Dzisiaj wydaje się, że merytorycznie sporu wokół OFE nie da się rozwiązać. Żeby dowiedzieć się, czy OFE szkodzą Polsce, czy ją rozwijają, trzeba by najpierw sprawdzić, czy rząd Polski jest w stanie inwestować (w szkoły, drogi, administrację itp.) na wyższy procent, niż inwestują OFE. Do tego właśnie sprowadza się cała sprawa. Obóz Jacka Rostowskiego przekonuje, że rząd jest w stanie pobić OFE, tymczasem Leszek Balcerowicz i spółka uważają, że nie. Kto ma rację? Niestety, ludzkość nie stworzyła dotychczas i pewnie nigdy nie stworzy modelu ekonometrycznego, który jednoznacznie i wiarygodnie byłby w stanie ten dylemat rozstrzygnąć.
![Jolanta Fedak [FOT. WM] Jolanta Fedak [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/78c0188d-2bde-49b4-b980-ab3db9a9dbd9/e1dea051-7ea1-5cbb-bab6-b8eedd4f4030_w_830.jpg)
Co ma więc począć obywatel, skoro w obu obozach ekonomistów roi się od tytułów profesorskich renomowanych uczelni? Niestety, wygląda na to, że musimy się zdać na ocenę subiektywną. Może w tym pomóc na przykład test intencji: dlaczego rząd wprowadza dane zmiany? Otóż obóz Leszka Balcerowicza, tworząc w 1998 r. OFE, działał „na swoją niekorzyść”. Jego rząd dobrowolnie nałożył na siebie dodatkowy ciężar składki na OFE, a więc presję na obniżanie zbędnych wydatków. Jacek Rostowski natomiast ogranicza OFE, żeby sobie pomóc — ulżyć budżetowi państwa i zmniejszyć na jakiś czas oszczędnościową presję. Wydaje się więc, że ten pierwszy rząd miał lepsze intencje. Z drugiej jednak strony — dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.