W pierwszej części handlu na amerykańskich rynkach akcji przewagę miała podaż. Nastroje psuły doniesienia z Europy, gdzie powróciły obawy eskalacji kryzysu spowodowanej przez pogłębienie problemów banków. Dwa sygnały, które miały o tym świadczyć, to rekordowe środki zdeponowane przez europejskie banki komercyjne w ECB oraz szokująco niska wycena akcji nowej emisji przez włoski Unicredit. W miarę upływu czasu indeksy amerykańskich rynków akcji zaczęły jednak odrabiać straty głównie dzięki wzrostowi popytu na akcje detalistów i spółek motoryzacyjnych, co wynikało zarówno z dobrych wyników sprzedaży tych ostatnich, jak i oznak udanego grudniowego sezonu zakupów. Na zamknięciu drożały indeksy 5 z 10 głównych segmentów S&P500. Najmocniej rósł indeks spółek z segmentu dyskrecjonalnych dóbr konsumcyjnych (0,7 proc.), w skład którego wchodzą m.in. Ford, Amazon.com, Target, czy Home Depot. Mocniej niż rynek drożały także segmenty materiałowy (0,6 proc.) i przemysłowy (0,5 proc.). Najsłabiej wypadły segmenty finansowy, użyteczności publicznej, usług telekomunikacyjnych i ochrony zdrowia (wszystkie po -0,5 proc.). Na zamknięciu drożało ok. 50 proc. spółek z S&P500. Na Nasdaq tylko ok. 40 proc. Spośród 30 blue chipów wchodzących w skład średniej Dow Jones zdrożało 18. Najmocniej rosły kursy koncernu aluminiowego Alcoa oraz gigantów IT: Microsoftu i Intela. Po przeciwnej stronie znalazły się koncern farmaceutyczny Pfizer, gigant detalu Wal-Mart i telekom Verizon.
Niewielkie zmiany na Wall Street
Na zamknięciu Dow Jones rósł o 0,2 proc. Wartość S&P500 i Nasdaq zmieniła się o mniej niż 0,1 proc.