Nieudacznicy tracą miliony

Miłosz Marczuk
opublikowano: 2009-12-17 00:00

Resort rozwoju chce skreślić aż 12 dużych projektów z programu dla Polski wschodniej. Beneficjenci są oburzeni.

Ministerstwo jest zirytowane na niedoszłych

beneficjentów ze ściany wschodniej

Resort rozwoju chce skreślić aż 12 dużych projektów z programu dla Polski wschodniej. Beneficjenci są oburzeni.

Jeszcze tylko do końca roku wiceminister rozwoju regionalnego Krzysztof Hetman czeka na programy naprawcze od siedmiu potencjalnych beneficjentów — uczelni i samorządów, które bardzo mało zrobiły, by zrealizować swoje projekty. Choć podpisały z ministerstwem umowy, w praktyce oznacza to skreślenie ich z listy. Z listy projektów indywidualnych wypadnie też pięć przedsięwzięć, na które mają być złożone wnioski o dofinansowanie.

— Jeśli beneficjanci nie przekonają mnie, że ich projekt ma szanse na realizację, rozwiążemy umowy — mówi Krzysztof Hetman.

Pieniądze na tacy

Najwięcej straci Podkarpacie. Zdaniem resortu, z powodu zaniechań Politechniki Rzeszowskiej, władz starostwa rzeszowskiego, miasta Jasła i gminy Krosno.

— Z winy tylko pięciu najbardziej opóźnionych beneficjentów jesteśmy w tym roku "do tyłu" z wydaniem ponad 167 mln zł w stosunku do tego, co planowaliśmy — mówi Krzysztof Hetman.

Jego zdaniem, zagrożone projekty to takie, których beneficjenci nie prowadzili równolegle z procesem przygotowania wniosku prac przygotowawczych do realizacji inwestycji.

— Pieniądze przynosiliśmy im niemal na tacy. W ciągu kilku dni od otrzymania wniosku uruchamialiśmy zaliczki — mówi Krzysztof Hetman.

Zapowiada, że w przypadku braku poprawy zablokowane zostanie zaliczkowanie realizacji projektów ze środków budżetowych.

— Jest tylu beneficjentów, którzy wyłożyli własne pieniądze i czekają na refundacje. Nie widzę więc powodu, by mrozić pieniądze. Dlatego właśnie podjąłem decyzję o przesunięciu 300 mln zł z Polski wschodniej na regionalne programy operacyjne — mówi Krzysztof Hetman.

Oczywiście nie oznacza to, że pieniądze wypadną z programu, ale chwilowo zasilą projekty w regionach, które radzą sobie najlepiej.

— Trzeba pamiętać, że program dla Polski wschodniej jest głównie realizowany poprzez średnie i duże przedsięwzięcia, tzw. indywidualne projekty kluczowe. Ich realizacja zależy przede wszystkim od beneficjentów. Jeżeli brak jest wyraźnych postępów i projekty są realizowane ze znacznym opóźnieniem w stosunku do założonego w pre-umowie harmonogramu, to poważnie należy rozważyć zastąpienie ich innymi. Nie możemy sobie pozwolić na utratę pieniędzy unijnych i nierealizowanie celów rozwojowych, szczególnie na obszarze Polski wschodniej — mówi Jerzy Kwieciński, prezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, były wiceminister rozwoju regionalnego.

Dajcie nam szansę

Należy się spodziewać zdecydowanych reakcji beneficjentów, którzy jak z rękawa sypią argumentami, że nie są winni opóźnień. Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie nie może — zdaniem resortu — zakończyć przetargu na roboty budowlane budynku dydaktycznego Instytutu Informatyki.

— Ponad rok czekaliśmy na decyzję Ministerstwa Nauki o tym, czy dostaniemy 15 mln zł na wkład własny projektu. Dopiero pod koniec listopada zapadła decyzja "na tak". Poza tym po ogłoszeniu przetargu dostaliśmy ponad 150 pytań od firm chcących budować ten bardzo skomplikowany architektonicznie budynek, na które dopiero skończyliśmy odpowiadać — mówi Katarzyna Mieczkowska-Czerniak, rzecznik UMCS.

