Wall Street Journal podaje, że do niewielkiego miasteczka Longyearbyen na archipelagu Svalbard między Norwegią a Biegunem Północnym turyści ściągali już od tygodnia. To pierwsze widziane tu całkowite zaćmienie Słońca od 1954 r.

Nieliczne hotele w tej liczącej ledwie 2 tys. mieszkańców miejscowości przeżywały oblężenie, a pierwsze rezerwacje pojawiły się już dwa lata temu. - To jakieś szaleństwo, na ulicach jest pełno ludzi, wszystkie możliwe pokoje do wynajęcia są pozajmowane - mówi w rozmowie z WSJ mieszkaniec Svalbard Paal A. Lund, który wynajął turystom swoje mieszkanie za 100 tys. NOK.
Lokalne biuro turystyczne szacuje, że w miasteczku może przebywać teraz od 1700 do 2000 turystów. Jednocześnie przyznaje, że choć przygotowywało się do dzisiejszego zjawiska od dłuższego czasu pewne sytuacje są wyzwaniem.
- Niektórzy nie byli przygotowani na tak niskie temperatury jakie panują u nas - mówi przedstawiciel biura. Opisuje też przypadek turystów, którzy noc spędzili w namiocie i rano obudzili się zaatakowani przez niedźwiedzia. Historia skończyła się zastrzeleniem drapieżnika przez jednego z przechodniów i pobycie w szpitalu dla turystów.
Podobne oblężenie przeżywa też Islandia, gdzie z powodu zaćmienia Słońca zaczęły się na niej teraz zatrzymywać pasażerskie statki - co jest niespotykane w porze zimowej. Lotniska są z kolei oblężone przez najazd prywatnych samolotów z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.
