Bank pożycza prawie jak za dobrych czasów. Ma się dobrze, bo dobrze czuje się też jego matka
Nordea jest jednym z nielicznych banków w kraju, której zagraniczna matka ma się dobrze i może sypnąć groszem. Wymarzona sytuacja. I Nordea z niej korzysta. Jest jednym z nielicznych banków aktywnych na rynku kredytów hipotecznych i oprócz kilku wyjątków, jedynym, finansującym zakupy we franku szwajcarskim.
— Sprzedaż netto kredytów w I półroczu wyniosła 1,76 mld zł — mówi Włodzimierz Kiciński, prezes Nordei.
Daje to bankowi 4 proc. udziałów w tym rynku. Może sobie pozwolić na kredytowanie, ponieważ dostaje pieniądze od matki. Nie musi więc specjalnie walczyć o lokaty, które w stosunku do końca 2008 r. i tak nieźle rosły, bo o 8 proc. W stosunku do kredytów depozyty stanowią jednak tylko 53 proc. Prezes Kiciński wyjaśnia, że Nordea wciąż jest na dorobku. Dlatego inwestuje w rozwój. W I półroczu otworzyła 12 oddziałów. W tym dołączą kolejne trzy. Program inwestycyjny odbija się na kosztach: wzrosły o 35 proc.
Wynik operacyjny zwiększył się o 1,1 proc., a zysk był mniejszy o 13 mln zł i wyniósł 50 mln zł. Nordea ma rewelacyjnie niski poziom kredytów nieregularnych — 1 proc.