Wzrost kursu akcji Computerlandu i Prokomu ogranicza cena konwersji obligacji na akcje. Gdy ich notowania przekroczą tę granicę, zaraz idą w dół z powodu obaw o realizację zysków przez obligatariuszy.
Coraz więcej spółek giełdowych decyduje się na emisje obligacji zamiennych na akcje. Warunki emisji tych papierów przewidują ustalenie poziomu cenowego, po którym inwestor będzie mógł wymienić posiadane papiery dłużne na akcje spółki — tzw. cenę konwersji. Poziom ten może jednak stanowić barierę wzrostu kursu akcji emitenta. Tak jest m.in. w przypadku Prokomu i Computerlandu.
Jeżeli wartość akcji na GPW przekroczy cenę zamiany, obligatariusze mają doskonałą okazję do uzyskania nadzwyczajnej premii. Wystarczy zamienić obligacje na akcje po cenie konwersji i sprzedać uzyskane walory po kursie giełdowym z dodatkowym zyskiem. Taka operacja jest szczególnie opłacalna dla dużych inwestorów jak OFE. W ten sposób mogę one poprawić stopę zwrotu z jednostki rozrachunkowej.
Computerland, który uplasował emisję obligacji w maju ubiegłego roku, ustalił cenę konwersji na poziomie 120,48 zł. Kurs akcji wahał się w tym okresie w okolicach 93 zł, a pod koniec września 2001 roku zszedł nawet poniżej 70 zł. Mimo dekoniunktury subskrypcja cieszyła się dużym powodzeniem. Obligatariusze nie pomylili się w ocenie perspektyw spółki. Obecnie wycena rynkowa walorów integratora oscyluje już w okolicach poziomu konwersji. Jednak kontynuacja trendu wzrostowego w najbliższym czasie jest raczej wątpliwa. Od początku roku kurs zatrzymał się w okolicach 120 zł.
Warto zwrócić również uwagę na podobne zachowanie kursu Prokomu. Cena konwersji grudniowej emisji obligacji ustalona została na poziomie 149,25 zł. Po dotarciu na tę wysokość na początku marca, walory gdyńskiego integratora nie mogą trwale wybić się ponad nią.
— Faktycznie, poziom konwersji stanowi duży opór dla dalszych wzrostów ceny akcji. Pozostali gracze mają świadomość, że wraz z dalszą zwyżką kursu rośnie prawdopodobieństwo, że obligatariusze mogą zdecydować się na zamianę papierów dłużnych na akcje i ich sprzedaż poprzez giełdę — ocenia Bogusław Taźbirek, analityk PBK AM.
Wśród posiadaczy obligacji Computerlandu i Prokomu są głównie otwarte fundusze emerytalne.
— Nabyte obligacje stanowią w portfelach niektórych funduszy nawet 2,5 proc. aktywów, jak w przypadku OFE NN. Poprzez kolejne zakupy w przyszłości udział ten może ulec rozmyciu. Zamiana przy kursie przekraczającym cenę konwersji wpłynęłaby pozytywnie na wartość jednostki rozrachunkowej — wyjaśnia analityk PBK AM.
Giełdowi specjaliści przypisują temu poziomowi charakter psychologiczny. Trudno nazwać to przesadą, obserwując tegoroczne notowania obu spółek. Przedstawiciele OFE nie zaprzeczają, że obawy graczy są uzasadnione.
— Jeżeli kurs rynkowy istotnie przekroczy cenę konwersji, nie ma wątpliwości, że niektórzy posiadacze obligacji zdecydują się na zamianę. Z upływem czasu ich udział w portfelu będzie się zmniejszać. Tego typu obligacji się przecież nie dokupuje. Więc późniejsza decyzja o konwersji może mieć mniejszy wpływ na poziom jednostki — przyznaje jeden z zarządzających.
Dotychczas ostatnią spółką IT, która z powodzeniem uplasowała emisję obligacji zamiennych, był Comarch. Krakowska spółka poszła jednak dalej niż jej poprzednicy i wprowadziła te papiery do obrotu giełdowego.
— Notowanie na giełdzie umożliwia wycenę obligacji po kursie rynkowym. Umożliwia też bieżące uwzględnianie zmiany ich wartości w wycenie jednostek rozrachunkowych. My nie posiadamy jednak obligacji Comarchu — mówi Marek Mikuć, zarządzający portfelem OFE Allianz.
W opinii analityków, rynkowa weryfikacja wyceny sprawia, że prawdopobieństwo konwersji maleje.
— Kurs obligacji, podobnie jak akcji, zależny jest od sytuacji rynkowej. Pozwala na bieżące zmiany w wycenie jednostki. Natomiast obligacje Computerlandu i Prokomu wyceniane są przez OFE po cenie nabycia, co jest dodatkowym impulsem do wykorzystania okazji do wcześniejszej konwersji, jeśli wiąże się z dodatkową premią — dodaje Bogusław Taźbirek.
Tymczasem w obecnym okresie obligatariusze Comarchu nie mają powodów do zadowolenia. Sugerując się dość słabymi rezultatami kwartalnymi Comarchu specjaliści nie widzą raczej szans, by kurs akcji spółki dotarł do poziomu konwersji (57,2 zł).
— Nie ma ku temu powodów, zwłaszcza po publikacji wyników za pierwszy kwartał — ocenia Sobiesław Pająk, analityk CDM Pekao.