Niski deficyt dobrze wygląda tylko na papierze

Jacek Kowalczyk
11-06-2008, 00:00

Resort finansów chwali się postępami w uzdrawianiu finansów publicznych. Śladów reformy nie widzą jednak ekonomiści.

Resort finansów chwali się postępami w uzdrawianiu finansów publicznych. Śladów reformy nie widzą jednak ekonomiści.

Ministerstwo Finansów przedstawiło założenia do przyszłorocznego budżetu. Plan resortu jest bardzo ambitny — deficyt ma wynieść jedynie 18,2 mld zł. To najniższy poziom od 2000 r. i aż o 9 mld zł niższy, niż zakłada budżet na 2008 r.

— Obniżka deficytu jest dowodem na to, jak daleko udało nam się posunąć z reformą finansów publicznych — twierdzi Jacek Rostowski, minister finansów.

Wolniej nie znaczy mniej

Czy jednak rzeczywiście jest już się czym chwalić? Zdaniem ekonomistów, o żadnej reformie nie może być na razie mowy.

— Dobrze, że rząd zamierza obniżyć deficyt i odchodzi od dotychczas obowiązującej zasady, że nie może on być większy niż 30 mld zł. Ale to cięcie dokonywane jest bez żadnej reformy finansów publicznych. Opiera się głównie na wzroście przychodów, a nie na ograniczaniu wydatków. Ta metoda przestanie być skuteczna, kiedy gospodarka zwolni i przychody nie będą rosły tak szybko — uważa Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.

Resort finansów zakłada bowiem, że dochody państwa w 2009 r. będą wyższe od tegorocznych o 10,2 proc. Wydatki natomiast mają rosnąć wolniej — w tempie 6,4 proc.

— Ale to ciągle wzrost, a budżetowi i państwu potrzebne jest zmniejszanie wydatków. Rząd zdecydował się więc na reformę bez reformy. Za cięciem deficytu nie idą bowiem żadne inne działania uzdrawiające finanse publiczne, np. reforma systemu emerytalnego czy zwiększenie zatrudnienia — mówi Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, były wiceminister finansów.

Czarna robota urzędów

Zdaniem ekonomistów, żeby obniżenie deficytu było trwałe i rzeczywiście wynikało z reformy finansów publicznych, rząd musiałby wprowadzać w życie kolejne ustawy. A tych ciągle brak.

— Cały ciężar obniżki deficytu spadnie więc na tzw. wydatki niesztywne, np. na paliwo dla policji czy papier dla urzędników. A nie o to w tym wszystkim chodzi — twierdzi Stanisław Gomułka.

O niższy deficyt budżetu będzie więc musiał zadbać nie rząd, lecz poszczególne instytucje.

— Trzeba będzie obniżyć limity dla ministerstw, i to one będą musiały martwić się, jak zmieścić się w przydzielonej kwocie — mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Dodaje, że niski deficyt dobrze wygląda, ale ciągle nie wiadomo, jak rząd zamierza go osiągnąć.

Minister finansów podkreślił wczoraj, że najjaśniejszym punktem reformy finansów publicznych będzie ograniczenie emerytur pomostowych. Obecnie trwają konsultacje rządowych propozycji w tej sprawie.

— Jeżeli nawet ta ustawa wejdzie w życie w tym roku, jej korzyści dla przyszłorocznego budżetu będą minimalne. W najlepszym wypadku — gdyby w ustawie znalazł się najbardziej liberalny z rozważanych wariantów — wydatki zmniejszą się o 2-3 mld zł — mówi Stanisław Gomułka.

18,2 mld zł Taki deficyt budżetowy planuje w przyszłym roku MF. Rekordowo mały.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Niski deficyt dobrze wygląda tylko na papierze