Nos wielkiego władcy

opublikowano: 28-11-2008, 00:00

Krążą legendy, że Karol Wielki siedząc na koniu bacznie obserwował zbocza gór, wśród których płynie Ren. Tam, gdzie lód najszybciej tajał, kazał tworzyć winnice. Miał nosa. Powstało ich wiele.

Studiując karty win w polskich restauracjach z rzadka natykamy się na wina niemieckie. Jeżeli już, to z reguły tylko w tych najlepszych. Także w sklepach nie jest dobrze z winami zza zachodniej granicy.

None

NoneNone

Sushi mu niestraszne
A szkoda. Bo zwłaszcza białe to przyjaciele stołu. Świetnie się czują wśród wielu potraw. Także polskich, nie wyłączając wigilijnych. Ale nie tylko. Dobrze trafiony riesling poradzi sobie nawet z sushi (razem z imbirem i wasabi).
A jak z czerwonymi? To temat do osobnych rozważań. Zdarzają się wśród nich perełki godne najwyższej rekomendacji (zwłaszcza z Badenii) – choć może nie ze względu na szczególnie atrakcyjną cenę. Tak czy siak: to i tak unikaty na polskich półkach winnych.
Ale białe wina znad Renu to temat godny najwyższego zainteresowania. Nie tylko dlatego, że ich rodzinne okolice są zjawiskowe krajobrazowo - z przyjaznymi dla smakoszy szlakami winnymi. Znajdują się przecież tylko rzut beretem od naszych zachodnich granic.
Odmianą winogron, która niepodzielnie włada wśród białych win niemieckich, pozostaje riesling. To szczególnie przyjazny szczep dla wielu potraw. Może nam towarzyszyć od aperitifu przez przystawki i dania główne aż do deseru. Ale w różnych winiarskich odsłonach! Trzeba tyko zrozumieć podstawowe informacje na butelkowych etykietach. Wtedy na pewno „będziemy w domu”. Oczywiście, jak zresztą zawsze trzeba uważać na producentów i roczniki.

Mineralne nutki
Riesling kocha Ren, z którym się wije na przestrzeni blisko siedmiuset kilometrów. Lubi także jego dopływy. To okolice od zawsze uwielbiane przez winiarzy. Sporo winnic pozostaje w arystokratycznych rękach. Różne były ich losy. Sporo wzlotów i upadków. Wojny i głód często dyktowały zmiany priorytetów. Nawet z winogron na ziemniaki. Czasem podnoszenia się z kolan był wiek XIX. Wina reńskie ceniono prawie tak samo, jak bordoskie. Potem sinusoida zdecydowanie poszła w dół. Ale teraz przyjemnie pnie się w górę.
Co jest głównym celem niemieckich winiarzy? Chyba utrafienie w idealną równowagę owocowości, kwasowości i słodyczy. Unikalnością reńskich rieslingów są także ich mineralne nutki - dotyczy to zwłaszcza tych z gleb łupkowych. Fakt, rieslingi charakteryzuje swoista owocowość. Eksperci wyczuwają  i opisują olbrzymią gamę aromatów - od jabłek przez brzoskwinie, aż po nektarynki. Niektórzy zarzucają, że percepcja mistrzów zależna jest od tego, w którym momencie (palacze) zdusili  papierosa między kolejnymi degustacjami… Ech, te złośliwości!

Skutki ocieplenia
Sklasyfikowanie podstawowych reńskich rieslingów w grupie win lekkich (9-10 proc. alkoholu) powoli przechodzi chyba do historii - ze względu na zmiany klimatyczne. Niemiecki Instytut Wina rzucił w naszym kierunku wyzwanie, by posmakować rok 2007. Drobnostka, raptem kilkaset win... Spokojnie. Próbowaliśmy tak, ze mogliśmy pod koniec dnia zasiąść za kierownicą, drwiąc z alkomatów. Ale był to szok – lwia część reńskich  win kręciła się wokół 13 proc. alkoholu. Globalne ocieplenie zrobiło swoje. To już smakowo zupełnie inny świat.  I inne gastronomiczne preferencje...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław J. Majcherczyk

Polecane