Nikłe szanse na wiążące konkrety

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-11-08 20:00

Władcy świata zauważyli postępujące ocieplenie klimatu i postanowili jakoś przeciwdziałać mu instytucjonalnie dopiero trzy dekady temu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) w 1992 r. zwołała w Rio de Janeiro tzw. szczyt Ziemi i doprowadziła do podpisania konwencji, którą ratyfikowało 197 państw, czyli nawet więcej niż liczy sama ONZ (obecnie – 193). Po wejściu jej w życie rozpoczęło się od 1995 r. organizowanie corocznych wielotysięcznych zbiórek przeglądowych, które obrastały w nazwy. Rozpoczęta w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk nosi nazwę potrójną: 27. Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych ws. Zmian Klimatu (COP27), 17. Spotkanie Stron Protokołu z Kioto (CMP17) oraz 4. Konferencja Stron Porozumienia Paryskiego (CMA4). Gigantyczna zbiórka nad Morzem Czerwonym dla uproszczenia używa skrótu COP27.

Dorobek decyzyjny trzech dekad klimatycznego frasunku ludzkości jest dosyć miałki. Po inauguracyjnym Rio de Janeiro 1992 realne kroki naprzód skonfliktowany świat uzgodnił oraz postawił w dokumentach tylko dwóch szczytów: Kioto 1997 oraz Paryż 2015. Zakończyły się one protokołami z konkretnymi zobowiązaniami, wszystkie inne miały charakter jedynie przeglądowy, w tym aż trzy goszczone w pięcioletnich odstępach przez Polskę: Poznań 2008 (COP14), Warszawa 2013 (COP19) i Katowice 2018 (COP24). Utrzymania tego cyklu nie będzie – naprawdę na szczęście dla naszego kraju – ponieważ COP28 w 2023 r. bierze Dubaj, dysponujący nieograniczoną kasą na tego typu eventy.

Na razie niewiele wskazuje, aby trwający COP27 stał się przełomem decyzyjnym. Stawiam już teraz tezę, że António Guterres, sekretarz generalny ONZ, za dwa tygodnie określi bardziej propagandowy niż merytoryczny kompromis z Szarm el-Szejk jako „odzwierciedlający interesy, sprzeczności i stan woli politycznej w dzisiejszym świecie” – rok temu tak podsumował efekty COP26 w Glasgow. ONZ wciąż nie udaje się wytyczyć mapy drogowej ograniczenia wzrostu temperatury o najwyżej 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z czasami przedindustrialnymi, która zostanie naprawdę zaakceptowana i rygorystycznie wdrożona przez największych trucicieli. W związku z tym Ziemia nieuchronnie zmierza ku katastrofie wzrostu aż o 2,7 stopnia.

Ważnym wątkiem COP27 jest problem rekompensaty szkód związanych z globalnym ociepleniem dla państw biednych. Umowne Południe to część Ziemi najbardziej narażona na skutki zmian klimatycznych, chociaż w bardzo małym stopniu za nie odpowiedzialna. Bogata Północ stara się jednak uciekać od odpowiedzialności finansowej, co było bardzo widoczne podczas COP26, gdzie wielką solidarność skąpców wykazały USA oraz Unia Europejska. W tym roku jednak nie da się już uciec od problemu klimatycznych rozliczeń. Znaleziono zatem pewne wyjście – oto Bank Światowy zadeklarował wprowadzenie nowego programu pomocy dla krajów, które najmocniej ucierpiały z powodu katastrof spowodowanych ociepleniem klimatu. Taka obietnica została już rzucona w Szarm el-Szejk, chociaż na razie nieznane są szczegóły. Ogłoszona została nazwa nowego instrumentu – Global Shield Financing Facility, czyli GS-FF. Poza transferami pieniędzy ma on umożliwiać ubezpieczanie się państw na wypadek klęsk żywiołowych, które w 2022 r. bardzo się zintensyfikowały. Diabeł tkwi w szczegółach, trudno jeszcze powiedzieć, czy zasadnie domagającym się pieniędzy biedakom chodzi o taki właśnie mechanizm. Każdy zastrzyk finansowy będzie dla nich oczywiście lepszy niż nic. Same przesunięcia pieniędzy między państwami nie zwolnią jednak tempa staczania się całej planety ku klimatycznej samozagładzie.

Do Szarm el-Szejk normalnie przylatują przede wszystkim czartery turystyczne. Na klimatyczny szczyt COP27 dotarła/dociera ogromna flota samolotów rządowych i prywatnych, która w sumie zostawiła/zostawi w ziemskiej atmosferze gigantyczny ślad węglowy.
MOHAMMED SALEM / Reuters / Forum