
Dla talibów rosnące trudności gospodarcze stają się największym wyzwaniem, a słabnąca waluta i rosnąca inflacja zwiększają nieszczęście w kraju, w którym ponad jedna trzecia ludności żyje za mniej niż 2 USD dziennie.
Nawet dla osób stosunkowo zamożnych, gdzie wiele biur i sklepów jest nadal zamkniętych, a pensje nie są wypłacane od tygodni, codzienna walka o jedzenie na stole stała się przytłaczającym zmartwieniem.
– Wszystko jest teraz drogie, ceny idą w górę każdego dnia – powiedział mieszkaniec Kabulu, Zelgai.
W ramach próby ponownego rozruszania gospodarki, banki, które zostały zamknięte, gdy tylko talibowie zajęli Kabul, zostały nakazane do ponownego otwarcia. Wprowadzono jednak ścisłe tygodniowe limity wypłat gotówki, a wielu ludzi wciąż stoi w wielogodzinnych kolejkach, by dostać się do swoich pieniędzy.