28 stycznia 2006 r. był najtragiczniejszym dniem w biznesowej historii Polski i w ogóle jednym z najbardziej tragicznych w czasach powojennych. Podczas targów odbywających się w hali na pograniczu Katowic i Chorzowa zginęło co najmniej 66 osób, a ponad 140 odniosło rany. Czy te szacunkowe liczby to już kres tragicznego bilansu — okaże się dopiero, gdy rumowisko w hali zostanie uprzątnięte do posadzki.
VII Międzynarodowe Targi Gołębi Pocztowych „Gołąb 2006”, wraz z towarzyszącą 56. Ogólnopolską Wystawą Gołębi Pocztowych, były największą w Polsce i czołową w Europie imprezą tej branży. Uczestniczyło w niej ponad 120 wystawców z Belgii, Holandii, Niemiec, Ukrainy, Rosji, Czech, Słowacji i Polski. Na stronie internetowej organizatorzy przewidywali, że od piątku do niedzieli przez targi i wystawę przewinie się 12 tys. zwiedzających.
Impreza odbywała się w oddanej do użytku w roku 2000 nowoczesnej hali numer 1, będącej dumą Międzynarodowych Targów Katowickich. Obiekty targowe znajdują się na obrzeżach Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, większość w granicach Chorzowa, ale adres mają katowicki. Hala miała wymiary 150 x 100 m, jej powierzchnia wystawiennicza odpowiadała natomiast wielkością boisku piłkarskiemu — 102 x 97 m, czyli 9894 mkw. Należała do tzw. konstrukcji lekkich, jej blaszany dach rozpięto na kratowych dźwigarach.
W sobotę o godz. 17.15 owa „lekka konstrukcja” zwaliła się z wysokości 11 m do środka. Łamanie się dachu szło falą, z trzaskiem zapadały się jego poszczególne segmenty, wszystko trwało kilkanaście sekund. Do katastrofy doszło już po frekwencyjnym szczycie, ale wewnątrz znajdowało się kilkuset zwiedzających, no i oczywiście wystawcy. Szansę na ucieczkę miały tylko osoby znajdujące się bliżej ścian, los znajdujących się w centrum hali był tragiczny. Znaleźli się pod rumowiskiem pogiętych rur, połamanych prętów i ostrych kawałków blachy.
Katastrofa wydarzyła się w rejonie, dysponującym najlepszą w Polsce infrastrukturą ratowniczą — w akcji uczestniczyło nie tylko ponad 1300 strażaków, policjantów, żołnierzy i żandarmów, ale także doświadczone zastępy ratowników górniczych i górskich ze specjalistycznym sprzętem oraz psami. Niestety, specyfika rumowiska uniemożliwiała natychmiastowe użycie ciężkiego sprzętu. Dramatyczna walka o życie przysypanych ludzi trwała przez całą noc apokalipsy, w temperaturze sięgającej minus 17 stopni. Większość ofiar śmiertelnych zginęła na miejscu, ale z relacji szczęśliwie ocalonych rannych — ostatni został wydobyty w sobotę około godz. 22 — wynika, iż niektóre osoby uwięzione w ich sąsiedztwie żyły, ale niestety zmarły, zanim ratownicy się dokopali.
Rządowa komisja oraz prokuratura badają przyczyny katastrofy. Jej związek z zimową pogodą jest oczywisty, ale na razie nie wiadomo, czy tylko ze śniegiem, czy również z innymi okolicznościami. Według zarządcy hali — po kilku zimowych katastrofach w Polsce i Europie dach hali był odśnieżany, a jednak... w sobotę razem z konstrukcją zwaliły się na ludzi masy śniegu. Uczestniczący w akcji ratownicy GOPR porównywali to wręcz z lawiną. Inne hipotezy fachowców — ale stawiane czysto teoretycznie, bez znajomości sytuacji na miejscu — zwracają uwagę na możliwość odkształcenia się konstrukcji ze względu na kontrast temperatur, czyli ciepłego wnętrza z wielodniowym mrozem na dworze. Oczywiście każdy obiekt tego typu projektowany jest indywidualnie, z uwzględnieniem warunków klimatycznych konkretnej lokalizacji, ale... To odkształcanie konstrukcji mogłoby zostać dodatkowo wzmocnione drganiami, wywołanymi hałasem — podczas targów grała głośna muzyka. Warto wiedzieć, że poprzednia impreza w hali odbyła się jeszcze w zeszłym roku, czyli od czasu ataku zimy aż do gołębich targów jej konstrukcja znajdowała się „w spoczynku”.
Niniejszy tekst jest bardziej informacją, niż zwyczajowym w tym miejscu komentarzem, bo co tu więcej napisać... Za cały komentarz powinien wystarczyć zapamiętany przez świadków tragedii surrealistyczny obraz krążących nad halą zdezorientowanych gołębi, którym udało się z niej wydostać — jakby symbolizujących dusze tych, którzy tam zostali...