Ostatnia misja Jacka Rostowskiego

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 29-08-2013, 00:00

Wicepremier zamierza zostać w rządzie do wiosny. Chce dokończyć rozpoczęte reformy, a na koniec obniżyć progi ostrożnościowe — twierdzą nasi rozmówcy z PO

Premier Donald Tusk rozwiewa wątpliwości: nie ma tematu dymisji Jacka Rostowskiego, wicepremiera i ministra finansów.

Zobacz więcej

CENNA PAMIĄTKA: Jeśli Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów, przed odejściem z rządu rzeczywiście obniży progi ostrożnościowe długu publicznego, będzie to silna motywacja dla jego następcy do prowadzenia zdyscyplinowanej polityki fiskalnej. Być może wymusi to na nowym ministrze duże oszczędności w wydatkach publicznych. [FOT. WM]

— Nie rozmawiałem z nim o dymisji — powiedział w Sejmie Donald Tusk przy okazji debaty o nowelizacji budżetu. Premier przekonywał też, że nie ma pretensji do Jacka Rostowskiego za konieczność nowelizacji budżetu na 2013 r.

— Nikt nie był w stanie przewidzieć, że I kw. 2013 r. w Unii Europejskiej będzie tak wyraźnie gorszy od tego, co przewidywały wszystkie instytucje prognozujące na świecie — stwierdził Donald Tusk.

Informacje na temat planowanej dymisji wicepremiera Rostowskiego po raz kolejny nazwał plotkami i spekulacjami.

Klamra reform

Jaka jest więc przyszłość Jacka Rostowskiego w rządzie? Według informacji „PB”, wicepremier zamierza pozostać na stanowisku przynajmniej do wiosny przyszłego roku. Chce dokończyć nowelizację budżetu na 2013 r. i dopiąć budżet na rok przyszły. Ponadto chce doprowadzić do końca zmiany w OFE oraz nałożyć na finanse publiczne nową regułę wydatkową (uzależniającą wzrost wydatków publicznych od dynamiki PKB z ostatnich siedmiu lat).

— Plotki, jakoby Jacek Rostowski miał sam podać się do dymisji, są całkowicie bezpodstawne. Wicepremier uważa, że ma jeszcze kilka ważnych zadań do wykonania i zrobi wszystko, żeby te sprawy zamknąć — mówi wpływowy polityk Platformy Obywatelskiej. Według naszych informacji, Jacek Rostowski chce do jesieni zamknąć jeszcze jeden, być może ostatni, projekt.

Zamierza przeprowadzić przez parlament ustawę obniżającą progi ostrożnościowe długu publicznego w analogicznej skali do tej, w jakiej przetransferowane zostaną pieniądze z OFE do ZUS. Propozycja ma swoją wzmiankę w rządowym raporcie o OFE z czerwca, jednak dotychczas nie została potwierdzona żadną twardą deklaracją przedstawicieli rządu, dlatego ekonomiści podchodzą do tych zapowiedzi z niedowierzaniem.

— To nie znalazło się w raporcie przez przypadek, wicepremier Rostowski rzeczywiście chce przeprowadzić tę zmianę. Zarys odpowiedniej ustawy jest już gotowy. Resort finansów czeka tylko na to, jak ostatecznie zakończy się sprawa OFE. Musimy najpierw dowiedzieć się, jak duża kwota trafi z OFE do ZUS, żeby wiedzieć, o ile punktów procentowych trzeba obniżyć progi ostrożnościowe — mówi nasz rozmówca. Zdaniem wicepremiera, obniżenie progów ma być klamrą, która zepnie wprowadzane w ostatnich latach reformy.

— Obniżenie progów ma być zwieńczeniem rządów Jacka Rostowskiego w fotelu ministra finansów. Ta zmiana, razem z nową regułą wydatkową, ma być swoistą polisą ubezpieczeniową, która na lata zabezpieczy polskie finanse publiczne przed pokusami następnych rządów, by zbyt mocno zwiększać dług publiczny. Nie ma jednak gwarancji, że ten plan zostanie zrealizowany — mówi nasz rozmówca z Platformy Obywatelskiej.

