Wielkanoc 2026 upamiętniła się w dziejach ludzkości poprawieniem niebiańskiego, ale zarazem całkiem świeckiego rekordu. W świąteczny poniedziałek czworo uczestników misji Artemis II na statku Orion zmapowało niewidoczną stronę Księżyca podczas naturalnej przerwy w łączności z Houston i poprawiło liczący 56 lat rekord odległości kosmitów z Ziemi od macierzystej planety. Oficjalnie zmierzono odległość 406 771 kilometrów. Wypada zapamiętać nazwiska rekordzistów – Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen. Notabene trajektoria Oriona, czyli swobodny obieg Księżyca bez wchodzenia na jego orbitę, została opracowana w 1970 r. przez National Aeronautics and Space Administration (NASA) w kilka godzin, by uratować załogę pechowego statku Apollo 13, na którym doszło do eksplozji zbiornika z tlenem. Wtedy James Lovell, John Swigert i Fred Haise dotarli 400 171 km od Ziemi, ale nikt nie miał głowy do świętowania, albowiem trwała dramatyczna walka o życie załogi i bezpieczne sprowadzenie jej do domu. Astronauci mieli kilka procent szans na przetrwanie, ale je wykorzystali. Średnia odległość naszego satelity od planety wynosi 384 400 kilometrów.
NASA chciałaby zrealizować ponowne miękkie lądowanie ludzi na Księżycu w 2028 r. Będzie to misja Artemis III lub nawet IV. Dotychczas ostatnim statkiem był Apollo 17, którego lądownik opuścił Srebrny Glob 14 grudnia 1972 r. Wiedząc już, że to pożegnalna wyprawa, NASA wyposażyła załogę w tabliczkę z tekstem: „Tu ludzie zakończyli pierwszą fazę eksploracji Księżyca, grudzień, A.D. 1972. Oby duch pokoju, w którym tutaj przybyliśmy, znalazł odzwierciedlenie w życiu całego rodzaju ludzkiego”. Zakładając – czysto teoretycznie, w realu to oczywiście mrzonka – że plakietka zostanie za kilka lat odnaleziona, to nie wiadomo, przez kogo najpierw. Program eksploracji Księżyca zdecydowanie bowiem przyspieszył w Chińskiej Republice Ludowej. Komunistyczna partia wydała rozkaz, aby pierwsi wysłannicy Pekinu dotarli wcześniej niż powtórnie ci z Waszyngtonu. W zaostrzającej się rywalizacji Chin z USA o globalny prymat liczą się wszystkie dziedziny, nie tylko stricte gospodarka – także na przykład olimpijska klasyfikacja medalowa oraz właśnie kosmos, a konkretnie Księżyc. Obecny wyścig trwa jakby od początku, dawna rywalizacja Stanów Zjednoczonych ze Związkiem Radzieckim w epoce zimnej wojny to rozdział umownie zamknięty w archiwum. Rywalizacja państw oczywiście się personalizuje. Komunistyczny cesarz Xi Jinping planuje, że do 2030 r. na sto procent pogratuluje triumfu tajkonautom – to chińska wersja językowa odcinająca się od astronautów czy selenonautów. Donald Trump chciałby analogicznym akcentem zakończyć w 2028 r. swoją drugą prezydenturę, dlatego polecił NASA skoncentrowanie wszystkich budżetowych pieniędzy właśnie na programie Artemis.
Z dzieciństwa dobrze pamiętam pionierskie lądowanie Orła, czyli Apollo 11, w 1969 r. na Księżycu. Dlatego obecnie trudno mi uniknąć wrażenia déjà vu w różnych kontekstach. Współcześnie wątek równie kosmicznego, co militarnego wyścigu dwóch supermocarstw jądrowych, ZSRR i USA, nie jest jednak aż tak silny jak w okresie zimnej wojny. Wtedy strasznym prestiżowym upokorzeniem dla USA był w 1961 r. pierwszy lot kosmiczny radzieckiego majora Jurija Gagarina. Wkrótce potem prezydent John Fitzgerald Kennedy wytyczył Ameryce ambitny cel, którego osiągnięcie miało znokautować rywali – zapowiedział szybkie zdobycie Księżyca. Wielkim historycznym paradoksem stała się okoliczność, że całą śmietankę wizerunkowo-polityczną spił z Księżyca w lipcu 1969 r. republikański prezydent Richard Nixon. Notabene po rządach demokratów odziedziczył nie tylko chwalebny Księżyc, lecz także obłąkańczą wojnę USA w Wietnamie. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy za sprawą amerykańskiej potęgi ludzkość symbolicznie triumfowała na Księżycu – armia w tych samych barwach dokonywała masowych zbrodni wojennych i wyniszczała odległe państwo. Skojarzenie z bardzo aktualną koincydencją kosmiczno-wojenną, oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji skali, także należy do mojego déjà vu.
Wykonując testament prezydenta Kennedy’ego realizatorzy wyprawy NASA postawili w 1969 r. na Księżycu dużą flagę USA. W ówczesnym dwubiegunowym świecie wywołało to naturalne pytania o neutralność Księżyca. Notabene w najbliższych latach one oczywiście powrócą, właśnie dlatego takie znaczenie ma kolejność – czy na finiszu nowego wyścigu jako pierwsza zatknięta zostanie flaga chińska, czy ponownie amerykańska.

