Noblesse oblige, czyli garnitur zamiast dżinsów

Paweł Zielewski
opublikowano: 2004-12-31 00:00

Czy na początku 2004 r. ktokolwiek przypuszczał, że będziemy go żegnać w otoczeniu rekordów, którymi karmi rynek warszawska giełda? Optymiści, którzy wierzyli w hossę przyniesioną wraz z PKO BP, byli w mniejszości, bo i sam debiut banku jeszcze dwanaście miesięcy temu nie był przesądzony. Tymczasem wczoraj zadebiutowała 36. w tym roku spółka - Eurofaktor (najlepszy wynik od pięciu lat), a wartość nowych emisji przekroczyła 13 mld zł (rekord absolutny). Jest się z czego cieszyć.

Inwestorzy wracają na giełdę. Impulsem było wejście na GPW największego polskiego banku, ale obok dziesiątek tysięcy drobnych ciułaczy śniących o powtórce z kokosów Banku Śląskiego bardziej chyba liczy się to, że na GPW wracają gracze wytrawni, którzy pozbawieni są złudzeń zrobienia błyskawicznej fortuny, za to nauczeni poważnego inwestowania. Spółki, które okazały się tegorocznymi hitami inwestycyjnymi, dla wielu są zaskoczeniem: ponad 500-proc. stopa zwrotu Vistuli czy 400-proc. TUP to nie zasługa ruchów spekulacyjnych, ale najzwyklejsze w świecie docenienie rzetelnych strategii, konsekwencji w rozwoju, poważnego szacowania ryzyka. Stracili ci, którzy naobiecywali inwestorom góry złota, po czym rakiem wycofywali się z deklaracji lub - co gorsza - w milczeniu udawali, że to deszcz padał, nie obietnice.

I być może to powinno być uznane za rekord, chociaż zmierzyć go nie można: fakt, że inwestorzy giełdowi nauczyli się odczytywać znaki dawane przez spółki, patrzeć na akcje notowane na warszawskim parkiecie przez pryzmat analiz, rekomendacji i własnego doświadczenia. Jednym słowem — odrzucili dawną przaśną partyzantkę i nauczyli się myśleć inwestując. Giełda Papierów Wartościowych może być dumna nie tyle z masy debiutantów, z kolejki oczekujących na swoją szansę w drzwiach KPWiG, z wartości ofert pierwotnych, kolejnych rekordów bitych przez główne indeksy czy ze ścigania się z największymi giełdami Europy, ale przede wszystkim może (i powinna) być dumna z inwestorów. I małych, i dużych (choć nie ze wszystkich, oczywiście).

A skoro w tak radosnym, ale poważnym tonie kończy ten rok, nie będziemy przeszkadzać. Ze swojej strony nie pozostaje nam nic innego, jak tylko życzyć warszawskiej giełdzie udanej prywatyzacji. To jedyny warunek, by słowa „dojrzały polski rynek kapitałowy” pozbawić nuty rozbawienia. Noblesse oblige. Następnej szansy nie będzie.