Nissan Primera przez ponad rok sprzedaży zdążył się zadomowić na polskich drogach. W tym roku auto zadebiutowało z nowym silnikiem — 1.9 dCi.
Ponad roczna obecność na rynku spowodowała, że agresywne i nietypowe z wyglądu nadwozie najnowszej Primery już tak bardzo nie szokuje. Co więcej, liczba tych samochodów na ulicach świadczy o tym, że nietypowa stylistyka — jednobryłowe nadwozie z zaokrąglonym dachem, którego linie przechodzą łagodnie w pokrywę bagażnika — znalazła uznanie w oczach kierowców. Mimo ogólnej łagodnej linii nadwozia, auto sprawia wrażenie kanciastego. Spora w tym zasługa ostrych kształtów osłony chłodnicy czy przednich i tylnych lamp. Patrząc z boku sylwetka auta przypomina klin z wąskim przodem i masywnym tyłem. Sprawia jednak wrażenie bezpiecznego. To zasługa gabarytów — nieco ponad 4,5 metra długości i ponad 1,7 metra szerokości. Samochód może się podobać, choć z całą pewnością przyzwyczajenie się do jego bardzo nowoczesnego wyglądu chwilę zajmie.
Wnętrze samochodu również jest bardzo nowoczesne — nie każdemu kierowcy będzie się podobać. Głównie z powodu deski rozdzielczej. W nowej Primerze zegary umieszczono na środku, a nie jak w zdecydowanej większości pojazdów za kołem kierownicy. Nie jest to zły pomysł. Konserwatyści mogą jednak kręcić nosem. Środkowa konsola to mały pulpit sterowniczy rodem ze statku kosmicznego. Na niej znalazły się wszystkie przełączniki odpowiedzialne za sterowanie klimatyzacją, komputerem pokładowym i radiem.
Wszystko, co robimy, wyświetlane jest na małym ciekłokrystalicznym ekranie. I tu ciekawostka, na ekranie w momencie włączenia wstecznego biegu, kierowca zobaczy obraz tego, co dzieje się za samochodem, przekazywany z małej kamery umieszczonej nad tablicą rejestracyjną. Minus obsługi tego samochodowego centrum dowodzenia — trzeba oderwać wzrok od drogi i patrzeć na ekran.
Na interesującej stylistyce cierpi trochę przestrzeń. Ciekawie zabudowany kokpit może sprawić kłopot osobom wyższym. Testowany samochód miał bardzo bogate wyposażenie, oznaczone przez producenta jako Acenta. Oczywiście — pełna elektryka, klimatyzacja i komplet poduszek, łącznie z bocznymi kurtynami. Pod pulpitem sterowniczym zmieniarka CD. Ogólnie — nowatorskie, przyzwoicie wykonane wnętrze, choć niewątpliwie dla lubiących nowości.
Samochód wyposażono w silnik wysokoprężny — Common Rail. To owoc współpracy japońskiego koncernu z firmą Renault. Jednostka ma pojemność 1.9 l i dysponuje mocą 120 KM. Nie ma się co oszukiwać, rajdówka to nie jest. Od 0 do 100 km/h auto rozpędza się w 11 sekund. Maksymalna prędkość z jaką można podróżować Primerą 1.9 dCi to 195 km/h. Bez szaleństw, ale jak na diesla... Auto może nie oszałamia osiągami, ale za to jest ekonomiczne. Primera średnio w teście spaliła nieco ponad 8 litrów oleju napędowego na 100 km. Wynik całkiem przyzwoity.
Auto dobrze się prowadzi. Kilku elektronicznych strażników takich jak ABS z Breake Assist czy ESP wspomogą kierowcę w sytuacjach kryzysowych. Należy jednak pamiętać, że przy pewnych prędkościach nie ma systemu, który utrzyma pojazd na drodze. Słabszym punktem Primery jest zawieszenie, mogłoby być odrobinę sztywniejsze. Amortyzatory są dość twarde, jednak przy mniejszych prędkościach samochód ma tendencję do kołysania. Trzeba przyznać, że przy szybszej jeździe auto bardzo dobrze trzyma się drogi, choć nadal odrobinę kołysze. Można się jednak do tego przyzwyczaić.
Ostatni szczegół, o którym należy wspomnieć, to cena. Za bogato wyposażoną Primerę z nowym dieslem trzeba zapłacić mniej więcej 90 tys. zł. I mało, i dużo — decyzję każdy powinien podjąć sam.