Dwie twarze ministra

Warto jednak pamiętać, że to właśnie pod rządami Jacka Rostowskiego dług publicznyostro poszedł w górę. Od końca 2007 r. (wtedy jako minister wchodził do rządu) do końca 2011 r. zadłużenie kraju wzrosło z 45,4 do 56,4 proc. PKB, co oznacza wzrost zobowiązań podatników o 334 mld zł. Dopiero w 2012 r. — w piątym roku rządzenia — po raz pierwszy udało mu się nieznacznie obniżyć dług (o 0,8 pkt proc. w relacji do PKB).

— Jacek Rostowski dość późno zabiera się za obniżanie długu. Do historii przejdzie raczej jako minister finansów z największym deficytem w finansach publicznych w dziejach III RP. Za jego rządów odnotowano ogromny przyrost zadłużenia, który trudno czymkolwiek wytłumaczyć. Mieliśmy, co prawda, w tym czasie silne kryzysy gospodarcze, ale nawet w latach 2010-11, kiedy gospodarka rosła po 4 proc. rocznie, nasz dług silnie piął się w górę — mówi Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, były wiceminister finansów. Kiedy Jacek Rostowski rozpoczynał swoją przygodę w rządzie, również był zwolennikiem obniżania długu publicznego.

„Do 2011 r. obniżymy dług w relacji do PKB o 4-7 pkt proc. (…). Rząd jest wybrany tylko tymczasowo, a państwo jest trwałe. Kluczową rzeczą dla nas jest przekazać finanse państwa następcom w dużo lepszym stanie, niż je odziedziczyliśmy” — mówił w listopadzie 2007 r. nowo wybrany minister finansów.

Jacek Rostowski szybko jednak zmienił front. Kiedy przyszedł kryzys lat 2008-09, minister stał się zwolennikiem luźnej polityki fiskalnej. Dopiero od 2012 r. obniżanie długu znowu stało się dla wicepremiera priorytetem. — Jacek Rostowski wchodził do rządu z silną determinacją do uzdrawiania finansów publicznych, wkrótce jednak, chyba pod wpływem strategii obranej przez premiera, kompletnie porzucił te plany — mówi Stanisław Gomułka.

Magia liczb

Ponadto przez sześć lat swoich rządów Jacek Rostowski jako minister finansów dał się poznać raczej jako osoba dbająca o statystykę długu niż o sam dług. Jego księgowe tricki przejdą do historii polskiej polityki fiskalnej — wyrzucił poza oficjalną statystykę dziesiątki miliardów złotych wydatków na drogi, wyjął z deficytu budżetowego dotację do ZUS czy obniżał na papierze deficyt państwa, sięgając po pieniądze z Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Trzeba jednak przyznać, że zabiegi te przyniosły oczekiwany efekt. Polskie wskaźniki zadłużenia prezentowały się dzięki temu lepiej, niż gdyby nie robić księgowych sztuczek, a zagraniczni inwestorzy i analitycy rzadko wnikają w metodologiczne niuanse.

Rządowi udało się w ten sposób aż do 2013 r. uchronić dług przed zderzeniem z progami ostrożnościowymi, dzięki czemu nie trzeba było na gwałt ciąć wydatków, co szkodziłoby — przynajmniej na krótką metę — wzrostowi gospodarczemu.

Być może właśnie dzięki sztuczkom wicepremiera Rostowskiego uniknęliśmy w ostatnich latach dwóch recesji. Ponadto dzięki skutecznej grze z rynkami finansowymi Jackowi Rostowskiemu udało się obniżyć rentowności polskich obligacji do najniższych poziomów w historii.

— Wicepremier Rostowski jest przede wszystkim pragmatyczny, wolny od reformatorskich ideologii. Oczywiście, mógł ostro ciąć wydatki, ale to oznaczałoby sięgnięcie do kieszeni obywateli i przykręcenie śruby gospodarce. Dlatego wybrał drogę manipulowania wskaźnikami, licząc, że gospodarka wkrótce przyspieszy i dług publiczny sam spadnie — mówi Ryszard Bugaj, ekonomista Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu