Nowe luksusowe życie second handów

Branża używanych tekstyliów chce wchodzić do galerii handlowych. Wierzy też w potencjał odzieży, której nie da się już nosić

Na modę wydajemy w Polsce 30-40 mld zł rocznie. Chodzi oczywiście o nową odzież. Teoretycznie więc zakupione za tę kwotę wolumeny ubrań, obuwia itp. powinny trafić do firm zajmujących się odzieżą używaną. Do tego dochodzi import takich tekstyliów. Tu do najważniejszych dostawców od lat należeli Niemcy i co roku umacniali swoją pozycję. Teraz import z Zachodu wręcz się załamuje, jak wynika z analiz SpotData na podstawie danych Eurostatu. Jednak branża ma się doskonale. Z jednej strony modernizuje placówki z używanymi ubraniami, z drugiej — wdraża innowacyjne pomysły, by przetwarzać to, czego nosić już nie można.

Świat...

— Rzeczywiście import z Niemiec jest od jakiegoś czasu znacząco ograniczony. Po pierwsze — Niemcy coraz mocniej sami zagospodarowują, tzn. recyklingują część używanych tekstyliów, po drugie — rośnie tam liczba osób, które otrzymują różnego rodzaju świadczenia społeczne i do nich również trafia odzież używana. W naturalny sposób mniej surowca wyjeżdża z kraju. Dla takiego gracza jak my oznacza to poszukiwanie innych źródeł zaopatrzenia — ciekawe kierunki to Włochy czy Skandynawia. W przypadku tej drugiej mowa jest o ruchu w obie strony — z jednej strony dostarcza surowiec, ale z drugiej strony odbiera go też w przetworzonej formie, choć nie pod postacią odzieży do second handów — mówi Paweł Boczek, dyrektor ds. zakupu surowca w Vive Textile Recycling, firmie która m.in. prowadzi ponad 30 sklepów z odzieżą używaną Vive Profit.

Tak naprawdę, jak tłumaczy Paweł Boczek, to, co najbardziej widoczne, czyli sklepy z używaną odzieżą, to maksymalnie kilka procent wolumenów, którymi obraca branża.

— Do dalszej odsprzedaży nadaje się niewielka część tego, co pozyskujemy z rynków Europy Zachodniej [Vive nie zaopatruje się w kraju — red.]. Ta ilość jeszcze bardziej się zmniejsza nie tylko z powodu ograniczonego eksportu ze strony naszych zachodnich sąsiadów, ale tego, co dzieje się na rynku mody. Króluje tzw. fast fashion — ubrania produkowane są tak, by miały krótki cykl życia i po określonej liczbie prań nie nadawały się do użycia, a klient kupił kolejną nową, modną rzecz. Stara jest już zwykle w takim stanie, że nie nadaje się też do sprzedaży jako używana. Mniejszy zasób tego rodzaju surowca oznacza jednocześnie to, że odzież używana nie jest już masowa, ale zmierza w stronę czegoś unikatowego. Na rozwiniętych rynkach, jak USA, możemy mówić wręcz o luksusowej półce ubrań vintage — wyjaśnia Paweł Boczek.

...i Polska

Jego zdaniem w Polsce również zmierzamy w tym kierunku. O tym samym mówi Mateusz Bolechowski, rzecznik prasowy Wtórpolu, firmy zarządzającej siecią sklepów z odzieżą używaną.

— To rynek, który przechodzi ewolucję. W Polsce był kiedyś szał na second handy, bo nowe ubrania były często za drogie dla przeciętnego klienta. Dziś w taniej sieciówce można się ubrać za podobne pieniądze jak w dobrym sklepie z używaną odzieżą. Obecnie to branża, w której klienci nie przychodzą na zakupy tylko z tego powodu, że jest tanio, ale również dlatego, że mogą tu znaleźć odzież unikatową, dzięki której wyróżnią się na ulicy. Do tego dochodzi element „polowania” na okazje — dostawy są raz w tygodniu, a tuż przed wymianą towaru ceny są znacznie obniżane. Klienci przyzwyczajają się do częstego odwiedzania sklepu — mówi Mateusz Bolechowski.

Przyznaje, że same sklepy z używaną odzieżą mocno się zmieniły — to już nie tylko małe lokale w starych kamienicach, wypełnione koszami, w których trzeba przebierać.

— Dziś coraz powszechniejsze są wielkopowierzchniowe, nowoczesne placówki, podzielone na działy, w których ubrania wiszą na wieszakach, a każda sztuka jest indywidualnie wyceniona — dodaje Mateusz Bolechowski.

Paweł Boczek przyznaje, że Vive Textile Recycling, szukając nowych lokalizacji dla sklepów, poważnie rozważa przenosiny do centrów handlowych.

— To ruch, który całkiem niedawno byłby nie do pomyślenia. Jednak postrzeganie second handów i wybór asortymentu w nich bardzo się zmieniają — przekonuje Paweł Boczek.

Zaznacza jednocześnie, że większość branży to jednak nadal nie perełki w stylu vintage, ale zużyta odzież, która wymaga przerobienia. To przeważająca część tego, co Vive pozyskuje.

— To również ciekawsza biznesowo część. Część takiego surowca przetwarzana jest na paliwa alternatywne, które dostarczamy do cementowni, część na czyściwa przemysłowe [czyli rodzaj ścierek używanych w warsztatach czy zakładach przemysłowych — red.], które chętnie odbierają m.in. Skandynawowie, a część na produkcję mieszanek, z których powstaje kompozyt będący substytutem drewna. To właśnie odnoga naszej działalności, którą uznajemy za szczególnie perspektywiczną — sprzedajemy konkretne elementy, z których można stworzyć meble ogrodowe, latarnie parkowe czy bale do umocnień pod wodą — mówi Paweł Boczek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy