Mimo niewielkiej poprawy krajowe sądy wciąż utrudniają działalność przedsiębiorcom. Na rozpatrzenie sprawy w wydziale gospodarczym muszą czekać nawet rok od wpłynięcia wniosku — wynika z raportu NIK.
O tym, że polskie sądownictwo jest bliskie paraliżu, wiadomo nie od dziś. Jednak przeprowadzona ostatnio kontrola NIK wykazała, że nie jest tak źle, chociaż o sukcesach nie może być mowy.
— Podjęto działania w kierunku informatyzacji, szkolenia kadr, zapobieganiu przedawnienia spraw. Znacznie spadła też liczba tzw. spraw zalegających — wylicza Piotr Kownacki, wiceprezes NIK.
I w tym miejscu wyczerpuje się pakiet optymistycznych wiadomości, bo wraz ze spadkiem liczby zaległych spraw odnotowano zwielokrotniony napływ nowych. W toku kontroli stwierdzono, że od 1 stycznia do 30 września 2000 r. sądy umorzyły z powodu upływu terminu karalności 601 spraw, w tym 371 karnych.
Zarzuty padają pod adresem Ministerstwa Sprawiedliwości, które nie korzystało z wszystkich możliwości i uprawnień w sprawie nadzoru działalności administracyjnej sądów.
— Jedynie dwóch na dwudziestu kontrolowanych prezesów sądów apelacyjnych i okręgowych wywiązało się z obowiązku przeprowadzenia wizytacji we wszystkich podległych jednostkach organizacyjnych każdego sądu co najmniej raz na trzy lata — podkreśla Piotr Kownacki.
Kontrowersje budzi też praktyka przetrzymywania w resorcie części etatów orzeczniczych i środków finansowych, co jest niezgodne z ustawą o finansach publicznych (resort ma na to 21 dni).
Na etapie projektowania budżetów na poszczególne lata minister sprawiedliwości występował o znaczne zwiększenie liczby etatów w jednostkach sądownictwa powszechnego. Po ich przyznaniu z opóźnieniem podejmował działania w celu wykorzystania środków budżetowych na dodatkowo przyznane etaty — czytamy w raporcie NIK.
Tymczasem to m.in. wciąż niewystarczająca liczba etatów jest powodem obstrukcji sądów. W tym względzie najgorzej wypadają wydziały gospodarcze sądów rejonowych.
— Podczas gdy w Białymstoku i Krakowie 100 na 120 spraw jest po raz pierwszy rozpatrywana po upływie trzech miesięcy od wpłynięcia, w Katowicach 80, to w Warszawie — po roku lub nawet dłużej – mówi Piotr Kownacki.
Poważnym problemem utrudniającym działalność przedsiębiorcom są opóźnienia w przesyłaniu dokumentów sądowych do centrali rejestru. Od wydania decyzji do wykreślenia z rejestru zastawnego, zwalniającego z obciążenia, w niektórych województwach mija nawet kilka miesięcy. Najgorzej wyglądają statystyki Poznania, Lublina, Krakowa i Katowic, choć w Warszawie też nie jest lepiej.