Niespokojny rynek błękitnego paliwa

Partnerem publikacji jest DUON Dystrybucja
opublikowano: 2022-07-20 13:43
zaktualizowano: 2022-07-20 14:01

O bezpieczeństwie gazowym w Europie, LNG i cenach paliw rozmawiamy z Krzysztofem Kowalskim, prezesem DUON Dystrybucja.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ceny są absurdalne. Uważam, że ich poziom zawiera głównie wpływ czynnika politycznego i manipulacji rynkiem w wyniku działań Putina. Chociaż kryzys cenowy zaczął się od czynników popytu i podaży. Wychodzenie z pandemii spowodowało duży wzrost zapotrzebowania na błękitne paliwo, a to windowało ceny.

Krzysztof Kowalski
prezes DUON Dystrybucja

Kilka miesięcy temu przedsiębiorcom zajrzał w oczy strach przed brakiem paliwa, w tym gazu. Czy teraz mogą się czuć bezpieczni?

W przypadku Polski jesteśmy nie najgorzej zabezpieczeni. Mamy własne źródła - możemy z nich pozyskać około 4 mld Nm³ [normalnych metrów sześciennych – przyp. red.] gazu. Mamy terminal w Świnoujściu, którego możliwości regazyfikacji wynoszą 6,5 mld Nm³. W razie potrzeby możemy się posiłkować gazem litewskim pochodzącym z terminala LNG w Kłajpedzie - to 1,7 mld Nm³. I pytanie co będzie z Baltic Pipe. Wierzę, że do października gazociąg będzie odebrany i od strony technicznej nie powinno być problemów. Nie wiem, jak wyglądają możliwości zakupu gazu. Teoretycznie ten gazociąg mógłby do Polski dostarczyć nawet 10 mld Nm³, ale sądząc po szacunkach specjalistów na pewno dostępne będzie około 2 mld Nm³.

Zapasy?

Na 12 lipca mieliśmy 98-procentowe wypełnienie magazynów, co stanowi około 2,4 mld Nm³. Zatem razem daje to 16 - 16,5 mld Nm³. Jeżeli by się zdarzyło, że będziemy musieli ograniczyć dostawy gazu będzie to dotyczyło tylko największych odbiorców. Generalnie, jeśli chodzi o Polskę jesteśmy w dobrej sytuacji.

W ubiegłym roku zużyliśmy rekordowe 20 mld m sześc. gazu.

Rok 2021 był nietypowy, bo był to czas wychodzenia z pandemii. Na ten rok szacunki mówią o zapotrzebowaniu około 18 mld Nm³. Wynika to m.in. z ograniczania produkcji. Na przykład zakłady azotowe nie są w stanie konkurować cenowo z nawozami z innych kierunków, więc ograniczają produkcję nawet do 20 proc. dotychczasowych mocy.

Wojna w Ukrainie i reakcja Kremla na wprowadzone sankcje sprawiły, że większość odbiorców gazu z Rosji ma problemy z dostawami surowca. Jak wygląda bezpieczeństwo Europy?

W Europie sytuacja przedstawia się gorzej niż w Polsce - dla przykładu kwestia wypełnienia magazynów. W Polsce mamy jedno z najwyższych w Europie. Wynosi ono 98 proc. całkowitych zdolności magazynowych. Jedynie Portugalia ma pełne magazyny. Wielka Brytania zgromadziła 93 proc., natomiast średnio w Europie uzyskano 63-procentowe wypełnienie magazynów. Takie kraje jak choćby Słowacja, która całkowicie jest uzależniona od gazu rosyjskiego, osiągnęła tylko 65 proc. wypełnienia magazynów.

Dywersyfikacja źródeł zaopatrzenia jest istotnym elementem strategii DUON.

Niemcy, które również bardzo mocno uzależniły się od gazu z Rosji (ponad 50 proc. przed inwazją) dopiero teraz zmieniają politykę energetyczną. Budują dwa terminale LNG. Pierwszy ma być gotowy w 2024 r. i będzie zlokalizowany w Wilhelmshaven, drugi zostanie oddany do użytku na przełomie lat 2025/26 i będzie zlokalizowany w Brunsbuttel (blisko Hamburga). To są działania spóźnione, więc Niemcy mogą mieć problemy. Chociaż już są pierwsze symptomy zwalniania gospodarki niemieckiej, co widać w produkcji dla przemysłu budowlanego, a więc popyt na gaz będzie się również zmniejszał.

Wspomniał pan o LNG. Polska rozbudowuje terminal w Świnoujściu. Niemcy, wcześniej sceptyczni wobec tego gazu, także korygują plany. Jaką rolę może odegrać LNG w zmniejszeniu udziału importu z Rosji i uzyskaniu niezależności gazowej?

