Zawartość kolejno ukazujących się nagrań najbardziej bulwersuje w ich żenującej i prymitywnej warstwie słownej — statystyczny Polak w tej kwestii nie różni się od głowy państwa. Zupełnie inną kwestią jest realny wpływ podsłuchowego skandalu na najbliższą i dalszą przyszłość rządu. Nabierający pewności siebie premier wyklucza dymisję gabinetu, ale w tej kwestii nie jest decydentem stuprocentowym…

Demokratyczne państwo ma procedury przewidziane w takich kryzysowych sytuacjach. W porządku obrad rozpoczynającego się dzisiaj posiedzenia Sejmu znajduje się standardowy punkt: informacja bieżąca. Tym razem będzie to wyczerpująca informacja prezesa Rady Ministrów właśnie o aferze podsłuchowej, nie istnieje przecież żaden temat ważniejszy. Zaplanowana została na środę, jako że w czwartek Donald Tusk zaczyna szczyt Rady Europejskiej w Brukseli. Informacja rzecz jasna wywoła parlamentarną młóckę, ale jej brak byłby powszechnie odczytany — i to nie przez opozycję, lecz przez Polaków — jako ucieczka od rzeczywistości.
Ale to byłaby tylko przygrywka, bo Sejm w końcu nie uniknie w tej sprawie formalnego rozstrzygnięcia.
Ważnych głosowań będzie zapewne kilka. W kolejce już czeka złożony przez PiS wniosek o wotum nieufności dla ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Każda ekipa rządowa w takiej sytuacji broni każdego ministra, taka jest logika ustroju parlamentarno-gabinetowego. Ale w tym wypadku minister może… nie doczekać głosowania na stanowisku.
Na pewno nie ma szans wciąż zapowiadany przez PiS wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla całego rządu. Prezes Jarosław Kaczyński doskonale wie, że nie ma szans na wysadzenie z fotela Donalda Tuska i powołanie w tym samym głosowaniu — a nie w dwóch następujących w odstępie kilku sekund — jakiegoś mitycznego premiera technicznego. Niemożliwe jest po prostu zgromadzenie większości sejmowej wokół kandydata, który wyszedłby spod ręki PiS. Co najwyżej powtórzy się przypadek Piotra Glińskiego, który rok temu przegrał 137:236, przy 41 wstrzymujących się i 46 nieobecnych.
Coraz bardziej konieczne staje się natomiast zgłoszenie przez samego Donalda Tuska wniosku o wotum zaufania dla Rady Ministrów. I to już na kolejnym posiedzeniu Sejmu 9-11 lipca, bez taktycznego przeczekiwania. Takie głosowanie będzie bardzo czyste — koalicja rządowa przeciwko zjednoczonej ponad podziałami opozycji. Premier zgłosił taki wniosek dwa lata temu przy okazji tzw. drugiego exposé i wygrał 233:219, przy 0 wstrzymujących się i tylko 8 posłach nieobecnych. Powtórzenie tej procedury obecnie byłoby czynnikiem stabilizującym państwo, rozjaśniającym sytuację i potwierdzającym, że wybory parlamentarne odbędą się planowo we wrześniu 2015 r. Porażka rządu — którą byłby także remis, przykładowo 226:226 — także rozjaśniłaby sytuację w drugą stronę. Jedno jest pewne — w obecnej atmosferze panującej na szczytach władzy efektywnie zarządzać Rzecząpospolitą Polską się po prostu nie da.