Ministerstwo Finansów proponowało obniżenie składki rentowej docelowo o 7 proc., z czego mniej o 5 proc. mieli zapłacić pracownicy, a o 2 proc. pracodawcy. Miał to być jeden z elementów reformy finansów publicznych. Pojawiające się w ostatnich dniach informacje o możliwej rezygnacji z obniżenia składki rentowej o 2 proc. po stronie pracodawcy są niepokojące. Według raportu OECD, klin podatkowy w Polsce wynosi 43,2 proc., podczas gdy średnia OECD to 32,5 proc. Tak wysoki współczynnik oznacza, że polski przedsiębiorca do każdej złotówki wypłacanej pracownikowi na rękę wykłada kolejne 80 gr w postaci różnych składek i podatku.
Nie ma żadnych wątpliwości, że musimy obniżyć pozapłacowe koszty pracy, zwłaszcza w kontekście dynamicznego wzrostu wynagrodzeń. Nawet obniżka pozapłacowych kosztów pracy jedynie o 2 proc. po stronie pracodawcy mogłaby okazać się niewystarczająca, aczkolwiek byłby to krok w dobrym kierunku. Tym bardziej krytycznie oceniamy propozycję rezygnacji z redukcji klina podatkowego w części płaconej przez pracodawcę. Zawsze opowiadaliśmy się za wzrostem płacy netto dla pracowników. Aby mówić o realnej redukcji klina podatkowego, konieczne są działania systemowe w tym zakresie.
Brak obniżki składki dla pracodawców oznacza brak zachęt do tworzenia nowych miejsc pracy. Nie będzie zatem efektu zwiększenia wpływu składek z tytułu wzrostu zatrudnienia. W rezultacie może pojawić się konieczność zasilania ZUS wysokimi dotacjami budżetowymi lub zwiększenia wysokości zaciąganych przez zakład kredytów w bankach komercyjnych.