Nowy sposób na szefów TVP i PR

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 25-07-2008, 00:00

Zarządy TVP i Polskiego Radia będą mogły być odwołane, jeśli misyjność programu nie uzyska akceptacji rady programowej.

Platforma nie ustaje w próbach odbicia mediów publicznych

Zarządy TVP i Polskiego Radia będą mogły być odwołane, jeśli misyjność programu nie uzyska akceptacji rady programowej.

Ustawa medialna, która miała utorować drogę do zmian we władzach mediów publicznych, najprawdopodobniej przepadnie dziś w parlamencie. Ale rząd ma już nowy pomysł na to, jak pozbyć się niechcianych zarządów Telewizji Polskiej (TVP) i Polskiego Radia (PR). W ministerstwie kultury powstały założenia do ustawy o nadawcach publicznych. Zawierają one zapisy, które mogą doprowadzić do pożądanych przez Platformę zmian kadrowych. Pomysł opiera się na tym, by rozliczać media publiczne z realizowanej przez nie misji. Jeżeli okaże się, że zarządy Telewizji Polskiej i Polskiego Radia nie realizują misji, nie dostaną absolutorium.

— Niewywiązanie się z obowiązków programowych może skutkować odwołaniem zarządu — dowiedzieliśmy się z dwóch niezależnych źródeł zbliżonych do ministerstwa kultury.

Teraz zarządy Telewizji Polskiej i Polskiego Radia są wybierane przez radę nadzorczą, którą z kolei wybiera Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT). W rezultacie właściciel, czyli minister skarbu, nie ma wpływu na obsadę mediów publicznych. Celem jest ochrona niezależności władz TVP i PR, choć obecny system i tak skutkuje ich skrajnym upolitycznieniem.

Ryzyko subiektywizmu

Powiązanie realizacji misji z „być albo nie być” zarządu telewizji to atrakcyjny, ale ryzykowny pomysł.

— Nie mam nic przeciwko ocenianiu działalności programowej. Ale podlega ona dość subiektywnej ocenie. Do oceny zarządu w postaci absolutorium dobre są kryteria jednoznaczne i zwykle dotyczą one zagadnień finansowych — mówi Marcin Bochenek, członek zarządu TVP.

Co ciekawe, wtóruje mu autorka nowelizacji ustawy medialnej.

— Rozwiązania wymagają dopracowania. Można udzielać zarządowi absolutorium programowego, ale nie może ono decydować o odwołaniu zarządu. Powinno być jednym z elementów, połączonym z oceną finansową — mówi Iwona Śledzińska-Katarasińska, posłanka PO.

Pomysł dobitnie ocenia opozycja.

— Nieudane zakusy na zmianę ustawy medialnej, zmiany w ustawie o komercjalizacji i prywatyzacji, które dają ministrowi możliwość zmniejszenia zarobków zarządom spółek. A ostatni pomysł ministerstwa kultury to kompleks działań zmierzających do tego, by odbić media publiczne — mówi Marek Suski, poseł PiS.

Finansowanie z misją

Diabeł tkwi w szczegółach, a na razie są znane tylko ogólne założenia. Ustawa o nadawcach publicznych ma wprowadzać licencje programowe na każdy kanał telewizji publicznej. Mają one ściśle wiązać finansowanie programów telewizyjnych i radiowych z realizacją misji. Dla przykładu, kilkanaście milionów złotych z funduszu abonamentowego może pójść na programy edukacyjne w TVP1. Licencje programowe będą podstawą swoistego kontraktu, zawieranego między szefem organu regulacyjnego lub rady powierniczej funduszu abonamentowego a prezesami mediów publicznych.

— Rozliczenie z niej powinno następować co rok, tak jak rozliczenie z audytu finansowego — mówi informator „PB”.

Szczytne założenia

Zarządy TVP i PR mają mieć ściśle określone wytyczne dotyczące realizacji misji. Licencja programowa ma określać procent udziału poszczególnych gatunków telewizyjnych czy reklamowych w czasie antenowym i w godzinach nadawania.

W licencji może być wyszczególnione, że na przykład Teatr Telewizji, programy naukowe i kulturalne mają mieć określony procent udziału w czasie antenowym i mają być pokazywane w konkretnym przedziale czasowym. Może też być wyszczególniony udział w czasie antenowym produkcji krajowej, regionalnej, europejskiej czy tzw. nowej produkcji (programy wyprodukowane do 5 lat wstecz), czy udział reklamy społecznej.

— Chodzi o to, by programy misyjne, takie jak Teatr Telewizji, miały swoje miejsce w ramówce i by nie były pokazywane w godzinach o najniższej oglądalności — mówi osoba, która widziała założenia do ustawy.

Wszechmocna rada

Najsłabszym ogniwem pomysłu jest rada programowa, która ma zająć się oceną realizacji misji przez media publiczne. Wstępnie zakłada się, że ma liczyć 30 osób i ma być ciałem społecznym. Jej członków mają mianować różne organizacje i stowarzyszenia, związki zawodowe, partie polityczne i kościoły. Nie wiadomo na razie, jak będzie funkcjonował mechanizm wyłaniania członków rady. Podstawą oceny władz TVP i PR ma być ich sprawozdanie czy sondaż opinii publicznej mierzący satysfakcje widzów. To rada programowa będzie udzielała zarządom absolutorium.

Ministerstwo kultury nie chciało udzielić komentarza do tego artykułu.

Zagrożone postulaty

Co jest w nowelizacji ustawy medialnej zawetowanej przez prezydenta

Większość kompetencji regulatora medialnego KRRiT przechodzi do nadzorującego rynek telekomunikacyjny UKE. Rada staje się ciałem zajmującym się głównie programem. Decyzje o np. przyznaniu koncesji podejmuje UKE, KRRiT ma rolę doradczą KRRiT ma siedmiu zamiast obecnych pięciu członków. Muszą mieć oni dwie rekomendacje uniwersytetów, uczelni artystycznych lub ogólnopolskich stowarzyszeń twórców i dziennikarzy

KRRiT przeprowadza jawne konkursy na członków zarządów i rad nadzorczych mediów publicznych

Dzisiaj posłowie mają głosować nad odrzuceniem weta prezydenta.

Magdalena

Wierzchowska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy