Nikt nie chce grać z Playboyem

RAV, BLOOMBERG
21-12-2009, 00:00

Playboyowi stuknęło już 56 lat. Rentowność znikła i nikt nie chce przygarnąć go na stare lata.

Wydawnictwo Hugha Hefnera miało ponad 1 mln USD straty w trzecim kwartale

Playboyowi stuknęło już 56 lat. Rentowność znikła i nikt nie chce przygarnąć go na stare lata.

Playboy Enterprises, amerykańska firma medialna, wydawca kultowego magazyn dla mężczyzn, najlepsze chwile już dawno ma za sobą — od lat notuje wyniki poniżej kreski.

Tylko w trzecim kwartale strata netto wyniosła 1,1 mln USD, wobec 6,2 mln USD przed rokiem. Przychody ze sprzedaży zmniejszyły się o 20 proc., do 56 mln USD.

To skutek coraz większej siły internetu, gdzie treści erotyczne można zdobyć za darmo.

Było blisko

W takiej sytuacji wydawca potrzebował deski ratunkowej. Na horyzoncie pojawiła się brytyjska firma Iconix Brands, właściciel praw licencyjnych do światowych marek, m.in. Ecco czy London Fog.

— Neil Cole, szef Iconix Brands, potrafi zdziałać cuda — przekształcić zapomnianą markę w dochodowy interes. Playboy pasuje do tego modelu — mówi Gilbert Harrison, szef banku Financo.

Z anonimowych źródeł, na które powołuje się agencja Bloomberg, wynika jednak, że deska ratunkowa się wyśliznęła. Rozmowy dotyczące przejęcia Playboya zostały zerwane. Powód? Iconix Brands zależało wyłącznie na rozpoznawalnej marce i logo Playboya (poza wydawaniem i sprzedażą magazynu Playboy Enterprises handluje również licencją na logo z króliczkiem; po dziewięciu miesiącach 2009 r. przychody z tego tytułu zmalały o 14 proc., do 28,1 mln USD).

Firma przewidywała, że wydzielenie i sprzedaż działów redakcyjnego i filmowego będzie zbyt dużym problemem. Szczególnie że Hugh Hefner, założyciel magazynu, który posiada 70 proc. akcji, chciał, by po przejęciu obecni pracownicy utrzymali stanowiska. Iconix Brands chciał pracować z własnym zespołem.

Inwestorzy uciekają

We wrześniu, przed pojawieniem się informacji dotyczącej przejęcia Playboya, kurs jego akcji utrzymywał się na poziomie 2,5 USD. Inwestorów w ryzach utrzymywały zapowiedzi nierentownej firmy, że aby ratować finanse, podniesie ceny magazynu. Ponadto miała ograniczyć częstotliwość jego wydawania lub zmniejszyć nakład.

Gdy na rynku pojawiła się informacja, że do Playboya smali cholewki potencjalny kupiec, kurs spółki z Chicago wzbił się do ponad 4 USD za akcję.

Obecnie notowania pikują — w piątek za jeden walor płacono nieco ponad 3 USD, co wycenia ją na 116 mln USD.

Zdaniem analityków, kurs może zostać wkrótce zepchnięty poniżej 2 USD. Co więcej, jeśli nie znajdzie kupca, stanie się kolejną gazetą wyćwiczoną w cięciu kosztów. Do czasu, aż nie będzie czego ciąć.

Nad Wisłą bez zmian

Kiepska sytuacja Playboy Enterprises nie powinna jednak martwić zagorzałych fanów polskiej edycji magazynu.

— Jesteśmy dość luźno związani z licencjodawcą i czy znajdzie inwestora, czy też nie, u nas nic raczej się nie zmieni — uspokaja Marcin Meller, redaktor naczelny polskiej edycji "Playboya".

Obecna umowa licencyjna jest ważna jeszcze przez co najmniej 10 lat.

Tomasz Zięba, prezes Marquard Media Polska, który wydaje gazetę nad Wisłą, uważa, że informacje o złej sytuacji amerykańskiego Playboya są przesadzone.

— Mimo problemów powinien przetrwać — mówi Tomasz Zięba.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAV, BLOOMBERG

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nikt nie chce grać z Playboyem