Niewielu chętnych do zrzutki na MFW

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 19-12-2011, 00:00

Polska ciągle nie zdecydowała, czy dorzuci się do euroskładki. Inne państwa mają ten sam problem

Dzisiaj mija termin, do kiedy Polska miała zadeklarować, czy i jaką kwotę jest w stanie pożyczyć Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu (MFW) na ratowanie strefy euro. Oficjalna decyzja ciągle jednak nie zapadła.

— Nadal nie dostaliśmy oficjalnej propozycji z organów unijnych, więc nawet nie mamy do czego się odnieść. Jeśli taki dokument do nas trafi, zarząd się do niego ustosunkuje — mówi przedstawiciel Narodowego Banku Polskiego (NBP), z którego rezerw prawdopodobnie pochodziłby polski wkład do MFW. Na unijnym szczycie 8-9 grudnia uzgodniono, że państwa UE spoza strefy euro powinny zebrać łącznie 50 mld EUR (225 mld zł). Nie tylko Polska nie odpowiedziała na to wezwanie z Brukseli. Spośród 10 krajów unijnych spoza strefy euro tylko Szwecja i Dania wywiązały się z zadania.

Czeski opór

Bank centralny w Sztokholmie poinformował, że jest w stanie pożyczyć funduszowi 11 mld EUR, a bank w Kopenhadze — 5,4 mld EUR. Wstępne decyzje zapadły też na Węgrzech i w Rumunii. Odmowne. Kraje poinformowały, że nie zamierzają uczestniczyć w inicjatywie, bo same korzystają z programu pomocowego MFW. W Rumunii cień szansy pozostał — decyzję o odrzuceniu pożyczki ogłosił prezydent Traian Basescu, jednak ekonomiści banku centralnego twierdzą, że sprawa nie jest ostatecznie rozstrzygnięta. Jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja jest w Czechach. Decyzja nie została oficjalnie podjęta, ale przedstawiciele rządu raczej są przeciwni przelewaniu pieniędzy do Waszyngtonu. Premier Czech Petr Necas twierdzi, że nie jest to rozsądne posunięcie. Rząd twierdzi, że decyzja musi być poprzedzona szeroką analizą.

— Chodzi o bardzo poważną sumę. To jest poważny dylemat finansowy — stwierdził Petr Necas.

Przeciwko jest też prezydent Czech Vaclav Klaus.

— Paradoksalnie do przekazania pieniędzy do MFW przychyla się tylko opozycja. Uczestniczenie Czech w programie jest więc bardzo wątpliwe. Wśród członków rządu istnieją poważne obawy i sam je podzielam. To nie będzie pożyczka, ale dotacja. Kraje, do których te pieniądze ostatecznie trafią, mogą nie spłacić pożyczki, więc również MFW nam ich nie odda — mówi Jaromir Sindel, ekonomista Citibank Europe w Pradze.

Ciągle nie wiadomo, czy w program zaangażuje się największy kraj w grupie — Wielka Brytania. Zawetowali postanowienia szczytu, ale przedstawiciele rządu deklarowali, że być może w pożyczce dla MFW jednak wezmą udział.

— Brytyjczycy raczej pożyczą pieniądze. Nie sądzę, by aż tak bardzo chcieli izolować się od reszty UE — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Decyzje nie zapadły też na Litwie i Łotwie oraz w Bułgarii. Według nieofcjalnych informacji „Wall Street Journal”, kraje te prawdopodobie nie dołączą się do składki.

Damy radę

Według ekonomistów, NBP ostatecznie zdecyduje się przekazać pieniądze MFW. Korzyści takiej decyzji będą wyższe niż koszty. — Jeżeli chcemy grać w wyższej lidze międzynarodowej, musimy uczestniczyć w takich akcjach. Poza tym dzięki temu będziemy mieli większy udział w MFW, a więc większe możliwości ewentualnej pożyczki z funduszu — mówi Marcin Mazurek, ekonomista BRE Banku. Uważa, że koszt pożyczki nie będzie duży.

— Teoretycznie z rezerw NBP zniknie kilka miliardów euro, natomiast zwiększy się udział SDR [waluta rozliczeniowa MFW — red.], dlatego złoty nie powinien z tego powodu tracić. W dodatku to raczej jest zablokowanie rezerw, a nie ich utrata. Spłacalność pożyczek przez MFW jest bliska 100 proc. — twierdzi Marcin Mazurek.

Ile mielibyśmy wygospodarować? Jeśli decydować miałby rozmiar gospodarek, powinniśmy wpłacić 5,8 mld EUR (26,1 mld zł). Być może algorytm będzie jednak inny. Według anonimowego źródła „Wall Street Journal”, Bruksela oczekuje od nas 6,3 mld EUR (28,4 mld zł). Nie można jednak wykluczyć, że cała koncepcja ratowania strefy euro za pośrednictwem MFW może upaść. Nawet filar tej inicjatywy — Niemcy — nie są zgodne w tej kwestii. Bundesbank nie podjął jeszcze decyzji, czy przekaże MFW 45 mld EUR rezerw. Prezes niemieckiego banku centralnego obawia się, że w razie bankructwa któregoś kraju część z tych pieniędzy może przepaść. Podzieleni są też niemieccy parlamentarzyści.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane