotra Bielskiego największym powodem do zmartwień władz powinna być reguła wydatkowa.

— Ważna jest nie tylko skala wzrostu deficytu w przyszłym roku, ale także to, w jaki sposób rząd zamierza ten wzrost wydatków osiągnąć, mając wciąż do czynienia z regułą wydatkową. Wydaje mi się, że powodem, dla którego rząd nie dokonuje nowelizacji budżetu w związku z Nową Piątką, jest fakt, iż taka nowelizacja musiałaby być zgodna z regułą budżetową, a to byłoby bardzo trudne do osiągnięcia. Jeśli budżet pozostanie niezmieniony, to z konsekwencjami przekroczonej reguły wydatkowej rząd zmagać się będzie dopiero przy okazji opracowania przyszłorocznego budżetu — twierdzi ekspert Santander Banku.

Jak zauważa Piotr Bielski, ciągle brak jest odpowiedzi na pytanie, jak połączyć zwiększenie deficytu z obecnie obowiązującą regułą wydatkową.

— Po zrealizowaniu obietnicy nowych impulsów fiskalnych w przyszłym roku konieczne będzie cięcie wydatków, by nie złamać zapisów reguły wydatkowej. Tym samym największą zagadką jest, w jaki sposób rząd chce zwiększyć deficyt do prawie 3 proc. PKB w przyszłym roku, jednocześnie nie łamiąc ustawy o finansach publicznych— mówi ekonomista.

W najbliższy piątek agencja ratingowa Fitch opublikuje aktualizację ratingu kredytowego Polski. W poprzedniej, październikowej decyzji agencja wprost podała, iż „osłabienie kotwicy fiskalnej na poziomie 3 proc. PKB deficytu może wywołać negatywną akcję ratingową”.

O ile ostatnie deklaracje nie powinny wpłynąć na piątkową publikację, to w dłuższym horyzoncie czasowym pewne wydaje się obniżenie ratingu w wypadku ziszczenia się zapowiedzi rządu. A obniżenie ratingu oznacza zwiększenie kosztów obsługi długu i konieczność płacenia wyższych odsetek za obligacje, co tylko pogłębiłoby kłopoty polskich finansów publicznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu