Nierozwiązywalny spór wokół OFE

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-10-01 00:00

Kiedy w 2009 r. Jolanta Fedak, ówczesna minister pracy, nieśmiało zaczęła proponować ograniczenie OFE, chyba nikt nie spodziewał się, że rozpoczyna ona właśnie — być może nieświadomie — najważniejszy, najciekawszy i najbardziej skomplikowany spór w polskiej polityce fiskalnej od wielu lat. Jolanty Fedak w rządzie już dawno nie ma, ale lawina, którą wtedy wywołała, się rozpędza.

Dzisiaj wydaje się, że merytorycznie sporu wokół OFE nie da się rozwiązać. Żeby dowiedzieć się, czy OFE szkodzą Polsce, czy ją rozwijają, trzeba by najpierw sprawdzić, czy rząd Polski jest w stanie inwestować (w szkoły, drogi, administrację itp.) na wyższy procent, niż inwestują OFE. Do tego właśnie sprowadza się cała sprawa. Obóz Jacka Rostowskiego przekonuje, że rząd jest w stanie pobić OFE, tymczasem Leszek Balcerowicz i spółka uważają, że nie. Kto ma rację? Niestety, ludzkość nie stworzyła dotychczas i pewnie nigdy nie stworzy modelu ekonometrycznego, który jednoznacznie i wiarygodnie byłby w stanie ten dylemat rozstrzygnąć.

Jolanta Fedak [FOT. WM]
Jolanta Fedak [FOT. WM]
None
None

Co ma więc począć obywatel, skoro w obu obozach ekonomistów roi się od tytułów profesorskich renomowanych uczelni? Niestety, wygląda na to, że musimy się zdać na ocenę subiektywną. Może w tym pomóc na przykład test intencji: dlaczego rząd wprowadza dane zmiany? Otóż obóz Leszka Balcerowicza, tworząc w 1998 r. OFE, działał „na swoją niekorzyść”. Jego rząd dobrowolnie nałożył na siebie dodatkowy ciężar składki na OFE, a więc presję na obniżanie zbędnych wydatków. Jacek Rostowski natomiast ogranicza OFE, żeby sobie pomóc — ulżyć budżetowi państwa i zmniejszyć na jakiś czas oszczędnościową presję. Wydaje się więc, że ten pierwszy rząd miał lepsze intencje. Z drugiej jednak strony — dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.