Nowelizacja co koń wyskoczy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-08-29 00:00

Debata Sejmu nad nowelizacją budżetu na bieżący rok różni się od uchwalania podstawowej ustawy przede wszystkim tempem.

Projekt całoroczny ma konstytucyjne terminy zarówno wniesienia, jak i ukończenia prac. Prezydia Sejmu i Senatu koordynują harmonogram, aby ostateczna wersja przedkładana prezydentowi nie przekroczyła terminu, albowiem spóźnienie grozi teoretycznie nawet skróceniem kadencji parlamentu. W obecnych realiach to oczywiście abstrakcja. Nowelizacja w trakcie roku nie ma natomiast żadnych rygorów terminowych, ale forsowana jest w tempie tzw. dopalaczowym — Sejm uchwali ją jeszcze w tym tygodniu.

Poza tym wszystko w normie, merytorycznie debata nad korektą nie różni się od uchwalania wersji pierwotnej. Minister Jacek Rostowski wykazywał, że zwiększenie deficytu wzmocni polską gospodarkę — z taką samą żarliwością, jak poprzednio przekonywał posłów oraz opinię publiczną, że dokładnie temu samemu celowi posłuży właśnie utrzymanie deficytu w ryzach.

Opozycji było łatwiej, bo w rząd uderza przecież z definicji. Chociaż dało się zauważyć przesunięcie akcentów — w głównej debacie akcentowano nierealność i założeń, i konkretnych kwot budżetowych, a teraz główny księgowy kraju oskarżony został o nadmierne zadłużanie oraz pogłębianie kryzysu gospodarczego.

Broniący ministra premier Donald Tusk sięgnął po ostatnie rezerwy. Wobec wyblaknięcia zielonego koloru na naszej wyspie podnosił argument, że wiele państw zarówno Eurolandu, jak i w ogóle europejskich zostało zmuszonych do nowelizacji budżetów, a jesteśmy systemem naczyń połączonych. Zatem niedająca się już ukryć ogromna pomyłka obciąża nie tylko żonglującego miliardami Jacka Rostowskiego, lecz praktycznie wszystkie najważniejsze instytucje finansowe Europy i świata.