Telewizja publiczna zapowiada 10-procentową podwyżkę cen reklam i zmianę sposobu liczenia oglądalności.
Telewizja Polska (TVP) chce w tym roku zwiększyć o co najmniej 7 proc. przychody z reklam.
— Minimum, jakie zakładamy, to wzrost na poziomie rynku. Choć jeżeli oglądalność TVP1 się nie poprawi, możemy mieć problemy z osiągnięciem 7-procentowego wzrostu — mówi Piotr Gaweł, członek zarządu TVP do spraw marketingu.
Przychody reklamowe TVP wyniosły w 2005 r. około 950 mln zł. Reklama to główne źródło za- robków stacji, przy stale zmniejszających się wpływach z abonamentu.
Ceny w górę
Telewizja publiczna, posiadająca około 40 proc. rynku reklamy telewizyjnej, chce w tym roku podwyższyć ceny reklam o 10 proc.
— Podobna podwyżka była w ubiegłym roku — mówi Zbigniew Badziak, dyrektor biura reklamy TVP.
Zmiana cen w TVP wpłynie na cały rynek.
— TVP ma dominującą pozycję na rynku reklamy i to ona wyznacza trendy. Podwyżka cen w telewizji publicznej otwiera drogę do podwyżek cen w innych stacjach — mówi Piotr Her z DM Millennium.
Średni koszt jednego punktu ratingowego GRP wynosi w TVP około 3 tys. zł i — zdaniem telewizji publicznej — jest o 20 proc. wyższy niż w TVN i 35-40 proc. wyższy niż w Polsacie.
— Z moich informacji wynika, że stacje komercyjne zwiększą ceny powyżej 10 proc. — mówi Jarosław Roszkowski z domu mediowego Starlink.
Audyt przed połączeniem
Na ceny reklam może wpłynąć też połączenie wykonywanych przez AGB i Ośrodek Badania Opinii Publicznej (OBOP) pa- neli mierzących oglądalność telewizji. Zabiega o to telewizja publiczna.
— Przed połączeniem paneli trzeba zrobić porządny audyt. Polsat i TVN już się na niego zgodziły. Jeżeli zgodzi się też AGB, będziemy się z tego bardzo cieszyć — mówi Piotr Gaweł.
Dane o oglądalności podawane przez AGB są nawet o 20-30 proc. wyższe od danych przedstawianych przez OBOP, dlatego zmiana sposobu liczenia oglądalności może poważnie wpłynąć na rynek reklamowy.
— Reklamodawcy przyzwyczaili się do danych AGB. Połączenie paneli będzie oznaczało spadek udziałów rynkowych stacji, co może oznaczać konieczność negocjowania cen reklam — mówi Jarosław Roszkowski.