Niższy CIT w Niemczech?

Marta Filipiak
opublikowano: 2004-07-22 00:00

W cięciu stawki podatku o 1/4 upatrują niemieccy przedsiębiorcy recepty na problemy gospodarki. Tylko jak namówić do tego kanclerza Schroedera?

Bundesverband der Deutschen Industrie (BDI), wpływowe stowarzyszenie 107 tys. niemieckich pracodawców (m.in. DaimlerChrysler, Siemens), przedstawiło wczoraj swój punkt widzenia na przyszłość niemieckiej gospodarki.

Przykład ze wschodu

Jednym z najważniejszych postulatów jest obniżenie stawki opodatkowania niemieckich firm z obecnych 38,29 proc. do nie więcej niż 30 proc. Okazuje się więc, że tamtejsi przedsiębiorcy nie podzielają zdania kanclerza Gerharda Schroedera, który niedawno wraz z Francją ostro krytykował stawki podatku od firm w nowych krajach Unii. Politykę niskiego CIT kanclerz nazywa dumpingiem.

W Polsce i na Słowacji stawka wynosi 19 proc, na Litwie i Łotwie nawet 15 proc. Nic dziwnego więc, że w takim porównaniu podatki nakładane przez Berlin wydają się niemieckim przedsiębiorcom mocno wygórowane.

Tamtejszy biznes żąda więc radykalnych zmian, bo wciąż nie zauważa zapowiadanego przez rząd ożywienia. Indeks Ifo obrazujący stan nastrojów przedsiębiorców spadł do poziomu najniższego od dziewięciu miesięcy. Największe firmy kraju wciąż redukują personel i ograniczają działalność. KarstadtQuelle, największy niemiecki detalista, zapowiedział ostatnio zwolnienie kolejnych 4 tys. osób w ciągu dwóch lat.

Co zmienić

BDI jasno określa swoje żądania. Poza obniżeniem podatku najważniejsze jest cięcie składek na ubezpieczenie społeczne, by nie przekraczały 35 proc. wynagrodzenia brutto. Ponadto, według BDI, rząd nie powinien dystrybuować więcej niż 40 proc. PKB.

Eksperci BDI przewidują w całym 2004 r. tylko 1,5-1,7-proc. wzrost gospodarczy, czyli poniżej 1,8-proc. oczekiwanego przez rząd. W eksporcie prognozują wzrost 1-proc. W przyszłym roku ma być lepiej: za granicę ma trafić 4 proc. więcej produktów i usług niż obecnie.