Dywersyfikacja źródeł zaopatrzenia jest istotnym elementem strategii DUON, dlatego nie chcieliśmy się wiązać tylko z jednym dostawcą. Mamy bardzo dobry kontrakt podpisany z PGNiG na odbiór gazu ze Świnoujścia. Zdecydowaliśmy (i to była słuszna decyzja), że rozpoczniemy zakup gazu z innych terminali z Europy Zachodniej, przede wszystkim w oparciu o rynek Niderlandów. Daje nam to perspektywę spokojnego myślenia o przyszłości. Prawdopodobnie Europa również się tego uczy. Tym bardziej, że LNG, nazywany gazem wolnościowym, daje niezależność - w tym polityczną. Jeśli posiada się infrastrukturę, można go przywieźć z dowolnego kierunku. O kontraktach będą decydować głównie ceny. LNG w Polsce jest droższy niż w Belgii czy Holandii.

Wszyscy - zarówno firmy, urzędy, jak i klienci indywidualni - narzekają na wysokie ceny.

Ceny są absurdalne. Uważam, że ich poziom zawiera głównie wpływ czynnika politycznego i manipulacji rynkiem w wyniku działań Putina. Chociaż kryzys cenowy zaczął się od czynników popytu i podaży. Wychodzenie z pandemii spowodowało duży wzrost zapotrzebowania na błękitne paliwo, a to windowało ceny. Kraje azjatyckie były gotowe płacić więcej niż Europa. Dlatego większość dostaw SPOT, czyli niezwiązanych z długoterminowymi kontraktami, trafiało właśnie na kontynent azjatycki, zmniejszając podaż gazu ziemnego w Europie. Tym bardziej, że Chiny w ramach działań ochrony klimatu ograniczały spalanie węgla.

W roku 2020 w okresie wiosenno-letnim megawatogodzina kosztowała 5-8 EUR, a dzisiaj mamy 180 EUR. Należy dodać, że ceny w roku 2020 były ekstremalnie niskie, nawet zastanawiałem się, jak firmy mogą sprzedawać gaz w tej cenie, bo jest to bliskie kosztów wydobycia.

Czego możemy się spodziewać w najbliższych latach?

W przypadku LNG bazujemy na indeksie TTF z holenderskiej giełdy. Jeśli chodzi o gaz sieciowy to na cenach Towarowej Giełdy Energii w Warszawie. Spread między rynkiem zachodnim a polskim jest bardzo duży, szczególnie w okresie zimowym.

Bardzo często nasi klienci korzystają z tego, że kupili gaz rok czy dwa lata temu i mają dzisiaj zapewnione stosunkowo rozsądne ceny, pomimo ich wysokiego poziomu w obecnej sytuacji na rynku. Jednak możliwości polskiej giełdy są trochę ograniczone, bo można kupić gaz na rok 2023 i 24. W przypadku TTF mamy notowania do 2025 r., natomiast zdarzają się transakcje nawet na 2031 r.

Patrząc na perspektywy Europy, spodziewam się, że w 2023 r. ceny zaczną spadać, a oferty sprzedaży na rok 2025 będą wynosiły około 30 proc. bieżących cen

A w dalszej perspektywie?

Rozszerzając naszą rozmowę o rynek energii elektrycznej, czekają nas istotne podwyżki cen prądu. Chociaż należy zaznaczyć, że w krajach Europy Zachodniej te ceny są od dłuższego czasu znacznie wyższe niż w Polsce. Z tego powodu coraz częściej się mówi o wzroście zainteresowania wielu firm własnymi układami kogenereacyjnymi, w których oprócz energii elektrycznej można będzie produkować ciepło czy chłód. A w przypadku szklarni można uniknąć kosztów zakupu praw do emisji CO² ze względu na jego wykorzystanie z układu kogeneracyjnego.

Warto też wspomnieć ze będzie rósł rynek LNG do zasilania pojazdów. Aktualnie rozwój jest wolniejszy z powodu bardzo wysokich cen gazu i relatywnie tańszej ropy.

Wiemy, że producenci paliw, aby spełnić normy unijne udziału OZE i nie płacić wysokich kar, będą inwestować w instalacje biometanu. W Europie produkuje się już około 3 mld Nm³ tego gazu. W tym miejscu należy zaznaczyć, że biometan to zarówno kwestie ekologiczne, jak również element strategii dywersyfikacji źródeł i uniezależnienia się od gazu rosyjskiego.

I w tym widzimy swoje szanse na dalszy rozwój.