Władze uczelni twierdzą, że już wysłały harmonogram wyjścia na prostą i liczą na to, że ministerstwo da jeszcze szansę uczelni.

Zdziwienia zamiarami ministerstwa nie kryje też Michał Sadura, pełnomocnik zarządu ds. rozbudowy Międzynarodowych Targów Lubelskich.

— Realizujemy wszystko zgodnie z harmonogramem. Zarzucanie nam, że nie mamy studium wykonalności, jest o tyle chybione, że ma ono być gotowe w drugim kwartale przyszłego roku. W zeszłym tygodniu byliśmy zresztą w ministerstwie i zadeklarowaliśmy przyspieszenie prac przetargowych, co spotkało się z zadowoleniem urzędników — twierdzi Michał Sadura.

Resort odpowiada

Modzelewskiemu

Ministerstwo broni dotychczasowej konstrukcji systemu wypłat unijnych, podważając odwołanie byłego wiceministra finansów.

Urzędnicy resortu rozwoju regionalnego są pewni swego.

— Już na etapie konstruowania ustawy o rozwoju regionalnym zbadaliśmy jej konstytucyjność — zapewnia "PB" minister Elżbieta Bieńkowska.

Historię odwołania Witolda Modzelewskiego od decyzji Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) i Ministerstwa Rozwoju Regionalnego opisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Były wiceminister finansów podważa procedurę rozpatrywania wniosków o dofinansowanie inwestycji z unijnych funduszy oraz procedurę odwoławczą. Jego skarga trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Warszawie. WSA ma wątpliwości, czy procedury są zgodne z konstytucją. Dlatego wysłał pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego (TK).

— Właśnie wnieśliśmy apelację w sprawie decyzji WSA. Skierowaliśmy do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) pismo, w którym zawarliśmy zastrzeżenia co do zasadności pytania konstytucyjnego. Nawet rozporządzenia unijne odsyłają do aktów prawnych mniejszej wagi: wytycznych czy innych aktów wykonawczych — mówi "PB" Augustyn Kubik, wiceminister rozwoju regionalnego.

Skarga Modzelewskiego może przewrócić dotychczasowy system konstruowania programów operacyjnych, z których firmy i instytucje czerpią pieniądze unijne.

— Gdyby TK podzielił zdanie WSA wszystkie "działania" realizowane np. przez PARP czy regiony musiałyby mieć osobną podstawę prawną w postaci rozporządzeń. Ministerstwa musiałyby przygotować kilkaset aktów prawnych. Byłby to system szalenie nieefektywny, bo zmiana rozporządzenia trwa od pół do półtora roku — ocenia Jerzy Kwieciński, prezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, były wiceminister rozwoju regionalnego.

Przed WSA stosowane w Polsce procedury zaskarżył Instytut Studiów Podatkowych (ISP), którego prezesem jest właśnie Modzelewski.

— WSA podzielił nasze stanowisko, że wątpliwości budzi wyłączenie w tym postępowaniu — niewątpliwie administracyjnym — stosowania przepisów kodeksu postępowania administracyjnego. Teraz decyzje zapadają w czarnej dziurze — na zapleczu urzędów — mówił nam Jerzy Bielawny, wiceprezes ISP, który pilotował skargę do WSA.

W lipcu Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości nie przyznała ISP dofinansowania projektu w ramach Programu Operacyjnego Kapitał ludzki.

Instytut złożył protest do PARP, zarzucając agencji nierzetelność dokonanej oceny. Protest został rozpatrzony negatywnie. Instytut wystąpił zatem do ministra rozwoju regionalnego, będącego instytucją zarządzającą Programem Operacyjnym Kapitał ludzki, z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy. Został on również rozpatrzony negatywnie.

Podstawą merytoryczną oraz proceduralną rozstrzygnięć był system realizacji programu operacyjnego kapitał ludzki (SRPOKL). Właśnie ją kwestionują przedstawiciele Instytutu Studiów Podatkowych.

Miłosz Marczuk