Niezwykła hojność fiskusa

Piotr KuczyńskiPiotr Kuczyński
opublikowano: 2014-05-28 12:21

Niewiele dzieje się w maju na rynkach finansowych. W USA na Wall Street korekta „w bok” zakończyła się wybiciem i nowymi rekordami S&P 500. Podobnie zachował się nie niemiecki XETRA DAX. Martwić może jednak bardzo mały wolumen na amerykańskich giełdach. Niepotwierdzony obrotem wzrost może zapowiadać nieoczekiwaną korektę. Jeśli nawet nastąpi to nie będzie zwrot ku bessie, a jedynie realizacja zysków, która bardzo by się już przydała.

W Polsce uderzenie popytu w czwartek 22.05 dało sygnał kupna, ale zakładam, że do prawdziwego sygnału kupna (pokonanie przez WIG20 2.600 pkt.) teraz nie dojdzie. Bardzo dobre zachowanie rynków rozwijających się (wbrew opiniom funduszy z początku roku) musi spowodować wzrost zainteresowania Polską przez zagranicznych inwestorów. Nadal uważam, że najbardziej logiczne byłoby, gdyby taki atak popytu nastąpił latem. Najlepiej pod koniec lipca, kiedy wielu graczy będzie się pozbywało akcji przed zakończeniem okresu decyzji w sprawie OFE.

Nikt już na rynkach nie interesuje się tym, co dzieje się na Ukrainie. Konflikt wszedł w fazę przewlekłą, a to bardzo rynkom odpowiada. Wszedłby w fazę ostrą, gdyby Rosja oficjalnie wprowadziła swoje wojska na Ukrainę, a na to się nie zanosi. Wybory prezydenckie uznane przez Moskwę też uspokoiły zachodnich polityków. Czy słusznie? Nie wiem, ale na razie geopolityka zeszła z radarów rynków finansowych. I tyle na temat rynków.

Oprócz wyborów na Ukrainie odbyły się też wybory do Parlamentu Europejskiego. Na ten temat napisałem tekst, z którym można się zapoznać pod: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/wybory-europy/20140526/kuczynski-ukraina-i-unia-powyborcze-refleksje. Teraz chciałby się zając drobną sprawą, czyli finansami europosłów. Z góry powiem, że są one według mnie na polskie warunki wręcz obłędne. Długo się zastanawiałem, czy oddać ważny głos pomagając komuś zdobyć wynagrodzenie, na które z całą pewnością nie zasługuje.

Ważny głos oddałem, ale to nie znaczy, że akceptuję robienie majątku przez działalność polityczną. Czy przemawia przeze mnie zazdrość i wyrażam populistyczne poglądy? Może i tak, ale wynagradzanie komediantów (tak określił pewnych europosłów redaktor Bartosz Węglarczyk), a nawet europosłów coś wnoszących do pracy PE, tak jak się ich wynagradza jest lekkim obłędem.

Omówię tutaj te wynagrodzenie posługując się tekstem Agaty Nowakowskiej z „Gazety Wyborczej” (z dnie 2014-02-04 „Jak żyć z euroapanaży”). Bardzo interesujące rzeczy o wyciąganie euro z kieszeni podatnika pisze też Marek Migalski w swojej książce "Parlament Antyeuropejski". O tym już pisał nie będę. Jasne jest według mnie to, że niezwykle rozrzutny europoseł oszczędzi podczas pięcioletniej kadencji około miliona złotych, a oszczędny nawet 2 i więcej miliony.

Oczywiście nasi europosłowie nie ustalili sobie sami takich wynagrodzeń. Nie są winno temu, że taki system przyjął parlament Europejskie dla wszystkich europosłów. Włosi nawet podobno swoim dopłacają jeszcze 6 tysięcy euro miesięcznie. To, co może nie jest wielkimi pieniędzmi we Włoszech (chociaż z pewnością i tam takie wynagrodzenia za posłowanie mogą drażnić) jest wielkimi pieniędzmi w byłych demoludach. Jest też problem, który zdecydowanie jest polski i bardzo mi się to nie podoba. O tym na końcu tekstu. Teraz krótkie podsumowanie finansów europosła.

Każdy z nich dostaje 8 tysięcy euro miesięcznie wynagrodzenia (6.200 netto). Otrzymuje też 4 tysiące euro miesięcznie (nieopodatkowane) na wydatki (restauracje, książki itp.) – „na wykonywanie mandatu”. Ma też 306 euro diety za każdy dzień pracy (nieopodatkowane). W sumie więc, bez różnych chwytów opisywanych przez Migalskiego, jest to około 17 tysięcy euro miesięcznie, czyli około 70 tysięcy złotych. Otrzymuje też 18 tysięcy euro miesięcznie na pensje dla pracowników.

Jeśli europoseł nie zostanie wybrany to dostaje odprawę – jedną miesięczną pensję za każdy rok pracy, ale nie mniej niż 6 miesięcznych wynagrodzeń (nie więcej jednak niż 24 wynagrodzenia). Inaczej mówiąc po 5. letniej kadencji europoseł otrzymuje 48 tysięcy euro brutto odprawy (ponad 37 tys. netto), a po 5 kadencjach 192 tysiące euro brutto. Nieźle, ale to nie wszystko.

Kiedy były europoseł przekroczy 63. rok życia to dostaje emeryturę niezależna od emerytury krajowej. To 3,5 procent wynagrodzenia miesięcznego za każdy rok w Parlamencie, ale nie więcej niż 70. procent tego wynagrodzenia. Po jednej kadencji ten „dodatek” do emerytury (w wielu 63 lat!) wynosi więc 1.400 euro brutto. Po czterech kadencjach to 5.600 euro. Nic dziwnego, że politycy tak się biją o mandat, a ci, którzy przegrali mają czasem wyraz twarzy taki jakby za chwilę chcieli się popłakać.

Uważam, że wynagrodzenie powinny być bardziej dopasowane do realiów kraju, z którego pochodzą eurodeputowani, ale zupełnie nie rozumiem postawy polskiego fiskusa. Od wynagrodzenia (8 tys. euro) europosłowie płacą podatek 19. procent do budżetu UE. Jednak europejskie prawo mówi, że państwa mogą na własną rękę opodatkować to wynagrodzenie do wysokości stawki obowiązującej w danym kraju. Polska z tego nie korzysta, więc stawka 32. procent obowiązuje każdego lepiej zarabiającego Polaka oprócz europosłów. Poza tym minister finansów w 2009 roku zwolnił europosłów z płacenia podatku od 4 tysięcy euro miesięcznie „na wykonywanie mandatu”.

Skąd tak hojność fiskusa? W budżecie Polski ubywa w ciągu kadencji skromnie licząc 25 milionów złotych, które to pieniądze idą do kieszeni europosłów. To w skali państwa jest bardzo mało, ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego państwo tak dobrze traktuje ludzi, którzy otrzymują kolosalne wynagrodzenia za nieadekwatny w wielu przypadkach (bo są też naprawdę pracujący europosłowie) wkład pracy. Najwyższy czas, żeby szukający pieniędzy budżet uderzył też do/w polityków.

Dyskusja na temat wpisów do bloga toczy się na: http://www.macronext.pl/pl/blog/wpis/niezwykla-hojnosc-fiskusa

Popieram kampanię, o której niżej:

Zapraszam na zaprzyjaźniony ze mną portal: http://studioopinii.pl