North Coast korzysta z dobrej koniunktury

Piotr Wiśniewski
opublikowano: 04-06-2007, 00:00

Wprawdzie okresem żniw dla North Coast jest czwarty kwartał, ale już po pierwszych trzech miesiącach tego roku spółka może mieć powody do zadowolenia. Zarówno przychody, jak i zyski zwiększyły się w dwucyfrowym tempie i całoroczna prognoza wydaje się niezagrożona. Dzieje się tak, bo handel, podobnie jak banki, jest jednym z największych beneficjentów obserwowanego wzrostu gospodarczego. Dotyczy to również wysoko wyspecjalizowanych hurtowni oferujących produkty dla sektora FMCG, zajmującego się sprzedażą najczęściej produktów codziennego użytku.

Ubiegłoroczny debiutant jest importerem produktów spożywczych wysokiej jakości. Z jednej strony, North Coast nabywa asortyment od około 70 prestiżowych dostawców gatunkowych wyrobów spożywczych. Z drugiej, dystrybuuje go do kilkunastu odbiorców (ponad 20 proc. obrotów wypracowują hipermarkety). Tak funkcjonujący biznes wydaje się bardzo atrakcyjny, zważywszy na obserwowane tempo wzrostu gospodarczego, którego lokomotywą jest m.in. rosnąca niemal z miesiąca na miesiąc konsumpcja indywidualna. Niestety, North Coast jest narażony na ryzyko kursowe. Spółka zaopatruje się u zagranicznych kontrahentów, a całość przychodów osiąga w Polsce. Oznacza to, że koszty kupowanych towarów ponosi w euro, a wpływy otrzymują w złotych. Pewnie tym można tłumaczyć ostat-

nie spadki kursu North Coast,

w czasie gdy na rynku walutowym obserwowaliśmy umacnianie się europejskiej waluty. Właśnie narażenie firmy na ryzyko kursowe częściowo tłumaczy niższą jej wycenę niż innych giełdowych spółek handlowych. Ale biorąc pod uwagę rentowność sprzedaży netto

w pierwszym kwartale na po-

ziomie 11,3 proc., spółka wyraźnie zdystansowała Almę Market, Emperię i Eurocash.

Długoterminowe prognozy walutowe są jednak korzystne dla złotego. Pewnie dlatego North Coast nie boi się odważnych inwestycji. Kluczowym elementem strategii jest uruchamianie lokalnych filii. Chodzi o główny magazyn w Pruszkowie, a także filie w Krakowie, okolicach Gdańska, Wrocławia i Poznania. Ponadto firma wciąż walczy o Malmę, a w ostatnim czasie nabyła udziały w Latteria Tinis, która zajmuje się przede wszystkim przetwórstwem mleka, produkcją wyrobów mleczarskich i wyrobem serów. Na bazie tego przedsiębiorstwa North Coast chce uruchomić produkcję serów włoskich, a w perspektywie trzech lat 50-60 proc. produkcji ma kierować na eksport. Głównie do Włoch i Niemiec. Wprawdzie ten rok Latteria Tinis może zamknąć przychodami rzędu kilkunastu milionów złotych, ale już za dwa lata sprzedaż ma wynieść 40 mln zł. Na tym nie koniec, ponieważ spółka dostrzegła możliwość w coraz bardziej atrakcyjnym segmencie delikatesów. Prawdopodobnie w tym celu nabyła w maju prawie za 8 mln zł podmiot mający nieruchomość w atrakcyjnej części Krakowa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Wiśniewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu