Nowelizacja kodeksu cywilnego: więcej problemów niż korzyści

Agnieszka Janas
opublikowano: 2003-05-13 00:00

Nowelizowane przepisy kodeksu cywilnego nie zabezpieczą podwykonawców przed nadużyciami finansowymi. Pomóc im może jedynie nowe, spójne prawo i sprawne sądy.

24 kwietnia 2003 r. weszły w życie znowelizowane przepisy kodeksu cywilnego, dotyczące zawierania umów na wykonywanie robót budowlanych. Zdaniem specjalistów z firmy EC Harris, zajmującej się m.in. organizowaniem przedsięwzięć budowlanych, artykuł 647 kodeksu jest ewidentnym bublem prawnym.

— Zamiarem ustawodawcy było znalezienie sposobu na likwidację zatorów płatniczych w budownictwie oraz ochrona podwykonawców. Tymczasem stworzył system, który przyczyni się dodatkowo do pogrążania branży — mówi Michał Skorupski z EC Harris.

Największe kontrowersje budzi paragraf 5 artykułu, mówiący o solidarnej odpowiedzialności, którą ponosi generalny wykonawca oraz inwestor, za wypłatę należnego podwykonawcy wynagrodzenia za zrealizowane przez niego i odebrane w zgodzie ze sztuką budowlaną roboty.

— Przepis tworzy zasadę grupowej odpowiedzialności podmiotów biorących udział w procesie inwestycyjnym na zasadzie: podwykonawca — generalny wykonawca — inwestor. Oznacza to, że jeśli generalny wykonawca nie zapłaci podwykonawcy, wówczas ten drugi może żądać wypłaty należnych pieniędzy od inwestora, który zgodnie z umową wypłacił należności generalnemu wykonawcy. W takiej sytuacji inwestor zapłaci podwójnie za te same prace — tłumaczy Michał Duda, konsultant ds. projektów EC Harris.

Takie przepisy chronią interesy jednej grupy kosztem pozostałych. Powodują, że inwestorzy muszą liczyć się z dodatkowymi, nie planowanymi kosztami, którymi będą np.: rezerwy finansowe, gwarancje bankowe, rachunki powiernicze lub ubezpieczenia na wypadek niewypłacania należności przez generalnego wykonawcę.

— Zwiększy to i tak już niemałe koszty prowadzenia inwestycji w Polsce i zmusi inwestorów do kontrolowania, czy podmioty, z którymi podpisali umowy, płacą swoim zleceniobiorcom — prognozuje Michał Skorupski.

Dodatkowe koszty ponoszone przez inwestorów będą wiązały się także z koniecznością sprawdzania i akceptowania w ciągu 14 dni umów generalnego wykonawcy z jego podwykonawcami oraz podwykonawcami podwykonawców.

Kolejnym dowodem niekompetencji twórców nowelizacji jest, zdaniem specjalistów z EC Harris, brak określenia, kogo i od kiedy obowiązuje nowe prawo.

— Jeśli inwestor podpisał umowę z generalnym wykonawcą przed 24 kwietnia 2003 r., wówczas obowiązuje go stare prawo. Jednak generalny wykonawca może podpisać umowę z podwykonawcą po tej dacie, czyli w zgodzie z nowelizacją. Jeśli nie zapłaci, to czy poszkodowany, mający nową umowę, może dochodzić zapłaty od inwestora, który pracuje według starej wersji kodeksu? — rozważa Michał Duda.

Nie jest jednak tajemnicą, że wiele małych firm budowlanych padło ofiarą zatorów płatniczych.

— To prawda, że tak jest i długo jeszcze będzie, ale nowelizacja niczego nie rozwiązuje. Inwestorzy znajdą zapewne sposób na zabezpieczenie się przed skutkami tego zapisu. Nie poprawi to zapewne sytuacji małych podwykonawców, a wpłynie na zasobność portfeli prawników i nawał pracy w sądach. Podstawą ochrony interesów wszystkich podmiotów powinno być stosowanie prawa i szybka możliwość jego wyegzekwowania. Zapewnić to może sprawny system sądowniczy, a nie mnożenie kolejnych zakazów i nakazów w gospodarce — zauważa Michał Skorupski.

Okiem praktyka

Kapitalizm bez kapitału

Już obecnie sądowe sprawy gospodarcze trwają latami, czego przykładem może być proces pomiędzy Instalexportem a Cogei Polska. Zapis o solidarnej odpowiedzialności inwestora i generalnego wykonawcy w sprawie zapłaty podwykonawcom jest z gruntu słuszny, ale to rozwiązanie cząstkowe, które dodatkowo utrudni dochodzenie roszczeń przez firmy, które nie otrzymały zapłaty za wykonane prace. Solidarna odpowiedzialność przy dzisiejszej niewydolności sądów i niespójności prawa może się skończyć wieloletnimi procesami: inwestora z głównym wykonawcą, o to, że otrzymał on zapłatę, generalnego wykonawcy z podwykonawcami, że prace zostały źle wykonane, i wreszcie podwykonawców z inwestorem o prawnie należną im zapłatę. Tymczasem pieniądze będą u tego, kto je zawłaszczy. Podwykonawca tego nie wytrzyma i upadnie, po kilku latach sąd może stwierdzić, że zapłata mu się należy.

Tak naprawdę zmiany przepisów powinny zmierzać do sytuacji, w której sądy będą orzekały w sprawach gospodarczych maksymalnie w ciągu kilku miesięcy. Wtedy spółki będą miały szansę na dalszą działalność, bo będą dysponowały odpowiednim kapitałem. Obecnie go nie mają, a Polska stara się zbudować kapitalizm bez kapitału.

Edward Szwarc

prezes firmy Instalexport