Rygorystyczne przepisy utrudniają przedsiębiorcom uzyskanie dotacji na realizację inwestycji. Resort gospodarki przekonuje, że kłopoty to rzadkość.
Kontrowersyjny akt prawny to ustawa o finansowym wspieraniu inwestycji (DzU 2002 nr 41, poz. 363 z późn. zm.) w ramach działania 2.2.1. Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw. Określa ona zasady ubiegania się o dotację na realizację nowych inwestycji przez przedsiębiorców, mających siedzibę na terenie Polski. Zdaniem przedsiębiorców, istnieje rozbieżność między pewnymi jej zapisami a rzeczywistością.
Jednym z kryteriów oceny wniosków są prawa własności przemysłowej. Inwestor lub podmiot posiadający co najmniej 51 proc. udziałów lub akcji w przedsiębiorstwie inwestora musi dysponować patentem na wynalazek, prawem ochronnym na wzór użytkowy, prawem z rejestracji wzoru przemysłowego lub prawem z rejestracji topografii układów scalonych, jakie stosowane są w ramach nowej inwestycji, co najmniej w Polsce oraz w innym państwie. Spełniając to kryterium, przedsiębiorca dostaje 10 z puli 172 punktów. Konkurencja jest tak duża, że każdy punkt może decydować o przyznaniu dotacji. Tymczasem niewielu przedsiębiorców jest w stanie udokumentować prawa własności przemysłowej w sposób satysfakcjonujący Ministerstwo Gospodarki.
Nie do przeskoczenia
— W strukturze niektórych grup kapitałowych istnieją spółki, zajmujące się tylko działalnością badawczo-rozwojową. Na nie rejestrowane są prawa własności przemysłowej. Jednak nie one są bezpośrednimi udziałowcami spółek, które zamierzają realizować nowe inwestycje w Polsce — mówi Paweł Tynel, menedżer w zespole ulg i dotacji inwestycyjnych Ernst & Young.
Efekt? Mimo że prawa własności przemysłowej są własnością grupy kapitałowej, to nie ma ich większościowy udziałowiec przedsiębiorcy, realizującego inwestycję w Polsce. Tym samym firma wnioskująca o unijną dotację nie spełnia kryterium posiadania praw własności przemysłowej.
Ministerstwo Gospodarki odpiera zarzut.
— Inwestorzy zagraniczni bardzo rzadko przekazują polskim spółkom córkom najnowsze technologie. Z reguły są to technologie, które zostały wcześniej wdrożone. Jedyną sytuacją, której prawodawca nie przewidział, są przedsiębiorstwa, w których dwa podmioty mają po 50 proc. udziałów — zaznacza Krzysztof Gulda, zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Gospodarki Ministerstwa Gospodarki.
W przepisach zawarty jest też wymóg rejestracji praw własności przemysłowej w co najmniej dwóch krajach (w tym w Polsce). Krzywdzi on wnioskodawców, którzy sprzedają swoje towary na rynku jednego kraju. Nie są oni zainteresowani rejestracją prawa własności przemysłowej w innym państwie, bo to proces długotrwały i kosztowny.
— Jeżeli firma chroni swoje prawa własności przemysłowej tylko w jednym kraju, to znaczy, że jej pozycja konkurencyjna nie jest zbyt mocna. Takich przedsiębiorstw wspierać nie chcemy — podkreśla Krzysztof Gulda.
— Nie można twierdzić, że przedsiębiorstwo, posiadające prawa własności przemysłowej zarejestrowane w jednym kraju, jest mało konkurencyjne, bo nie jest to jedyny wyznacznik konkurencyjności — dodaje Paweł Tynel.
Innym kryterium, za które przyznaje się punkty w procesie oceny wniosków o wsparcie, jest stopień innowacyjności technologii zastosowanej w trakcie inwestycji. Maksymalną liczbę punktów — 30 —przyznaje się za technologię stosowaną na świecie krócej niż 1 rok. Tymczasem proces przyznawania patentu trwa w Polsce średnio 7 lat.
— Nie widzę tu sprzeczności. Niektóre przedsiębiorstwa po uzyskaniu patentu czekają z wdrożeniem technologii (np. ze względu na koszty). Prawodawca chciał docenić starania zarówno tych przedsiębiorców, którzy dbają o ochronę swych praw własności przemysłowej, jak i tych, dla których nowość jest ważniejsza od wspomnianej ochrony — przekonuje Krzysztof Gulda.
Twierdzi on jednak, że instrument przyznawania pomocy publicznej w tym kształcie ma zalety i wady.
To nie koniec
— To prawda, pewne rzeczy zostały przeregulowane. Nie jestem w stanie zagwarantować, że ta ustawa przetrwa w swoim obecnym kształcie. Od 2007 r. większość dotacji dla przedsiębiorców będzie udzielana na poziomie regionalnym. Centralnie wspierane będą projekty inwestycyjne o dużej wartości dodanej lub o bardzo dużej wartości. Pamiętajmy też, że od 2007 r. zmianie ulegają unijne zasady przyznawania pomocy publicznej — mówi Krzysztof Gulda.
— Należałoby zatem uzależnić przyznanie punktów w procesie oceny wniosku od posiadania prawa własności przemysłowej przez inwestora wyłącznie w jednym kraju. Niekoniecznie musi być to Polska, gdyż może to nie pokrywać się z sytuacją biznesową inwestora. Ponadto możliwość posiadania prawa własności przemysłowej powinna zostać rozszerzona na inne spółki z grupy kapitałowej, w ramach której działa inwestor realizujący inwestycję w Polsce. Takie rozwiązania dostosowywałyby te regulacje do realiów funkcjonowania grup kapitałowych na świecie — uzupełnia Paweł Tynel.